Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

POMÓŻ MIESZKAŃCOM MARIUPOLA I ODBIERZ PRENUMERATĘ!

Od 24 lutego granicę z Polską przekroczyło ponad pół miliona osób uciekających przed brutalnym atakiem wojsk rosyjskich na Ukrainę. Każdego dnia do Polski przedostają się kolejne dziesiątki tysięcy osób. Na uchodźców przy przejściach granicznych czekają ich bliscy, którzy tu byli już wcześniej, oraz Polacy, kierowani odruchem niesienia pomocy.

Wiemy, jak wiele jest dziś w Polsce osób niepotrafiących patrzeć z obojętnością na cierpienie i okrucieństwo, jakie zadaje Ukrainie i jej obywatelom Władimir Putin. Codziennie opisujemy akcje pomocowe organizowane oddolnie przez nasze społeczeństwo, bezinteresowne dzielenie się z ukraińskimi uchodźcami tym, co mamy: mieszkaniami, jedzeniem, pracą. 

Drodzy Czytelnicy "Wyborczej", znamy Wasze serca i hojność. Przekonaliśmy się o Waszej głębokiej potrzebie niesienia pomocy w innych trudnych momentach. Nie mieliście wątpliwości, by pomóc aktywistkom i aktywistom podczas protestów organizowanych przez Ogólnopolski Strajk Kobiet. Latem ub. roku wsparliście zbiórkę dla fundacji zajmujących się pomocą uchodźcom, gdy na granicy polsko-białoruskiej rozpoczął się kryzys humanitarny. 

Dziś prosimy: pomóżmy razem ofiarom wojny na Ukrainie przez wykupienie prenumeraty "Wyborczej". Cały dochód ze sprzedaży trafi do fundacji HumanDoc, organizującej ewakuację dzieci i osób starszych z atakowanego Mariupola i okolic oraz pomoc dla uchodźców.

POMÓŻ

- Mariupol jest na skraju katastrofy humanitarnej. Mieszkańcom grozi głód, za ostatnie pieniądze próbują kupić coś do jedzenia. Sytuacja jest taka jak w czasie II wojny światowej. Gigantycznym problemem jest brak prądu - bez tego nie działa nic, nawet aparatura podtrzymującą życie w szpitalach. Mierzymy się z kryzysem, jakiego nie było w tym tysiącleciu w naszej części świata. Jedna z naszych współpracownic zapytała, czy jak się coś jej stanie, to zaopiekujemy się jej córką i ją adoptujemy. Oczywiście obiecaliśmy jej to - mówi Dominika Springer, członkini zarządu fundacji HumanDoc (całą rozmowę przeczytasz niżej).

- Musimy się nastawić na to, że nawet jeżeli działania wojenne wkrótce ustaną, to konsekwencje społeczne są przeogromne, rozwiązanie problemów zajmie lata. Jeśli troje dzieci przez trzy doby siedzi w piwnicy bez jedzenia i picia, to w jakiej one są kondycji psychicznej? One będę potrzebowały dużo czasu i serca, aby stanąć na nogi, jeśli w ogóle to będzie możliwe - podkreśla Dominika Springer.

Pieniądze zebrane w naszej akcji fundacja wyda na trzy cele: zakupy rzeczy, które nie są już dostępne w Mariupolu i okolicach, np. generatory prądu, zabezpieczenie medyczne; wyśle pieniądze za zakup rzeczy dostępnych na miejscu, wspólnie z organizacją Bereginia zorganizuje transporty osób, które same nie zdołają się wydostać: kobietom z dziećmi, rodzinom żołnierzy na pierwszej linii frontu, i pomoże im dotrzeć do Polski. Jeśli  działania wojenne uniemożliwiać będą ewakuację, fundacja skupi się na innych formach pomocy Ukraińcom, czekając na otwarcie korytarzy humanitarnych. 

Mariupol pod ciężkim ostrzałem 

Mariupol to miasto portowe w Donbasie, 50 km od granicy Federacji Rosyjskiej, 20 km od granic separatystycznej Donieckiej Republiki Ludowej. Ma 500 tys. mieszkańców i jest największym obszarem miejskim w Donbasie pozostającym poza kontrolą prorosyjskich separatystów. Jest też najważniejszym portem na Morzu Azowskim i ważnym ośrodkiem przemysłowym.

Dla wojsk rosyjskich Mariupol to cel szczególny: znajdujący się tam port jest elementem łańcucha dostaw, a mariupolskie kombinaty przemysłowe przerabiają surowce Donbasu na półprodukty.

Mariupol jest cały czas bombardowany przez rosyjskie wojska. Pod ostrzał trafił budynek szpitala położniczego.  

"Nacierają bez przerwy. Doszło do całkowitego zniszczenia infrastruktury mieszkalnej, są zabici i ranni. Nie możemy nawet dzisiaj zabrać rannych z ulic, domów i mieszkań, bo ostrzał się nie kończy" - oświadczył mer Mariupola Wadym Bojczenko.

Tu kupisz prenumeratę i weźmiesz udział w naszej akcji.

