Tusk i Zandberg ze sobą nie mogą. Podobnie jak Hołownia, Kosiniak-Kamysz, Biedroń i Czarzasty. Dlatego Duda jest prezydentem drugą kadencję, PiS dewastuje państwo już siódmy rok, a przed wyborami w 2023 planujemy, jak je przegrać. Gorzki list działaczki polonijnej do liderów opozycji.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tommy Raskin popełnił samobójstwo 31 grudnia 2020, miesiąc przed 25. urodzinami. Rodzice w pożegnaniu napisali o nim, że „był magiczny". Jego ojciec, kongresmen Jamie Raskin, prosto z pogrzebu syna przyleciał do Waszyngtonu, bo tego dnia odbywała się certyfikacja wyborów prezydenckich.

Jamie Raskin jest profesorem konstytucjonalistą i nawet w obliczu takiej tragedii, która rozerwała mu duszę, stawił się w izbie. Był 6 stycznia 2021 i insurekcja Trumpa napadła na Kapitol. Gdy korytarzami szedł tłum, który krzyczał, że chce powiesić wiceprezydenta Mike Pence'a, Jamie Raskin otrzymał telefon od kongresmena Liu, który zapytał go w imieniu Nancy Pelosi, trzeciej osoby w państwie, czy Jamie stanie na czele menedżerów impeachmentu Trumpa. Nancy Pelosi, szefowa Kongresu, wiedziała, że Jamie umarł w środku wraz synem i zdecydowała się na ten krok, by go przywrócić do życia.

Dla pełnego obrazu tego, co się działo wówczas z Jamiem Raskinem, trzeba dodać, że jego córka i zięć byli wraz z nim tego dnia na Kapitolu i ich życie też było zagrożone przez motłoch, a Raskin miał z nimi tylko kontakt telefoniczny. I ten człowiek, przeszyty bólem i strachem o los drugiego dziecka, zgodził się być głównym oskarżycielem 45. prezydenta USA. Miał dwa tygodnie na przygotowanie aktu oskarżenia.

Proces impeachementu Trumpa w Senacie dobiega końca. Na zdjęciu: Główny oskarżyciel i zarazem kongresmen z Maryland Jamie Raskin.
Proces impeachementu Trumpa w Senacie dobiega końca. Na zdjęciu: Główny oskarżyciel i zarazem kongresmen z Maryland Jamie Raskin.  Fot. J. Scott Applewhite / AP Photo

Jamie Raskin, uosobienie prawości i szlachetności, oddany konstytucji i republice jej najlepszy syn ugodzony śmiertelnie przez los, stanie naprzeciw i oskarży człowieka najpodlejszego gatunku, który przez cztery lata sprawiał światu „sen wariata śniony nieprzytomnie" i zostawił po sobie 400-tysięczne pole trupów. Dobro i zło. Ugodzony tragicznie ojciec, który podjął się potężnego wyzwania w imię lepszego świata, w imię pamięci syna, któremu ten lepszy świat był drogi.

Jak bardzo wielu ludzi w Ameryce napisałam wówczas list z kondolencjami do Jamiego Raskina, gdyż ta amerykańska tragedia, grecka w swoim wymiarze, poruszyła mnie do głębi. Napisałam e-mail na adres uczelni, w której wykładał prawo konstytucyjne kilka lat temu.

Złożyłam kondolencje, napisałam kilka ciepłych słów, życzyłam mu siły, by miał ją na swojej drodze. Nie liczyłam nawet, że ten list do niego dojdzie, bo e-mail mógł być nieaktualny. Następnego dnia otrzymałam odpowiedź od Jamiego Raskina:

„Dear Jola: (...) thank you for your very beautiful note and tender words. They mean a lot to me and I will take them to heart as indeed I continue my path. With gratitude, Jamie"

I.

Od listopada 2021 roku napisałam listy otwarte i e-maile do Donalda Tuska, Szymona Hołowni, Władysława Kosiniaka-Kamysza, Włodzimierza Czarzastego i Roberta Biedronia. Wraz z grupą wolontariuszy namawialiśmy ludzi do pisania listów do swoich parlamentarzystów. Łącznie do 260 polityków opozycji wysłaliśmy ponad kilka tysięcy e-maili. Pisaliśmy grzeczne, pełne szacunku listy, prosząc, by zjednoczyli opozycję przed następnymi wyborami, bo tego chce 83 proc. wyborców ich partii. Nasze listy publikowaliśmy na Facebooku i wysyłaliśmy do "Wyborczej".

Od żadnego z liderów partii opozycji demokratycznej nie otrzymaliśmy odpowiedzi, choć nasze listy drukowała "Wyborcza" i były one jak najbardziej publiczne.

