Wczesne rozpoczynanie "życia cyfrowego" nieletnich powinno być przedmiotem ochrony prawnej
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorka jest studentką III roku prawa na UW, interesuje się prawnymi aspektami umieszczania wizerunków dzieci w mediach społecznościowych

Czytaj również: Czy rodzice powinni odkładać pieniądze dla dzieci za umieszczanie ich wizerunku w mediach społecznościowych? Rozmowa z Rozalią Pranczk, studentką prawa na UW

Wkraczanie w dorosłość pierwszego pokolenia dzieci, których rodzice mieli nieograniczony dostęp do mediów społecznościowych, stawia pytanie o skuteczną ochronę wizerunku nieletnich na gruncie prawa karnego. Praktyki rodziców związane z regularnym rozpowszechnianiem zdjęć swoich dzieci (określane również mianem sharentingu, od kombinacji angielskich słów share – rozpowszechniać i parenting – rodzicielstwo) stawiają pod znakiem zapytania bezpieczeństwo dziecka przed wszelkiego typu nadużyciami. Zjawisko sharentingu należy odróżnić od troll parentingu, zwanego również toksycznym sharentingiem, polegającym na publikowaniu przez rodziców zdjęć ośmieszających dziecko, które zagrażają jego prywatności oraz dobremu imieniu. Zagadnieniu powszechnej publikacji wizerunku nieletnich w sieci przyjrzało się Ministerstwo Cyfryzacji, publikując statystki informujące o rozpoczynaniu „cyfrowego życia" 23 proc. dzieci przed narodzeniem. Według statystyk aż 81 proc. dzieci przed ukończeniem drugiego roku życia posiada „ślad cyfrowy" w sieci, co równoznaczne jest z możliwością identyfikacji nieletniego przez internet.

Polskie prawo nie odnosi się do zjawiska toksycznego sharentigu expressis verbis. Wizerunek dziecka jest względnie zabezpieczony przez ogólne przepisy kodeksu cywilnego, chociażby art. 24 KC dotyczący ochrony dóbr osobistych. Jakkolwiek art. 95 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, dotyczący poszanowania godności i praw dziecka przez rodziców, może stanowić źródło ochrony przed toksycznym sharentingiem, przepis ten zdaje się nie zniechęcać wystarczająco skutecznie do rozpowszechniania ośmieszających zdjęć nieletnich. Kodeks karny w art. 191a zdaje się stanowić najskuteczniejsze uregulowanie prawne, które mogłoby potencjalnie zabezpieczyć dziecko przed rozpowszechnianiem upokarzających go treści. Przytoczony przepis ustawy karnej zabrania bowiem rozpowszechniania wizerunku nagiej osoby – zawiera więc dokładną specyfikację jednego z wielu możliwych przejawów toksycznego sharentingu. Niemniej jednak poza zakresem przytoczonego typu przestępstwa pozostają przypadki publikowania przez rodziców zdjęć, które nie spełniają znamienia nagości, a które mogą postawić dziecko w wyjątkowo niezręcznej sytuacji. Luka ta niewątpliwie wymaga uregulowania ze strony ustawodawcy.

Pierwszym orzeczeniem egzekwującym odpowiedzialność karną względem rodzica dopuszczającego się rozpowszechnienia zdjęć ośmieszających swoje dziecko w Polsce był wyrok Sądu Okręgowego Warszawy-Pragi z 2017 r. Stan faktyczny sprowadzał się do udostępnienia przez ojca zdjęcia dwuletniego syna, który w jednej ręce trzymał butelkę piwa, a w drugiej swoje genitalia. Ojciec dziecka został skazany na karę trzech miesięcy ograniczenia wolności w postaci obowiązku wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne. Sąd powstrzymał się od wymierzenia surowszej kary z uwagi na rozpowszechnianie przez matkę za pomocą social mediów zdjęć dziecka podczas kąpieli. Domysłem pozostaje, że łagodniejszy wymiar kary dla ojca spowodowany był przyzwoleniem na publikację nagich zdjęć dziecka przez matkę. Szkodliwość czynu ojca, choć nieporównywalnie większa, nie mogła być wykluczona przez brak zgody matki, która dopuściła się podobnego czynu. Ze względu na dobro nieletniego sygnatury i dokładne sentencje większości wyroków w sprawach dotyczących toksycznego sharentingu nie są jawne.