Więcej szczegółów na temat pomocy Ukrainie znajdziecie na stronie: Wyborcza.pl/pomocdlaukrainy

---

Rozmowa z Dominiką Springer, członkini zarządu fundacji HumanDoc

Waldemar Paś: Co chciałaby pani powiedzieć Czytelniczkom i Czytelnikom „Wyborczej" oraz „Wysokich Obcasów"?

Dominika Springer członkini zarządu Fundacji HumanDoc: Jesteśmy poruszeni olbrzymią skalą pomocy niesioną przez Polaków. Dzięki temu już kilkadziesiąt osób jest bezpiecznych w Warszawie. Wysłaliśmy też nasze transporty z pomocą do Ukrainy. Dla wielu Ukraińców jest to jedyna forma pomocy, innej nie dostają.

Co teraz robicie?

- Koncentrujemy się na niesieniu pomocy w Mariupolu. To najdalszy zakątek Ukrainy, między Donbasem a zajętym przez Rosjan Krymem. Współpracujemy z miejscową organizacją Bereginia. Założyły ją uciekinierki z Donbasu po 2014 r. Przez ostatnie lata działały przy strefie konfliktu i udzielały tam pomocy. Mają swoje zespoły terenowe, które jeździły wzdłuż tej strefy i pomagały potrzebującym.

Same się nie ewakuowały?

- Wszyscy zostali, bo tyle jest tam osób potrzebujących wsparcia. Jesteśmy jedną z nielicznych organizacji, które tak daleko docierają. Ale rzeczywiście sytuacje są dramatyczne.

Jakie?

- Mariupol jest na skraju katastrofy humanitarnej. Mieszkańcom grozi głód, za ostatnie pieniądze próbują kupić coś do jedzenia, sytuacja taka jak w czasie II wojny światowej. Gigantycznym problemem jest brak prądu - bez tego nie działa nic, nawet aparatura podtrzymującą życie w szpitalach. Mierzymy się z kryzysem, jakiego nie było w tym tysiącleciu w naszej części świata.

Jedna z naszych współpracownic zapytała, czy jak się coś jej stanie, to zaopiekujemy się jej córką i ją adoptujemy. Oczywiście obiecaliśmy jej to.

Włos jeży się na głowie.

- Nasza główna koordynatorka, a to twarda kobieta, popłakała się, gdy dowiedziała się o inicjatywie „Wyborczej". Godzinę po rozpoczęciu obecnej wojny już do nas dzwoniła, ale nie spodziewała się, że tak szybko ją otrzyma. Zdajemy egzamin jako naród.

Jak zapobiec katastrofie?

- Musimy się nastawić na to, że nawet jeżeli działania wojenne wkrótce ustaną, to konsekwencje społeczne są przeogromne i rozwiązanie problemów, które zrodziły, zajmie lata.

Jeśli troje dzieci przez trzy doby siedzi w piwnicy bez jedzenia i picia, to w jakiej one są kondycji psychicznej? One będę potrzebowały dużo czasu i serca, aby stanąć na nogi, jeśli w ogóle to będzie możliwe.

Na co pójdą pieniądze od Czytelniczek i Czytelników „Wyborczej"?

- Każdy transport z Polski jest na wagę złota. Mariupol leży 1300 km od polskiej granicy, to ponad 50 godzin jazdy bez przerwy na sen, w każdym aucie jedzie po dwóch, trzech kierowców.

Pieniądze wydamy na trzy cele: zakupy rzeczy, które nie są już dostępne w Mariupolu i okolicach, np. generatory prądu, zabezpieczenie medyczne; wysyłamy im pieniądze na zakup rzeczy dostępnych na miejscu, no i wspólnie z Bereginią organizujemy transporty osób, które same nie zdołają się wydostać: kobietom z dziećmi, rodzinom żołnierzy na pierwszej linii frontu, i pomagamy im dotrzeć do Polski.

Czym na co dzień zajmuje się wasza fundacja?

- Działamy od 2010 r., niemal od początku związani jesteśmy z krajami byłego bloku wschodniego m.in. Białorusią, Ukrainą i Gruzją. Po pierwszej agresji Rosji w 2014 r. w Charkowie dwa lata prowadziliśmy centrum wsparcia dla osób, które musiały wtedy opuścić Donbas. Zapewnialiśmy opiekę psychologiczną, prawną i inną, aby pomóc uchodźcom w adaptacji w nowym miejscu. Pomogliśmy dziesiątkom tysięcy osób, pieniądze pochodziły z programu „Polska pomoc" Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

W Polsce też działacie?

- Aktywnie wspieramy migrantów, m.in. Białorusinów, którzy uciekają do Polski z powodu represji na Białorusi. W Warszawie, wspólnie z koalicją Centrum Białoruskiej Solidarności, prowadzimy centrum wsparcia.

W ubiegłym roku pomagaliśmy się wydostać uchodźcom z Afganistanu - przed zajęciem Kabulu przez talibów pracowaliśmy na misjach.

Pomagamy wszystkim grupom defaworyzowanym społecznie, czyli migrantom, ale też ofiarom przemocy i innym.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.