Jako wyborcy, jako ludzie, którzy głosowali na Tuska, Hołownię, Kosiniaka-Kamysza, Czarzastego i Biedronia, dla nich nie istniejemy. Nasz głos dziś, w czasie między wyborami, nie jest godny ani ich czasu, ani wysiłku, ani uwagi. Ugodzony śmiertelnie Jamie Raskin, na którego ramionach spoczął ciężar oskarżenia prezydenta Stanów Zjednoczonych i który znalazł czas, by odpisać na list napisany złą angielszczyzną przez imigrantkę, będzie miał mój głos do końca świata. Natomiast żaden z obecnych liderów polskiej opozycji nigdy go nie dostanie, bo ich arogancja i lekceważenie wyborców przebiło standardy PRL.

II.

Panowie przywódcy mają za nic nasz głos, gdy nie leży on w urnie. Nie interesuje ich to, czego my, ich wyborcy, chcemy, choć pokazują to sondaże. Panowie przywódcy wierzą, że sami zrobią nam dobrze, a my – z braku wyjścia i pod presją kampanii – znowu się na to zgodzimy.

Donald Tusk i Szymon Hołownia
Donald Tusk i Szymon Hołownia  Fot. BLAWICKI PIOTR/DDTV/East News

My chcemy jednej listy, zjednoczenia opozycji, pokonania PiS i naprawy państwa, a panowie politycy mają inne cele. Nie są to cele związane z dobrem wspólnym, lecz kalkulacje polityczne.

Głusi na nasz głos toczą więc rozważania, czy lepiej przegrać wybory na dwóch czy trzech listach, bo ich „tożsamość partyjna" wówczas pozostanie nienaruszona. Do wyborów zjednoczeni pójść nie mogą, ale rządzić będą mogli? Jak będą rządzić z Dudą blokującym wszystkie ustawy? Jak będą naprawiać „państwo po PiS", gdy wszystkie naprawcze ustawy za niekonstytucyjne uzna grupa kolesiów z Trybunału pod przywództwem Julii Przyłębskiej?

Nie mamy jasności, jak miałaby ta naprawa Rzeczypospolitej się odbyć w wykonaniu koalicji rządzącej, która teraz nie może się zawiązać, bo nikt nie może z Tuskiem, Tusk nie może z lewicą, a Hołownia nie może powstrzymać swojego ego.

III.

Partia Demokratyczna w Ameryce ma sześć skrzydeł.

  1. "Turbo progresywne" – z piękną Ocasio-Cortez.
  2. "Bardzo progresywne" – z senatorami Bernie Sandersem i Elizabeth Warren, byłymi kandydatami na prezydenta.
  3. "Nowa progresywna gwardia" to Kamala Harris, wiceprezydentka USA, i Stacey Abrams, Afroamerykanka, dzięki której do Senatu wszedł czarny pastor i pierwszy Żyd z Georgii.
  4. "Stara, progresywna gwardia" to prezydent Joe Biden, szefowa kongresu Nancy Pelosi i szef Senatu Chuck Schumer.
  5. "Umiarkowani demokraci" z kongresmenem Connorem Lambem z Pensylwanii.
  6. "Konserwatywni demokraci" z senatorem Joe Manchinem z West Virginia.

O Partii Demokratycznej mówimy, że jest wielkim namiotem, w którym mieszczą się przeciwnicy aborcji i zagorzali obrońcy praw kobiet, sojusznicy społeczności LGBTQ i konserwatywni tradycjonaliści, katolicy, muzułmanie, ateiści, protestanci i buddyści, pastorzy i strażnicy świeckości państwa, zwolennicy związków zawodowych i ich sceptycy, zwolennicy ingerencji państwa w gospodarkę i libertyni, którzy powtarzają za Reaganem, że najbardziej przerażającymi dziewięcioma słowami, jakie znają, są: „Jestem przedstawicielem rządu federalnego i przyszedłem tu, by pomóc".

Po czterech latach rządów Trumpa ta niehomogeniczna Partia Demokratyczna w USA wygrała prezydenturę dla Joe Bidena, który dostał o 7 milionów głosów więcej niż oponent i ustanowił historyczny rekord. Zdobyliśmy też Kongres i Senat.