Wydaje się, że najskuteczniejszym sposobem na egzekwowanie odpowiedzialności prawnej względem rodziców rozpowszechniających niestosowne zdjęcia swoich dzieci byłoby ustanowienie sankcji karnych. Kwestią otwartą pozostaje natomiast zagadnienie, jakie kary powinien przewidywać kodeks karny za działania mieszczące się w pojęciu toksycznego sharentingu. Z pewnością zobligowanie do usunięcia uwłaczających treści nie stanowi dla sprawcy ogromnej dolegliwości. Nieskuteczność prawa polega również na możliwości ścigania przestępstw z art. 191a kk wyłącznie na wniosek pokrzywdzonego, czyli w tym przypadku rodzica reprezentującego swoje dziecko. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa może oczywiście zgłosić jeden z rodziców względem drugiego, który wypełnił znamiona czynu z art. 191 a kk, choć może zaistnieć również sytuacja, w której zarówno jeden, jak i drugi rodzic rozpowszechniają zdjęcia swojego dziecka. Wówczas dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie możliwości ścigania osób dopuszczających się toksycznego sharentingu z oskarżenia publicznego. Takie rozwiązanie prawne może prowadzić do nadużyć – istnieją bowiem różne standardy wrażliwości odbiorców w sieci, należałoby określić dokładnie, od jakiego typu rozpowszechniania wizerunku ma powstrzymywać się rodzic. Ustawodawca nie wskazuje żadnego wyjścia z tego impasu, dlatego powszechne zdziwienie budzą wyroki, w których sąd decyduje się na ukaranie osób wypełniających przesłanki toksycznego sharentingu.

Mianem toksycznego sharentingu, oprócz publikowania nagich zdjęć dzieci, określa się także zachowania rodziców polegające na publikacji w sieci treści stawiających dziecko w dwuznacznej lub dyskredytującej sytuacji. Instagram (i nie tylko) obfituje przecież w nagrania rodziców prezentujących swoje dzieci podczas jedzenia psiej karmy, wchodzenia do kubła na śmieci czy oddających mocz w miejscach publicznych. Żadne z wymienionych zachowań nie wypełnia przesłanek z art. 191a kk ani nie kwalifikuje się pod przepisy o ochronie wizerunku. Orzecznictwo polskie nie dostarcza przykładów skazań karnych rodziców udostępniających wspomniane przykładowo treści. Stawiając pytanie o granice ochrony wizerunku dziecka, pamiętać należy, że w pewnym momencie stanie się ono osobą dorosłą, zaś umieszczanie z pozoru niewinnych i zabawnych treści okazać się może wysoce szkodliwe dla takiej osoby.

Niepokój musi budzić fakt, że prawo nie zapewnia dziecku skutecznej ochrony przed toksycznym sharentingiem ze względu na przyznanie w zasadzie wyłącznej kontroli nad wizerunkiem dziecka rodzicom oraz ogranicza możliwość działania instytucji (np. fundacji lub stowarzyszeń), które mogłyby zaalarmować odpowiednie organy o zamieszczaniu zdjęć w sieci godzących w dobre imię nieletniego.

Sharenting sam w sobie, nawet bez wymiaru toksycznego, też może prowadzić do negatywnych skutków. Zdarzają się przecież przypadki kradzieży tożsamości dziecka zwane digital kidnappingiem, polegające na nielegalnym wykorzystywaniu zdjęć dziecka przez osoby trzecie. Sharenting, choć prezentujący się zupełnie niewinnie, może prowadzić do długofalowych konsekwencji powodujących obniżenie poczucia wartości nieletniego. Może okazać się, że jako osoba pełnoletnia, dziecko, którego wizerunek był przez rodzica wielokrotnie udostępniany, będzie chciało skorzystać z prawa do bycia zapomnianym (gwarantowanego przez art. 17 rozporządzenia UE 2016/679, zwanego RODO). Skorzystanie z wspomnianego prawa byłoby szczególnie utrudnione, jeżeli rodzic regularnie dokumentował za pomocą internetu wizerunek swojego dziecka. Gdyby ustawodawca chciał bezwzględnie chronić dziecko przed sharentingiem, musiałby zdecydować się na wprowadzenie przepisów wykluczających możliwość publikowania zdjęć i nagrań z udziałem nieletnich. Ciekawym rozwiązaniem prawnym byłoby również wprowadzenie możliwości publikowania wizerunku dziecka po otrzymaniu przez niego świadomej zgody (tzn. w momencie, w którym będzie zdolne do podejmowania samodzielnych decyzji). Milczenie prawa na temat tzw. zwykłego sharentingu jest jednak bardziej zagadnieniem odległym. Zdecydowanie pilniejsze jest zabezpieczenie sankcjami karnymi toksycznego sharentingu, który niesie nieporównywalnie większe zagrożenie dla prawidłowego funkcjonowania dziecka w społeczeństwie.

Oczywistym jest, że w niedalekiej przyszłości ustawodawca będzie musiał odnieść się do zjawiska sharentingu. Odrębnym zagadnieniem pozostaje, w pierwszej kolejności, kwestia uregulowania tego zagadnienia w prawie karnym, mogącym najefektywniej wywołać refleksje rodzica nad udostępnianymi zdjęciami i nagraniami. Sporne pozostaje również wczesne rozpoczynanie „życia cyfrowego" nieletnich, które powinno być przedmiotem ochrony prawnej. Ustawodawca będzie musiał zmierzyć się z wyważeniem różnych wartości, w szczególności z jednej strony prawa rodziców do wykonywania władzy rodzicielskiej w sposób, który uważają za słuszny, z drugiej strony – dobra dziecka.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem