Ojczyzna naprawdę jest dokładnie w takiej potrzebie, jak napisałaś sama. Każde z nas ma swoje powody, żeby powiedzieć "ja już nie - nie tym razem". Wiem o tym aż nadto dobrze. Ale nic nie będzie warta warszawska lista opozycji bez Moniki Płatek, prawniczki
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do tanga trzeba nie tylko dwojga – ktoś musi je najpierw zagrać.

W "Wyborczej" od dłuższego czasu trwa kanonada tekstów reprezentujących „głos ludu" i głos elit, domagających się od przywódców partii politycznych porozumienia i wystawienia wspólnej listy w nadchodzących wyborach.

Sam brałem w tej kanonadzie udział i nawet trochę mi z tego powodu głupio. Niedawno w tej samej sprawie z niezwykle celnym tekstem odezwała się prof. Monika Płatek i ten tekst przeczytałem z uwagą szczególną, choćby dlatego, że nie kto inny jak właśnie Monika Płatek apelowała swego czasu, bym akurat ja czynnie sprzeciwił się wytargowanej w nietransparentnym pakcie senackim kandydaturze Kazimierza Ujazdowskiego do Senatu i kandydował sam.

Przyszedł czas na rewanż i dzisiaj ja apeluję do Moniki Płatek o kandydowanie. Z tej perspektywy chciałbym do myśli z jej tekstu dodać wątki, których tam moim zdaniem brakuje. Z dokładnością do błędów każdego uogólnienia – brakuje ich również we wszystkich tekstach w tym bardzo już obszernym w treści wątku.

Czytaj również - Stanisław Brejdygant do Szymona Hołowni: Od tego, jak Pan się zachowa, zależą losy pańskiej i mojej ojczyzny

Namawiam Monikę Płatek do kandydowania w imię dokładnie tych samych racji o Ojczyźnie w potrzebie, które tak dobitnie wymieniła, wzywając do jedności i wspólnej listy opozycji. Jeśli mam sobie naprawdę wyobrazić wspólną listę ruchu demokratów idących po zwycięstwo, to nijak nie widzę listy warszawskiej albo warszawskich kandydatów do Senatu bez dr hab. Moniki Płatek, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, wybitnej prawniczki, karnistki, obrończyni praw człowieka bezwzględnie w każdych, nawet najtrudniejszych okolicznościach. Obywatelki, której pryncypialnej niezgody na żadną „drogę na skróty" i na żadne obejścia zasad prawa w imię bieżącej potrzeby jestem absolutnie pewny, bo ją wielokrotnie widziałem. Monika Płatek pisze dzisiaj „albo jedna lista, albo nie liczcie na nasze głosy". Ja napiszę, że albo na wspólnej liście będą ludzie jak ona, albo ta lista będzie niewiele warta i głosów nie zdobędzie. Mam za sobą jedną nieśmiałą osobistą próbę przekonania jej do tego – dzisiaj bezczelnie pozwalam sobie namawiać ją publicznie. Akurat ja mam prawo – w ramach rewanżu. Trudno mi nie skorzystać z tego przywileju.

Czytaj również - Szymon Hołownia odpisuje Stanisławowi Brejdygantowi na apel o jedną listę opozycji: na stole leży dziś Szekspir.

Moje zaś uwagi o brakujących wątkach sprowadzają się do tego głównie, że

chociaż do wspólnej listy nawołuje dotąd jako jedyny z politycznych liderów Donald Tusk, to jednak również do niego należy kierować dotyczące wyborów żądania.

A nawet przede wszystkim do niego – bo jak na liderze zwycięskiego ugrupowania spoczywa obowiązek utworzenia rządu, tak to oczywiście lider najsilniejszej partii wyznacza ramy projektowanego porozumienia. Oferta współpracy musi mianowicie być uczciwa, by dać tej współpracy szansę. Dziś żadnej uczciwej oferty nie ma.

Od koalicjantów Tuska oczekuje się – a dotyczy to zwłaszcza Szymona Hołowni – by jako patrioci popełnili z honorem polityczne samobójstwo. Dla Polski. Cóż…

Do tanga jest dzisiaj więcej niż dwoje, ale relacje wśród tancerzy mają mocno przemocowy charakter. Co jednak wydaje się ważniejsze – w końcu muzyka potrafi złagodzić każdy obyczaj – tego tanga jeszcze nikt nie skomponował i nie zagrał – brzmi tylko fałszywa kakofonia bez rytmu urżniętej w trupa kapeli.

Donald Tusk
Donald Tusk  Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Kilka osobistych doświadczeń

Te doświadczenia powinny nam coś powiedzieć o dzisiejszych perspektywach – dlatego je przytaczam, nieco skrępowany nierównorzędnością między nami, ale doświadczenia w kandydowaniu mamy z Moniką Płatek oboje i one są w jakimś sensie podobne.

Czytaj również: Brejdygant odpowiada Hołowni i cytuje Norwida: "Ojczyzna to jest wielki, zbiorowy obowiązek"

Wspólnej listy wyłonionej w otwartych, międzypartyjnych prawyborach Obywatele RP domagali się w każdych wyborach po 2015 roku, więc również w wyborach europejskich – a Monika Płatek kandydowała wtedy „bez powodzenia", jak to się pisze w biogramach, z list Wiosny Biedronia.

Choć presja D’Hondta nie działa w tych akurat wyborach, było dla wszystkich jasne, że cokolwiek przećwiczymy z tej okazji – a był to poligon w trakcie wyborów najłatwiejszych przecież dla proeuropejskich demokratów – da się wykorzystać również później. Rządzący Platformą Obywatelską Grzegorz Schetyna zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami „jednoczył" wszystkich z typowym dla siebie wdziękiem. Zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami, a nie tylko własnymi skłonnościami „ciął skrzydła" i „brał pod but". Barbara Nowacka w koalicji jawnie zawiesiła swe lewicowe i kobiece postulaty, Nowoczesna właśnie kończyła samodzielny żywot, na jedynkę w Poznaniu trafił Leszek Miller, obowiązywała logika „kto nie z Mieciem, tego zmieciem", a poza powstałą w ten sposób Koalicją Europejską znalazła się już wyłącznie Wiosna Biedronia – z prof. Płatek jako kandydatką. Bardzo mocną.

Robert Biedroń podczas debaty w PE na temat aborcji w Polsce
Robert Biedroń podczas debaty w PE na temat aborcji w Polsce  Screen z Twitter.com / @RobertBiedron

Tyle tylko, że nie tyle nawet sama Wiosna była słabym pomysłem – bo to się okazało dopiero później. Pomysłem samobójczym był właśnie osobny start i idiotyczny plan Biedronia, by się w tych wyborach „policzyć". To był jeden z tych bardzo licznych przykładów interesu partii stojącego ponad dobrem wspólnym i obok zdrowego rozsądku wyborców. Wiosnę Biedronia poddano wówczas tej samej kanonadzie, której doświadcza dziś zwłaszcza Hołownia (w którego szeregach rozpoznaję zresztą dziś bez zaskoczenia wielu ówczesnych zwolenników Wiosny). Osobny start miał być w lansowanych powszechnie ocenach rozbijaniem głosów i grą na rzecz PiS. Przestrzegaliśmy przed tym Biedronia, prosząc go, by własną wznoszącą falę popularności wykorzystał, żądając prawyborów jako warunku tworzenia wspólnej listy. Tłumaczyliśmy, że tylko w takich warunkach – wolnych od strachu przed PiS i naturalnej tendencji głosowania na najsilniejszego – zdoła „policzyć się" naprawdę. Biedroń nie rozumiał.

Szymon Hołownia
Szymon Hołownia  Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl

Efekt był zgodny z naszymi przewidywaniami. Wiosna dostała 6 proc. głosów zamiast spodziewanych nawet 16 proc. w niektórych sondażach. Prawie 2/3 entuzjastycznych zwolenników „nowej polityki", stanąwszy przy urnach i spojrzawszy w oczy groźbie PiS, zdecydowało się „z rozsądku" obstawić „pewniaka", akceptując wszystkie jego dobrze znane wady. Nikt z architektów Koalicji Europejskiej i następnych tego rodzaju projektów nie zapamiętał tej mianowicie lekcji, że sztuka na tym właśnie polega, by owych 6 proc., którzy „nigdy nie zagłosują na Tuska", Schetynę, Millera czy kogokolwiek, jednak nie pozwolić zgubić. To doświadczenie chcę Monice Płatek przypomnieć z historii Wiosny, bo ona świadczy nie tylko o nędzy partyjnego partykularyzmu, ale i o czymś jeszcze. Ile z tych 6 proc. zagłosowałoby na Biedronia, gdyby przystąpił do Koalicji Europejskiej Schetyny? Ile głosów rzeczywiście zdołałby wnieść wtedy do KE, w której zniknęłaby cała jego tożsamość, jak wcześniej straciła ją Nowacka? Ilu takich wyborców zdoła dzisiaj przekonać Monika Płatek, tłumacząc, że tak trzeba, i podając powody, które są przecież znane i prawdziwe od dawna?