Co jest jednak dobre dla Amerykanów w konserwatywnej Ameryce, wydaje się niewystarczająco dobre i możliwe w tradycyjnej Polsce. Tusk i Zandberg ze sobą nie mogą. Podobnie jak Hołownia, Kosiniak-Kamysz, Biedroń i Czarzasty. Dlatego w Polsce Duda jest prezydentem drugą kadencję, PiS dewastuje państwo już siódmy rok, a przed wyborami w 2023 planujemy, jak je przegrać, idąc znów podzieleni na tych „na prawo od centrum", Tuska i lewicę, bo ego liderów jest tak wielkie, że żaden namiot ich nie może pomieścić.

IV.

Abraham Lincoln zwyciężył w wyborach prezydenckich 1860 roku. Oponentami mało znanego wówczas prawnika z Illinois i faworytami w tym wyścigu byli dobrze znani weterani polityki: senator ze stanu Nowy Jork William H. Seward, gubernator stanu Ohio Salmon P. Chase i zasłużony kongresmen z Missouri Edward Bates.

Gdy po długich politycznych targach Lincoln wreszcie wygrał większość głosów elektorskich i został 16. prezydentem Stanów Zjednoczonych, zaprosił Sewarda, Chase’a i Bates’a do swojej administracji. Powiedział wówczas:

„We need the strongest men of the party in the Cabinet. We needed to hold our own people together. I had looked the party over and concluded that these were the very strongest men. Then I had no right to deprive the country of their services." [„Potrzebujemy najsilniejszych ludzi partii w rządzie. Musimy trzymać naszych ludzi razem. Przyjrzałem się naszej partii i doszedłem do konkluzji, że oni byli najsilniejszymi ludźmi. Nie mam więc prawa pozbawić kraju ich posługi"].

Seward został sekretarzem stanu, Chase sekretarzem skarbu, a Bates prokuratorem generalnym.

Lincoln wygrał wojnę domową i zniósł niewolnictwo. Powszechnie uważany jest za jednego z największych prezydentów USA, a jego administracja nazywana jest „zespołem rywali". I znów, co było dobre dla Ameryki w godzinie, gdy ważyły się losy republiki, nie wydaje się wystarczające w Polsce, gdzie ważą się losy demokracji i Rzeczypospolitej rozumianej jako rządy ludzi, dla ludzi i poprzez ludzi.

V.

Panowie przywódcy, możecie nie odpowiadać na listy wyborców, ale wzywamy Was, byście odpowiedzieli publicznie, czy nie łączy Was żadne minimum, na którym – w obliczu egzystencjalnego zagrożenia państwa – moglibyście zbudować koalicję wyborczą, która ma szanse przynieść zwycięstwo nie tylko nad PiS, ale i nad wetem Dudy i pseudowyrokami pseudo-Trybunału Przyłębskiej.

  • Demokracja oparta na trzech filarach: trójpodziale władzy, wolnych i równych wyborach oraz wolnych i odpartyjnionych mediach sprawujących funkcję kontrolną.
  • Praworządność oparta na wolnych sądach i niepolitycznym systemie sprawiedliwości.
  • Administracja państwowa oparta na profesjonalnej kadrze pracowników cywilnych zatrudnionych w transparentnych procedurach.
  • Edukacja neutralna światopoglądowo i ideologicznie, autonomiczna.
  • Przyroda, woda i powietrze chronione prawem przed dewastacją i eksploatowane w oparciu o naukę, z myślą o przyszłych pokoleniach.
  • Samorząd terytorialny z uprawnieniami, autonomią i finansami pozwalającymi na zrównoważony rozwój lokalnych demokracji, gospodarek i społeczności.
  • Poszanowanie godności i praw człowieka wszystkich obywateli bez względu na płeć, wiek, rasę, wyznanie lub jego brak, przynależność etniczną, orientację seksualną i tożsamość płciową.
  • Rozdzielenie sacrum od profanum i zapewnienie świeckości państwa.
  • Potwierdzenie traktatowej, kulturowej i politycznej przynależności Polski do sojuszów i organizacji państw demokratycznych (w tym Unii Europejskiej) oraz gotowości do wypełniania wynikających z tej przynależności zobowiązań – zgodnie z zasadami praworządności, partnerstwa i solidarności.

Jeśli dziś politycy opozycji nie potrafią znaleźć absolutnego minimum wspólnoty, na której mogliby budować koalicję, to my, wyborcy, musimy rozpocząć dyskusję o łączącym nas fundamencie za nich. Takie minimum dla polityków znajdziemy i postawimy ich przed koniecznością jego przyjęcia lub publicznego odrzucenia.

VI.

Gdy Winston Churchill wygłaszał swoją słynną obietnicę krwi, znoju i łez, w tym samym przemówieniu, odpowiadając na pytanie o politykę, powiedział, że będzie to walka z całą mocą i siłą na wodzie, w powietrzu i na lądzie. Na pytanie o cel polityczny odpowiedział zaś tak:

„Pytacie mnie o cel. Mogę odpowiedzieć jednym słowem: zwycięstwo. Zwycięstwo, choćby droga do niego była długa i ciężka, bo bez zwycięstwa nie ma przetrwania".

Winston Churchill w 1941 r.
Winston Churchill w 1941 r.  fot. BiblioArchives / LibraryArchives / Wikimedia.org / CC BY 2.0

Ten cel powinien być dziś taki sam dla Was, panie i panowie politycy, bo bez zwycięstwa nie będzie przetrwania demokracji w Polsce. A polityka powinna być dziś dla Was walką z całą mocą z politykierstwem, z partyjnymi interesami oraz z własnym ego – o stworzenie jednej koalicji przed wyborami, promowanie jej do wyborów przed swoimi elektoratami i połączenie sił w team rywali, który ocali nas przed kolejną klęską narodową.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Dlaczego w USA demokraci się jednoczą pod jednym namiotem?
    Bo jest tam ordynacja większościowa i miejsce na dwie partie, albo się więc gromadzisz w jednym z dwóch namiotów, albo cię nie ma. Mozesz sobie sam swoim nazwiskiem zdobyć mandat, ale jesteś sam bez siły
    Tak jak w Polsce do Senatu (tam się opozycja zjednoczyła i ma władzę większość).
    @sokolasty
    Polskim krzykaczom typu Bukiz, Mikke, Brawn wystarczy ze sa w sejmie.
    Maja w doopie Polske. To samo cwaniaczki od Ziobry czy pis
    A ciemy lud idzie za glosem belzebuba z Torunia.
    Zle to wyglada. Jacy wyborcy taki rzad , taki prezydent.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    Znakomity tekst! Popieram ze wszystkich sił!
    Również doskonały program polityczny minimum, który powinien zjednoczyć całą opozycję. Można bez końca dodawać kolejne punkty lub modyfikować podane wyżej. Lecz nie o to chodzi!
    Politycy opozycji zachowują się tak, jakby toczyła się się zwykła gra polityczna o to, kto z kim i ile za to dostanie (zaszczytów i władzy) po następnych wyborach. Szachy. A raczej bierki.
    Zupełnie jakby nie widzieli, że Polska jest w stanie WOJNY CYWILIZACYJNEJ o fundamentalny wymiar zarówno naszej umowy społecznej, jak i sytuacji geopolitycznej 38-milionowego państwa.
    To jest walka o PODSTAWY.
    Jeśli nie wiedzą, po której stronie barykady stanąć w tej batalii, jeśli nie rozumieją, że w tej sytuacji liczą się wyłącznie imponderabilia, to nie są warci mojego głosu.
    już oceniałe(a)ś
    11
    2
    Rzadki głos rozsądku, tym razem spoza GW. Serdecznie pozdrawiam autorkę!
    już oceniałe(a)ś
    6
    2
    Pani Jolanto, czytam Pani listy, z dużą częścią Pani poglądów się zgadzam. Z tym, że konieczne jest znalezienie minimum programowego również. Ale jednocześnie wiem, że jeden z wymienionych przez Panią punktów - poszanowanie godności i praw człowieka wszystkich obywateli bez względu na płeć, wiek, rasę, wyznanie lub jego brak, przynależność etniczną, orientację seksualną i tożsamość płciową - nie ma szans na realizację pod rządami Tuska (co innego, gdyby liderem PO był Trzaskowski). To przez niego nie zinstytucjonalizowano związków partnerskich i nie objęto karami homofobicznej mowy nienawiści przed 2015 r. Przez to świadome zaniechanie Jędraszewski mógł mówić o tęczowej zarazie, a Duda o nie-ludziach bez obawiania się o konsekwencje. W moich oczach horror lat 2019-2020 to też rezultat polityki Tuska. I nawet teraz Tusk mówi otwarcie, że nie chce "rewolucji światopoglądowej". A przyznanie osobom LGBT+ większych praw w jego mniemaniu taką rewolucją by było.

    O ile pamiętam, ma Pani żonę. Ja nie. Mam za to wieloletnią partnerkę, która niedługo urodzi nasze dziecko. Nasze, bo razem się na nie zdecydowałyśmy, razem będziemy się nim opiekować. Ale formalnie tylko jej. Co będzie, jeśli mojej dziewczynie coś się stanie? Opiekę nad dzieckiem przejmie jej nieuznająca mojego istnienia matka? W polskich realiach tylko Lewica jasno mówi o małżeństwach i adopcji dla par jednopłciowych. I z tego tylko powodu będzie mieć mój głos, choćby Czarzasty (nie przepadam za nim) okazał się największym tyranem, a z partii odchodziłyby kolejne osoby. Gdybym miała już prawa, które przysługują osobom LGBT+ w Pani miejscu zamieszkania, też pewnie parłabym do zjednoczenia opozycji.

