Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anna Mierzyńska jest autorką serwisu OKO.Press, gdzie również ukazał się tekst. Dziękujemy za możliwość opublikowania go na Wyborcza.pl 

Fałszywy przekaz o niebezpieczeństwie, jakie mieli stwarzać uchodźcy z Afryki i Azji przekraczający granicę polsko-ukraińską, krążył w sieci przez kilka dni, zanim eskalował. Dezinformację rozprowadzono w profesjonalny sposób po to, by wzbudzić gwałtowne emocje społeczne. Samo sianie treści w internecie nie wywołałoby jednak silnej reakcji, gdyby nie podchwycenie tematu przez polityków Konfederacji. W efekcie w Przemyślu „patrole" kibiców zorganizowały, jak to nazwał jeden z mieszkańców, „polowanie na ludzi" o ciemniejszym kolorze skóry.

Pierwsze doniesienia dotyczące uchodźców spoza Ukrainy były widoczne w mediach społecznościowych już 26 lutego. Publikowały je najczęściej anonimowe konta. Były wśród nich screeny z prywatnej korespondencji (bez podania autorów), na przykład z taką treścią: „Może Tobie uda się nagłośnić sprawę masz większe zasięgi… Mam kontakt ze znajomym z Lwowa, który pisał żeby się Polacy nie dali oszukać bo z tłumem uchodźców ukraińskich podążają czarn…y z białoruskiej granicy (Iran Irak Egipt Turcja). Kontaktowałam się ze znajomymi z celni dostali rozkaz od rządu by przepuszczać ich bez weryfikacji (…) tratują kobiety i dzieci jedno ponoć nie przeżyło…". Z godziny na godzinę pojawiało się ich coraz więcej. Krążyły: na Twitterze, Telegramie, Facebooku, Messengerze.

Na popularnym nagraniu widać ciemnoskórego mężczyznę, który wpuszczając ludzi do pociągu, trzyma w dłoni nóż. Nie wiadomo, co to za pociąg i gdzie nagrano film, ale rozchodził się w sieci jako wideo z – zależnie od wersji – Polski lub Ukrainy.

zrzut z ekranuzrzut z ekranu mat.red.

Na szeroko rozpowszechnianej fotografii widać tłum ludzi czekających na peronie. Można rozpoznać twarze jedynie osób, które stoją z przodu. To osoby o ciemniejszym kolorze skóry. Liczę: jest ich kilkanaście, niewiele jak na widoczny tłum. Ale na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że ilościowo dominują wśród zgromadzonych. Właśnie to wrażenie wykorzystano, by zbudować przeświadczenie, że uchodźców z Afryki i Azji jest na granicy bardzo dużo. Za dużo.

Początek: wprowadzenie narracji

Jedno z kont na Twitterze w dniach 27-28 lutego opublikowało kilkadziesiąt takich postów. To samo konto analizowałam w maju 2019 roku, kiedy tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego ze współpracownikami z Institute for Strategic Dialogue wykryliśmy siatkę kont na Twitterze. Siatka szerzyła treści antysemickie, antyukraińskie i prorosyjskie: w ciągu 12 miesięcy objętych naszym monitoringiem należące do niej konta rozpowszechniły 93 tysiące tweetów ze słowami „Żyd" lub „Żydzi" (ponad 254 dziennie), zaś tweetów ze słowami „Rosja" lub „Ukraina" – 34 tysiące (117 dziennie). A był to czas pokoju, nie wojny, na Ukrainie ani w Rosji nie działo się wówczas nic wyjątkowego. W czołówce najaktywniejszych kont siatki znalazł się @Albert301271, który 163 razy udostępnił własnego tweeta z informacją pochodzącą ponoć z izraelskiego dziennika z 1971 roku, że Polaków w Katyniu zamordowali nie Sowieci, lecz… Żydzi. 

Właśnie to konto teraz, na kilka dni przed zajściami w Przemyślu, tweetowało o uchodźcach z Afryki i Azji, przekraczających granicę polsko-ukraińską, oraz retweetowało inne wpisy, podobne treściowo. Na przykład:

– zdjęcie z przejścia granicznego, na którym stoją czarnoskórzy mężczyźni, do tego komentarz Alberta: „Ukraina leży w Afryce?"

