Na naszych oczach pisze się Historia, bezpowrotnie zmienia się świat, który nie wróci już w poprzednie koleiny. Przyszłość jest jeszcze nieprzenikniona, nie da się przewidzieć, jaki kształt przybierze. Cena jest potworna, ale może bez takiej ofiary, takiego poświęcenia i bohaterstwa, takiego ogromu cierpienia niemożliwy byłby upadek szatańskiego systemu unicestwiającego od przeszło stulecia miliony istnień ludzkich
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak pewnie bardzo wielu z nas w te straszne dni, nie mogę oderwać się od telewizora. Na starość robię się może rzewnym pierdołą, ale jakże często wzruszenie dławi mi gardło i nie potrafię powstrzymać się od płaczu.

Obrazy wojennego koszmaru, tak absurdalnego i potwornego w XXI wieku w środku Europy, widok kobiet klęczących i modlących się na śniegu, zamienionych na schrony piwnic szpitalnych wypełnionych małymi pacjentami onkologicznymi, ludzi gołymi rękami zatrzymujących czołgi, matek tulących przestraszone niemowlęta, dzieci opowiadających, jak mają na imię zabrane przez nie na tułaczkę chomiki – wszystko to wyciska łzy z oczu.

Pięści zaciskają się w bezsilnej rozpaczy, potwornie przytłacza świadomość, że wszystko, co mogę zrobić, to zawieźć na punkt odbioru rzeczy potrzebnych tym nieszczęśnikom koce, termosy, opakowania leków i xanaxu, słodycze dla dzieci z ewakuowanego sierocińca.

Gdy oddawałem je wczoraj, uśmiech, jaki rozjaśnił twarz pani, która te słodycze odbierała, był czymś, co trudno zapomnieć. Te uśmiechy, te spojrzenia mówiące więcej niż słowa, to okruchy dobra, nici tworzące między ludźmi więzi bezcenne, ocalające nadzieję, że da się jeszcze uratować świat i nasze człowieczeństwo.

Rodzi się dobro

Im jest straszniej, tym bardziej narasta we mnie pewność, że z tej tragedii i ogromu zła zrodzi się wielkie DOBRO.

Już je widzimy: bohaterstwo i poświęcenie Ukraińców, wspaniała ofiarność i solidarność Polaków, zjednoczenie się całego świata, który odłożył biznesy z Putinem i zadaje mu bolesne ciosy. To koniec tego psychopaty i koniec marzeń o Imperium, które okazuje się potiomkinowskim kapiszonem.

Na naszych oczach pisze się Historia, bezpowrotnie zmienia się świat, który nie wróci już w poprzednie koleiny. Przyszłość jest jeszcze nieprzenikniona, nie da się przewidzieć, jaki kształt przybierze. Cena jest potworna, ale może bez takiej ofiary, takiego poświęcenia i bohaterstwa, takiego ogromu cierpienia niemożliwy byłby upadek szatańskiego systemu unicestwiającego od przeszło stulecia miliony istnień ludzkich.

Paradoksalnie wielką zasługą oszalałego tyrana okazuje się wywołanie nieprzewidzianej przez niego reakcji – nieprawdopodobne scementowanie poczucia narodowej dumy i tożsamości Ukraińców, spowodowanie radykalnego zwrotu w polityce państw Zachodu wobec Rosji, otwarcie oczu nie tylko pożytecznych idiotów wpatrzonych w Putina, ale też wielu ludzi zachowujących złudzenia co do możliwości robienia interesów i układania się z rosyjskim kolosem.

Powszechne potępienie bestialstwa, kompletna izolacja Rosji we wszystkich dziedzinach gospodarki, dyscyplinach sportu, obszarach kultury, rezygnacja z gazociągu Nord Stream 2, wyłączenie rosyjskich banków z systemu Swift i wiele innych działań – to wszystko składa się na bezprecedensowe przeobrażenie świadomości wolnego świata – ale to także posunięcia, których konsekwencje – i przyczyny! – muszą dotrzeć do społeczeństwa rosyjskiego.