    Serdecznie pozdrawiam
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    Różnica między Polską a USA jest taka, że u nas wybory do sejmu są proporcjonalne - co prawda podział mandatów metodą d'Hondta daje nieco lepsze wyniki dużym koalicjom niż kiedy partie startują niezależnie, ale nie jest to tak dramatyczna różnica, jak przy jednomandatowych okręgach, jak w kongresie USA lub naszych wyborach do senatu.

    Ta ordynacja w 2019 wymusiła radykalne zjednoczenie opozycji w wyborach do senatu, ale nie do sejmu - i jednocześnie odpowiada za całkowicie zabetonowany, dwupartyjny system w Stanach.

    Ostatnie wybory do senatu pokazują zresztą, że takie radykalne zjednoczenie opozycji może dać jej przewagę - uzyskała przecież większość - ale niekoniecznie wystarczającą przewagę. Ten wynik był całkiem na styk. Przy tym warto zauważyć, że mniejsze okręgi jednomandatowe (a takie by były w przypadku wyborów do sejmu, gdyby wprowadzić JOWy) są podatne na gerrymandering, na który nasza obecna ordynacja jest w miarę odporna.

    Swoją drogą, muszę kiedyś w końcu usiąść i policzyć, jak wiele dodatkowych mandatów mogłoby przynieść opozycji zjednoczenie. Na dziś po prostu cieszę się, że możemy mieć więcej niż jedną partię opozycyjną.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Jestem z Wami.
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    Ten tekst powinien znaleźć sie na czołówce i pozostać tam dłuższy czas. Należałoby przesłać go do mediów, może niektóre by go opublikowały. Ale nawet wtedy niewiele do naszych polityków dotrze. Ale wyborcy są w dużej części warci liderów partyjnych. Ile razy można przeczytać i usłyszeć: Nie zagłosuję, jak w programie nie będzie - i jakiś jeden postulat, który autor uważa za kluczowy. Lista podstwowych postulatów w tym liście jest świetna, ale wzbudza mało emocji, nie ak jak np wolność aborcji albo zabijanie dzieci, szacunek dla mniejszości czy gonić odmieńców. A w dzisiejszych czasach liczą się emocje, wygląd nie mityczne programy czy mądre wywody. Lewandowski bez problemu wygrałby w wyborach z Bodnarem.
    @pag1951
    Kapitalne spostrzeżenie. R. Lewandowski wygrałby wybory ( jakiekolwiek ) z A. Bodnarem. Myślę, że to prawidłowa ocena poziomu intelektualnego polskiego społeczeństwa. I to tego aktywnego podczas wyborów. Wyobrażacie sobie wyniki gdyby udział w wyborach był obowiązkowy ?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Nasi politycy marzą o dwupartyjności i zabetonowaniu sceny politycznej na wzór amerykański. Tuskowi i Kaczyńskiemu, przywódcom dwóch prawicowych partii to bardzo pasuje. Dlatego od lat robią wszystko by niszczyć każdego, kto jest na prawo czy lewo od nich.
    Problem w tym, że nie podoba się to znacznej części Polaków, więc to nie jest tak, że liderzy pozostałych partii mają na względzie tylko swoje ego.

    Sytuacja w opozycji dlatego jest więc tak trudna, że jedną z partii, które ją tworzą jest ta, która ani myśli zrezygnować z dążenia do hegemonii. I to nawet w tak dramatycznym momencie, ryzykując kolejną kadencję PiS, nie ma najmniejszego zamiaru odłożyć na bok swojego partykularnego interesu, agresywnych gier obliczonych na wyeliminowanie konkurencji.
    Niestety, ale powstanie koalicji zależy od najsilniejszego, a ten nie staje na wysokości zadania bo nie chce zachować demokratycznych standardów.

    Myślę, że jedyną szansą na powstanie koalicji jest obronienie się przed zapędami PO i ewentualne porozumienie w ostatnim możliwym momencie. Ale i tu mam wątpliwości, czy będą chętni na wejście do paszczy lwa.
    Wyborcy mniejszych partii oczywiście są za jedną koalicją, ale wyłącznie na partnerskich, a nie przemocowych zasadach. Mamy prawo do własnej reprezentacji w sejmie, bo na tym polega demokracja. Przynajmniej ta nam bliższa, pluralistyczna, europejska.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0