Nikt mi nie powiedział, że miłość może mnie zniszczyć. Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w przemocy i łagodności. Tam, gdzie granica między dniem i nocą się zaciera, gdzie nie wiem, czy tracę rozum, czy jestem przytomna, gdzie zaczynam sobą gardzić, bo w końcu jak mogłam być aż tak ślepa?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dzień dobry,

przesyłam do Państwa list, który napisałam z okazji walentynek. Dla mnie to niestety nie jest dzień, w którym świętuję. Jest to dzień, którego się boję, bo mąż oczekuje ode mnie dowodów miłości, a ja z wiadomych przyczyn nie jestem w stanie mu tego zapewnić.

Co, jeśli okaże się, że podarowałam swoje serce człowiekowi, który nie był tego godzien? Miotają mną emocje, które są całkowicie ze sobą sprzeczne. Strach miesza się z miłością, brak zaufania z żalem, współczuciem i bezradnością.

Nikt mi nie powiedział, że miłość może mnie zniszczyć. Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w przemocy i łagodności. Tam, gdzie granica między dniem i nocą się zaciera, gdzie nie wiem, czy tracę rozum, czy jestem przytomna, gdzie zaczynam sobą gardzić, bo w końcu jak mogłam być aż tak ślepa?

Podobno wszystko można znieść i wszystko można, a nawet trzeba, wybaczyć. Też w to wierzyłam, dopóki nie zaczęłam miewać cyklicznie ataków paniki, w moje życie wkroczyły bezsenność, zaburzenia łaknienia i myśli samobójcze. Tak, można wybaczyć, ale ile można żyć w poczuciu beznadziei i notorycznego wyczerpania?

Oto i ja, od ponad dziesięciu lat żona mężczyzny, który swoimi psychopatycznymi stanami wykańcza mnie, wysysa ze mnie życie, ciągnie na samo dno jak ogromny i ciężki kamień.

Ta miłość mnie niszczy dzień po dniu, pozbawia sił i perspektyw. Tracę siebie, już dawno straciłam tę część, która chce żyć na swoich warunkach, poddałam się. W końcu złożyłam obietnicę na ołtarzu, przed Bogiem, obiecałam, że będę służyć wiernie swojemu mężowi. Czynię to, składam swoje ciało na ołtarzu uczucia, które już dawno temu przestało być miłością.

Łączy nas relacja tak chora, że od szaleństwa i samobójstwa dzieli mnie tylko źdźbło nadziei, że niedługo wyrwę się ze złotej klatki więzienia z człowiekiem, który cieszy się prawdziwie tylko wtedy, gdy mnie krzywdzi. Przywdziewa wtedy psychopatyczny uśmiech, który nie ma nic wspólnego z radością i karmi się kolejnymi misternie uplecionymi aktami przemocy.

Dziś mnie poniży, jutro wyśmieje, innego dnia zrówna z podłogą, innego doprowadzi do ataku paniki. I tak, dzień po dniu minęło wiele lat, w ciągu których powtarzałam sobie, że to moja wina, że gdybym była idealna, toby się nie wydarzyło, bo on przecież mnie kocha.

Pozdrawiam,

Małgorzata

Piszcie:listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Ratuj się kobieto, natychmiast, nie czekaj!
    @Lima
    Najbardziej zwięzła, a jednocześnie najlepsza rada. Otóż to. Spieprzaj stamtąd czym prędzej.
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    Straszne. Niech Pani ucieka i to natychmiast. Pieprzyc przysiegi do grobowej deski, w milosci i chorobie przed oltarzem. Pani maz juz dawno zlamal te umowe. Zycie moze byc piekne w pojedynke lub z partnerem, ktory nas kocha i szanuje. Niech sie Pani ratuje.
    już oceniałe(a)ś
    61
    0
    Bardziej to wygląda na socjopatię, jeszcze gorsze ścierwo od psychopaty. Ratuj się kobieto i uciekaj jak najszybciej i jak najdalej.
    już oceniałe(a)ś
    48
    0
    To pokłosie różnego rodzaju romantycznych dyrdymałów, jakimi karmi się nas od dzieciństwa i tych przysiąg składanych przed jakimś zmyślonym bóstwem, które są niczym innym, jak szantażem emocjonalnym pod dyktando ludzi, którzy całe życie miewali co najwyżej kochanki, bądź kochanków i nigdy nie znaleźli się pod ciężarem swoich obietnic składanych przed jakimś starożytnym bogiem. Kiedy zrozumiecie, że to wszystko jest manipulacją, a człowiek wcale nie musi uparcie trwać przy kimś, kto robi mu krzywdę, bo złożył jakąś idiotyczną obietnicę.
    już oceniałe(a)ś
    44
    0
    twierdzi Pani ze kocha? Prosze zglosic sie na terapie, jemu juz nic nie pomoze a Pani jak i najblizszej rodzinie ,jak najbardziej.Lub poszukac osoby ktora Pania zmotywuje
    już oceniałe(a)ś
    38
    0
    Wiej kobieto i nie patrz za siebie!!!
    już oceniałe(a)ś
    33
    0
    Siły do zmiany!
    już oceniałe(a)ś
    33
    0
    Kobieto ogarnij sie masz tylko jedno życie. Socjopata wyprał Ci mózg i musisz szukać pomocy. Z toksycznych związków nalezy uciekać. Niewazne czy to związek mąż-żona , rodzic -dziecko , czy dziecko -rodzic. Ja nie dałam się rozjechać mężowi , to dałam się rozjechać synowi i jego zwichrowanej żonie. Przez 10 lat zrobili ze mnie wraka człowieka .Uważali że mają przewagę , bo szantażowali mnie dziećmi. Ale i z tym sie uporałam. Odwagi i uciekaj.
    już oceniałe(a)ś
    29
    0