– tweet: „Zatem imigranci z Azji przebywający na Białorusi sprawnie przeszli granicę ukraińsko-polską, wpuszczani, nie sprawdzano. Białoruś pozbyła się problemu".

– „relacja" z granicy, nieznanego autorstwa: „Fakty są takie, że osób z Ukrainy jest może 20-30 procent, natomiast reszta to uchodźcy z innych krajów… Kobiety w burkach, chustach, muzułmanie łącznie z Afryką (…). Wygląda to wszystko jak zorganizowana mafia".

zrzut ekranuzrzut ekranu mat.red.

Konto Alberta nie było jedynym, które rozprowadzało takie treści. Na Telegramie wpisy rozchodziły się na niektórych kanałach antyszczepionkowców, ale też właśnie takie są największe polskie grupy na tej platformie. Na Facebooku kolejną już „relację" z granicy nieznanego autorstwa udostępniano od 28 lutego na wielu fanpage`ach i grupach, także tematycznie niezwiązanych ani z wojną, ani ze sprzeciwem wobec szczepień. Z godziny na godzinę narracja obrastała w szczegóły: ciemnoskórzy uchodźcy mieli atakować kobiety, napadać z nożami w rękach, czatować na dzieci pod szkołami, nie wpuszczać kobiet ani dzieci do pociągów. Do takich zdarzeń miało dochodzić przede wszystkim w Przemyślu.

Czy stała za tym Rosja?

Choć rzeczywiście z Ukrainy uciekają także obywatele państw pozaeuropejskich, informacje o stwarzanym przez nich masowym zagrożeniu to nieprawda. Policja wielokrotnie podkreślała, że nie doszło do wzrostu przestępczości w Przemyślu czy na przejściach granicznych w Podkarpackiem. Odnotowano tylko dwa incydenty z udziałem obywateli z państw spoza Europy. Mimo to dezinformacyjny przekaz o „nie-Ukraińcach", którzy zagrażają bezpieczeństwu Polaków, sączył się wieloma kanałami.

Jeśli komuś zależało na osłabieniu solidarności Polaków z uchodźcami, destabilizacji sytuacji po polskiej stronie czy uruchomieniu zachowań wynikających z podziałów społecznych – perfekcyjnie wybrał temat. Kto mógł być tym zainteresowany? Nasuwa się jedna odpowiedź: Rosja. Choć dziś to jedynie przypuszczenie, nie mamy na to twardych dowodów. Trzeba jednak przyznać, że narracja była przygotowana profesjonalnie, zgodnie z najnowszymi metodami stosowanymi przez Kreml. Rosja dezinformuje dziś niełatwymi do weryfikacji fałszywymi informacjami. Częściej wyolbrzymia znaczenie pojedynczych prawdziwych incydentów, z przypadkowych zdjęć czy nagrań tworzy fałszywy obraz całości, podaje selektywne dane bez pełnego kontekstu. Dokładnie tak budowano narrację o zagrożeniu stwarzanym przez uchodźców z Afryki i Azji.

Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że gdyby ta narracja nie padła na podatny grunt, nie miałaby żadnego znaczenia, tak jak kilka innych narracji, które Rosja w trakcie tej wojny już próbowała wprowadzić do informacyjnego obiegu i nie odniosła sukcesu. Dezinformacja działa tylko wtedy, gdy sfałszowane lub zmanipulowane informacje korespondują z emocjami lub poglądami jakiejś grupy społecznej. W tym przypadku kluczowe było dotarcie do zwolenników skrajnej prawicy.

Eskalacja z udziałem Konfederacji

Do eskalacji doszło 1 marca. To Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, moment dużej aktywności skrajnej prawicy w Polsce. Być może świadomie wykorzystano tę datę. Po południu na Facebooku masowo udostępniano jedną z anonimowych relacji z granicy, być może do jej rozpowszechnienia użyto botów – jednak następnego dnia post zniknął z Facebooka.

Analiza wzmianek na temat uchodźców spoza Ukrainy, które nadal są widoczne w sieci, pokazuje, że za eskalacją sytuacji stały jednak także działania skrajnie prawicowej Konfederacji. Zorganizowana przez nią 1 marca konferencja w Sejmie, na której apelowano o „filtrację" i „selekcję" uchodźców, była początkiem nakręcania przekazu. Za nią poszły wpisy na kontach Konfederacji i jej polityków, zwłaszcza posłów Grzegorza Brauna i Konrada Berkowicza. Braun na Facebooku zamieścił grafikę Konfederacji z napisem: „Alarmujemy! Coraz więcej osób przekraczających granicę polsko-ukraińską to imigranci spoza Europy!". Kilka godzin wcześniej pisał: „Krótka relacja reporterki z Przemyśla po przyjeździe pociągu z Ukrainy ujawnia brutalną prawdę. Przywieziono właśnie mnóstwo osób z krajów trzeciego świata. Kamera próbowała wypatrywać dzieci, ale w tle ciągle ludzie o ciemnym kolorze skóry. Jak pilnujecie granic??". A wieczorem tweetował, że „popiera patrole obywatelskie".

Sieciowe wpisy Konfederacji, Brauna i Berkowicza dotyczące obywateli spoza Ukrainy, którzy mieli stwarzać zagrożenie, znalazły się w czołówce wszystkich zestawień sieciowych wzmianek: zarówno postów z największą liczbą reakcji, jak i najczęściej rozpowszechnianych oraz komentowanych. 

mat.red.mat.red. mat.autora

„Zaznaczamy, kto pilnuje miasta i do kogo ono należy!"

Nakręcanie tematu szybko wywołało reakcję zwolenników Konfederacji, którzy są w sieci bardzo aktywni. Na Facebooku zaczęły powstawać lokalne grupy „obrońców". Późnym popołudniem na grupie „Sąsiedzi Przemyśl" Adam S. informował: „Ze względu na coraz większą ilość doniesień o napaściach, molestowaniach, kradzieżach podpaleniach czy nawet atakach z nożem w ręku na terenie miasta Przemyśl prosi się wszystkich, a w szczególności kobiety o nie wychodzenie z domu samemu". Podawał ulice, na jakich miało dojść do napaści, pisał, że próbowano podpalić sklep Biedronka, zamieścił screen z prywatnej wiadomości, że w nadgranicznej Medyce „napadali na dziewczynę, dusili ja na żywca", a „szkoły zgłaszają skargi na policję że nie radzą sobie z czarnymi okradają dzieci ze słodyczy z kogoś molestują ukraińskie kobiety na starym mieście". Na fanpage`u „Podkarpaccy kibice" informowano o siłowej próbie wtargnięcia do szkoły oraz pocięciu nożem młodej kobiety, a także licznych kradzieżach. 

zrzut ekranuzrzut ekranu mat.red.

Mimo że policja nie potwierdzała opisywanych zdarzeń, kibice zorganizowali „patrole obywatelskie". „Trzeba powstrzymać falę zalewających nasze miasto przybyszów, którzy nie potrafią się zachować i wielokrotnie udowodnili, że nie są pozytywnie nastawieni okazując mieszkańcom agresje oraz atakując kobiety, okradając sklepy, działki, auta itd." – napisali administratorzy fanpage`u „Podkarpaccy kibice". – „Popołudniu zbieramy się w +/- 150 osób (wiele osób dochodziło w trakcie trwania spacerów). Dzielimy się na mniejsze grupki i patrolujemy miasto oraz okolice wyłapując towarzystwo, które rozlało się po całym terenie dookoła dworca PKP Przemyśl (…). Nasza obecność na ulicach spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem mieszkańców miasta. (…) Na Placu Niepodległości całą ekipą zaznaczamy kto pilnuje miasta i do kogo ono należy - Przemyśl Zawsze Polski!".

Polowanie na ludzi

Jak to wyglądało naprawdę? 1 marca wieczorem reporterka OKO.press Anna Mikulska spotkała hinduskich wolontariuszy z Niemiec, którzy bali się dojść do własnego samochodu, ponieważ grupa kibiców zablokowała im drogę, a jednego z aktywistów uderzono w głowę. Inna grupa zaatakowała trójkę osób z Indii, na szczęście nic poważnego im się nie stało.

Bartosz, mieszkaniec Przemyśla, komentując te zdarzenia na Facebooku, opisał, co się wówczas działo wśród lokalnej społeczności: „Spora część mieszkańców udostępniała im zdjęcia, lokalizacje, wskazywała ulice, na których znajdują się ludzie o innym kolorze skóry. (…) Powinni się wstydzić wszyscy ci, którzy powielali te okropne i nieprawdziwe informacje przyczyniając się do rozlewu krwi na ulicach Przemyśla". Jedna z komentujących osób dodała, że fałszywe informacje były rozsyłane na różne lokalne grupy, między innymi na tzw. grupy szkolne, tworzone przez rodziców uczniów z danej klasy czy szkoły. Emocje wybuchły niemal natychmiast.

Adam S. z grupy „Sąsiedzi Przemyśl" jest dumny z tego, co zrobili kibice. „Po sprawnie przeprowadzonej akcji zabezpieczania miasta (…) sytuacja uległa poprawie" – napisał w kolejnym poście. Poinformował, że kibice wyszukiwali osoby bez dokumentów w parkach, kamienicach, na podwórkach, blokach, schodach przed klatkami i odprowadzali je na dworzec, „skąd pociągiem opuszczały miasto".

zrzut ekranuzrzut ekranu mat.red.

Bartosz widział to inaczej: „Ludzie, którzy w wyniku wojny znaleźli się na polskiej ziemi, uciekali po ogródkach, bocznych uliczkach, kamienicach, parkach przed bandytami w bluzach klubów piłkarskich, Polski Walczącej, Żołnierzy Wyklętych… Na tych ludzi urządzono polowanie tylko dlatego, że mieli inny kolor skóry, mówili w innym języku, a i oczywiście dlatego, że ktoś napisał, drugi powielił, trzeci udostępnił niesprawdzone i nieprawdziwe informacje!".

To nie były rosyjskie trolle

Adam S. to nie jest rosyjski troll. Nie są nimi także ci, którzy 1 marca wieczorem hejtowali OKO.press za zamieszczenie relacji o zachowaniach kibiców w Przemyślu. Mowa o setkach komentarzy powstających w krótkim czasie, jednak zróżnicowanych treściowo, co dowodzi, że nie były to automatyczne wpisy tworzone na przykład przez boty. Sprawdziłam konta kilkudziesięciu osób wyrażających się sposób wyjątkowo obraźliwy. Tylko pięć kont spośród sprawdzanych było anonimowych. Reszta należała do autentycznych użytkowników Facebooka, wiele było wśród nich kobiet. Na ich kontach można znaleźć fotografie z rodzinnych uroczystości, dowiedzieć się, gdzie spędzały wakacje, poznać ich dzieci, popatrzeć na szczęście młodych par na ślubnych fotografiach. Komentujący pochodzili z różnych regionów Polski, niektórzy mieszkają za granicą, chyba najmniej było wśród nich mieszkańców Podkarpacia. A jednak z niezachwiana pewnością twierdzili, że relacja reporterki OKO.press na temat zajść w Przemyślu to kłamstwo.

Część Polaków jest wrogo nastawiona do cudzoziemców o innym kolorze skóry, nawet gdy potrzebują oni pomocy. Wszelkie informacje o stwarzanym przez obcokrajowców zagrożeniu uważają oni za prawdziwe. Nawet jeśli więc to rosyjska aktywność sieciowa rozpoczęła kreowanie przekazu o niebezpiecznych uchodźcach z Afryki i Azji, resztę zrobili sami Polacy. Dezinformacja działa tylko wtedy, gdy jest spójna z tym, co dezinformowana grupa myśli o rzeczywistości. Tylko dzięki temu w Przemyślu udało się w prosty sposób doprowadzić do polowania na ludzi.

W tekście autorka zachowała oryginalną pisownię omawianych treści.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.