Być może obudzi się ono z niewolniczego snu, uzmysłowi sobie, że zasługuje na to, by jak większość cywilizowanych narodów mogło cieszyć się demokracją, respektować prawa człowieka, szanować ideały wolności i sprawiedliwości. Byli tego zawsze świadomi wspaniali rosyjscy inteligenci, myśliciele i twórcy, ale masy – od czasów Iwana Groźnego – żyły w uległości i poddaństwie wobec kolejnych „carów", despotów rojących imperialne sny o potędze, rządzących własnym społeczeństwem za pomocą strachu, terroru i zbrodni. Teraz jest szansa, by się od tego fatum uwolnić. Car jest nagi, jest zbrodniarzem i szaleńcem unieszczęśliwiającym także własny naród – i naród ten powinien to wreszcie zobaczyć.

Dla nas – połączonych więzami solidarności i poczuciem wspólnego zagrożenia narodów Polski i Ukrainy – to, co przeżywamy, stanowi historyczną szansę przezwyciężenia uprzedzeń i stereotypów wynikających z bolesnych doświadczeń z przeszłości, uwolnienia się od nacjonalistycznych toksyn i rozpamiętywania wyrządzonych sobie krzywd.

Wielki egzamin tak wspaniale zdawany przez nasze społeczeństwo, tysiące ofiarnych gestów, poświęcenia, otwartości, wielorakiego wsparcia udzielanego naszym braciom i siostrom może stanowić fundament budowy wspólnoty opartej na nowych zasadach: przyjaźni, wzajemnego szacunku i sąsiedzkiej bliskości. Nasza wspólna pamięć, oczyszczona i wolna od wytykania sobie historycznych przewin, będzie od teraz zupełnie inna. 

Zachowajmy czujność

Jedyna rzecz, która mnie martwi, to obawa, że te poruszające obrazy i zbiorowe przeżycia o niesłychanej skali przesłonią przestępstwa, afery i podłości PiS-u. Oby „polityczne złoto", jakim było dla rządzących obecnie Polską to, co jeszcze niedawno działo się na granicy z Białorusią, nie zamieniło się teraz w „polityczną platynę".

W obliczu tragedii Ukrainy, tego, co dzieje się w Polsce i na całym świecie, nie wolno nam zapomnieć, kim są twórcy „dobrej zmiany". Tchórzliwie zniknęli i przyczaili się – odkładając na bardziej sprzyjający czas swoje mroczne scenariusze i rojenia – wicepremier do spraw bezpieczeństwa i minister sprawiedliwości, którym bieg wydarzeń boleśnie unaocznia, że bez oparcia w znienawidzonej Unii Europejskiej i prezydencie Bidenie czekałby nas rychło los Ukrainy.

Za to inni przedstawiciele „dobrej zmiany" przywdziali maski sprawiedliwych, liczących na to, że „ciemny lud" da się na to nabrać i gotów widzieć mężów stanu w prezydencie czy premierze. W prezydencie, który tak niedawno szydził z „wyimaginowanej wspólnoty" i nie potrafił zdobyć się na złożenie życzeń Joemu Bidenowi, a teraz szczyci się już nie zdjęciami z nim w korytarzu koło sracza, ale dopuszczeniem do telekonferencji wraz z przywódcami Zachodu. W orędziu głosi, że Polacy słynęli zawsze z solidarności i „gotowości do udzielania pomocy ludziom, którzy będą u nas szukać bezpiecznego schronienia przed tragedią wojny".

Na ponury żart zakrawają w jego ustach słowa: „Wielokrotnie pokazywaliśmy, że zawsze w momentach trudnych potrafiliśmy stanąć na wysokości zadania – bo tacy jako naród jesteśmy. (…) W tych dniach odpowiadamy na kluczowe pytanie: czy wartości, które wspólnie wyznajemy: wolność, demokracja, praworządność, prawa człowieka, solidarność – naprawdę coś znaczą, czy są tylko pięknymi hasłami? Dla nas, Polaków, są one fundamentem".