Czytaj również - Prof. Mikołaj Cześnik: Najprostsza droga do końca rządów PiS wiedzie przez jedną listę

No, poza tym wszystkim wynik i miejsce Moniki Płatek przestały być w efekcie tej historii „biorące", zwłaszcza że Robert Biedroń wbrew zapowiedziom jednak nie ustąpił mandatu i po prostu zwiał do Brukseli, porzucając nieudany – jak najwyraźniej uznał – projekt. Monika Płatek do postulatu wspólnej listy serca nie miała – uważając przecież słusznie, że akurat w tych wyborach można wybierać swobodnie i bez strachu przed PiS, a lewicowa alternatywa wyborcom się należy. Dobrze jednak znając i rozumiejąc wszystkie fałsze wyborczych kampanii, z samym pomysłem prawyborów jakoś jednak wówczas sympatyzowała i wobec tego wsparła serdecznie przynajmniej „plan B" Obywateli RP, by zorganizować chociaż publiczne wysłuchania kandydatów i by w ich wyniku kandydaci otrzymywali rekomendacje ruchów obywatelskich. Taka namiastka obywatelskiego sprawstwa. Kompletnie zresztą nieudana i nieskuteczna. Prawdopodobnie dlatego, że była właśnie tylko namiastką.

Pierwsze z tych wysłuchań dotyczyło właśnie Moniki Płatek z Wiosny i Michała Boniego z PO/KE. Odbyło się w redakcji "Wyborczej", było przez nią zapowiadane i transmitowane. Co więcej, było na doskonałym poziomie, wyznaczającym nieznany dotąd w Polsce standard debaty, choć publiczność była naprawdę mikra. Społeczne rekomendacje nie miały rzecz jasna absolutnie żadnego znaczenia. Monika Płatek przegrała wybory i przegrał je też Michał Boni – jedyny facet w grupie sześciorga z dziewiętnaściorga europarlamentarzystów PO, którzy głosowali za uruchomieniem europejskiej procedury o naruszenie traktatu w związku ze złamaniem przez Polskę traktatowych zasad praworządności. Omal nie wyleciał za to z partii, która uznawała wówczas i uznaje zresztą do dziś, że niezręcznie jest „szkodzić Polsce na obcych dworach", jak to opisuje TVP. Na liście kandydatów Boni dostał „karnie" odległe i niebiorące miejsce.

Wybory do europarlamentu 2019. Kandydaci starają się o poparcie Obywateli RP. Na pierwszym wysłuchaniu Michał Boni i Monika Płatek
Wybory do europarlamentu 2019. Kandydaci starają się o poparcie Obywateli RP. Na pierwszym wysłuchaniu Michał Boni i Monika Płatek  Gazeta Wyborcza

Chcę przypomnieć Monice Płatek ten wieczór. Jako współgospodarz kończyłem to wydarzenie podsumowującym wystąpieniem. Powiedziałem, że niezależnie od ideowych preferencji nikt z nas obecnych na sali – a był tam między innymi Adam Michnik i nie zaprzeczył – nie chciałby wybierać pomiędzy „lewicową" prof. Płatek a „centrowym" Michałem Bonim. Chcielibyśmy móc głosować na oboje i oboje zobaczyć w europarlamencie. Możemy zaś głosować na jedno z nich – przeciw drugiemu. Mówiłem, że to jest skandal. Że oboje w cuglach przeszliby przez prawybory i znaleźliby się na wspólnej liście, na której powinni się byli znaleźć obok siebie. Że to są ostatnie wybory, o których Obywatele RP pozwalają decydować partyjnym bossom w zamkniętych gabinetach i dzielić w nich „biorące miejsca" niczym feudalne lenna. Jeśli tworzą w tych targach listę koalicyjną, to pozbawiają nas prawa wyboru, a jeśli jej nie tworzą, pozbawiają nas szans pozbycia się władzy PiS. Powiedziałem też wtedy, że Obywatele RP będą kandydować, jeśli tego będzie trzeba dla wymuszenia wspólnej listy groźbą odebrania głosów. Szokująca była wtedy ta deklaracja – widziałem srogą ocenę w oczach Adama Michnika i wyraźnie przestraszone spojrzenia Moniki Płatek i Michała Boniego.

Przestrzeliłem. Nie zdołaliśmy zorganizować list przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku. Nasz postulat prawyborów media przemilczały, partie zignorowały – listy, prośby, apele, pikiety przed ich siedzibami uznano za obrazę i „grę na rzecz PiS", jeśli je w ogóle raczono dostrzec.