Wypowiada te słowa ktoś, kto niewiele tygodni wcześniej bronił polskich granic przed uchodźcami z Afganistanu i ogarniętej wojną Syrii, kto podpisał ustawę o budowie na granicy muru zabezpieczającego „świętą polską ziemię" przed ludźmi potrzebującymi pomocy i szukającymi ratunku – jak ci, którymi opiekujemy się dzisiaj. Może pan prezydent zechciałby (choćby samemu sobie) odpowiedzieć na pytanie, czym różni się głodne i przerażone dziecko ukraińskie od przemarzniętego i równie przerażonego dziecka, które nasi wspaniali pogranicznicy wywozili z powrotem do lasu?

Podobnie gorzko brzmią słowa wzywającego dziś do jedności z Zachodem premiera, który dopiero co chciał nie dopuścić do dyktatu Brukseli „przystawiającej Polsce pistolet do głowy" i groził jej „trzecią wojną światową", jeśli nie wycofa sankcji za łamanie praworządności. Premiera, który dzisiaj oburza się na bestialstwo Putina, a jeszcze tak niedawno sprzymierzał się z jego skompromitowanymi poplecznikami.

Oczywiście dobrze, że nawet w ich wypadku sytuacja wymusza zachowania racjonalne, elementarną przyzwoitość i opowiedzenie się po słusznej – jedynie możliwej – stronie. Należy doceniać każdy ludzki odruch, cieszyć się z każdego gestu współczucia. Chciałoby się rzec, iż cieszy radość z każdej zbłąkanej i nawróconej owieczki. Ale nie wolno nam zapominać, kim naprawdę są i co myślą – o demokracji, praworządności, prawach kobiet i mniejszości, totalnej opozycji i ideologii LGBT – ludzie deklamujący teraz wezwania do jedności i wspólnoty. Nie pomylmy owieczek z wilkami. Bądźmy czujni.

PS Nie daje mi spokoju jedna myśl i nie wiem, kto mógłby udzielić odpowiedzi na pytanie, dlaczego na teren Ukrainy nie mogą udać się siły pokojowe ONZ, które używane były z powodzeniem w Jugosławii. Przecież „błękitne hełmy" mogłyby wkroczyć na tereny, którymi postępuje ofensywa Rosjan. Nie byłaby to interwencja NATO, a ruch taki byłby jakąś szansą powstrzymania zbrodniczych działań agresorów.

---

Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    jak obserwuję politykę od pół wieki na świecie panuje totalne zło , w tym u personelu Pana Boga w Watykanie , nie było dnia bez wojny i draństwa
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    ja płaczę od tygodnia, to się dzieje na Ukrainie pokryło się z moją depresją trwającą od 2006 roku. Jestem artystą malarzem i w 2014 roku miałem serię dwóch snów z Putinem, rozmawiałem z nim po rosyjsku, szukałem słownika rosyjsko-polskiego. Po przebudzeniu pod wrażeniem zrobiłem portret głowy Putina. Wkrótce po tych snach miałem następny sen z trzema czarnymi psami. Też zrobiłem portrety trzech czarnych psów. Jakiś czas potem zrobiłem kolaż używając do niego portretu głowy Putina otoczonej przez trzy czarne psy. W 2014 umieściłem tę pracę na moim profilu na faceboku. Przedwczoraj wyciągnąłem tę pracę z szafy i umieściłem przed sobą. Te psy to prawdopodobnie bogowie piekieł, psy Hekate, trzygłowy cerber stojący u wrót piekieł, psychopompos? Mam nadzieję, że pojawiły się po to żeby odprowadzić Putina tam gdzie jest jego miejsce, na samo dno piekła.
    @tyberium1111
    na moim Instagramie jest zdjęcie tej pracy z putinem i psami

    www.instagram.com/p/CaXRc16IHY0/
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    przestań pan mam zajady
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    Twardoch lepiej napisał ;P
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    Blekinten Chelmy z zasady nie moga uzywac broni, i niestety w Jugoslawii nie byly uzywane z powodzeniem - vide Srebrenica, ktora rozegrala sie na oczach homenderskich sil pokojowych
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Z tym samym co w Ukrainie mamy do czynienia od zawsze - tyle że, dzieje się to gdzieś dalej.
    Dziwne ocknienie.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    Głupota Jerzego Illga jest powszechnie znana.
    @Pretoriane
    Słaby trolling w wykonaniu, sądząc po nicku, przybocznego samego cesarza/cara.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2