I tylko potem sam na wezwanie Moniki Płatek kandydowałem „przeciw Ujazdowskiemu". Godząc się na to, zastrzegłem, że wystąpię z żądaniem debaty z Ujazdowskim, po której ustalony wspólnie sondaż wyłoni tego z nas, kto powinien zostać jedynym kandydatem demokratów. Deklarowałem gotowość wycofania się i wzywałem Ujazdowskiego do tego samego. Ujazdowski odmówił. Politycy PO wyniośle milczeli lub bez zażenowania wylewali mi kubły pomyj na głowę. Już nie byłem dzielnym „żołnierzem konstytucji", tylko profanem na salonach i warchołem. Policzyłem wtedy zagrożenie ze strony kandydata PiS. Mógł dysponować najwyżej 30 proc. poparcia według bardzo pewnych już danych, więc żadnego takiego zagrożenia nie było i sprawa rozgrywała się – by tak rzec – pomiędzy PO i Obywatelami RP. Zdecydowałem się wytrzymać do końca – choć m.in. Monika Płatek namawiała mnie, bym ustąpił, słusznie przewidując, że zdepczą mnie media i opinia publiczna. Dostałem 15 proc. głosów. Uważałem, że przynajmniej tyle zostanie z tej awantury – że partyjni bossowie zapamiętają, iż „bunt wyborców" może ich kosztować urwanie właśnie choćby takiego marginesu głosów, który może przesądzić.

Kiedy więc Monika Płatek pisze dzisiaj „albo jedna lista, albo nie liczcie na nasze głosy", ja napiszę „strachy na Lachy". Oboje wiemy, że wiedzą to również politycy. Nauczyli się, że wybaczamy im wszystko – pomylone przyciski, owacje na stojąco dla Straży Granicznej, kompromitujące głosowania, start w trzech blokach po pewną klęskę – nasze głosy mają niezależnie od tego, co wyprawiają, dopóki alternatywą jest wyłącznie pisowska groza.

Tak to po prostu leci. Jeśli jednej listy nie będzie, wesprzemy najsilniejszego, jak to robiliśmy zawsze. Dziś jest to Koalicja Obywatelska, PO i Donald Tusk. Czyli przecież nie tak źle. Zakładam się więc o niemal wszystko – Koalicja Obywatelska, PO i Donald Tusk dostaną w takim przypadku również głos i Moniki Płatek, i mój. Choć oboje się odgrażamy, że „nigdy w życiu". Chyba że będziemy kandydować. I zdołamy wymusić zmianę, bo „bunt wyborców", który Monika Płatek zapowiada, będzie się miał jak wyrazić i zagrozić partyjnej arogancji oraz zwykłemu lenistwu.

Czytaj również - Jolanta Sacewicz: Lewica ma szansę wprowadzić swoje ideały w przestrzeń publiczną tylko wtedy, gdy odsuniemy PiS od władzy

Ja będę kandydował. Dokładnie tak, jak „przeciw Ujazdowskiemu". Wzywając pozostałych do debaty i wyłonienia wspólnej listy głosami wyborców, a nie w gabinetowych targach. W ten sam sposób będą kandydować Obywatele RP. Apelujemy do innych środowisk obywatelskich, by postąpiły podobnie. Niniejszym publicznie proszę prof. Monikę Płatek, by zrobiła to samo. By kandydowała nie z żadnej listy partyjnej, ale by pomogła stworzyć obywatelską. Apelami niczego nie spowoduje. Naciskiem może. Potrzebujemy jej do tego. Bardzo.

Czy się stoi, czy się leży, większość w Sejmie się należy

Dziś sondażowe trendy pokazują, że PiS straci władzę niezależnie od tego, co nawyprawiają partie opozycji. Nawet jeśli wbrew arytmetyce pójdą osobno. Takie jest prawdopodobnie uzasadnienie i tego, co opowiada Hołownia, i tego, co mówi i robi Tusk. Różnica pomiędzy startem wspólną listą a wieloma blokami arytmetycznie jest wciąż warta tyle co ponad milion głosów wyborców. Tyle samo można jednak stracić na źle skleconych koalicjach. Z punktu widzenia Hołowni nie warto ryzykować utratą tożsamości i polityczną śmiercią dla kilkunastu najwyżej mandatów zysku koalicji. Z punktu widzenia Tuska wolno natomiast grać np. na kompletne zmarginalizowanie Lewicy oskarżanej o zdradę z imponującą hipokryzją, bo PO/KO ma rzeczywiście szansę dogonić i nawet przeskoczyć PiS, zgarnąć „premię D’Hondta" albo chociaż zapobiec temu, by w całości wziął ją PiS. To paradoksalne – postulat wspólnej listy był absolutnie oczywisty i niezbędnie konieczny w 2019, ale nikt o nim nie mówił ani mówić nie pozwalał. Dziś, kiedy postulat wspólnej listy słychać głośno i wszędzie, politycy mają – inaczej niż w 2019 – jakieś powody sądzić, że wysilać się aż tak bardzo wcale nie muszą. Jeśli się jednak nic nie zmieni w regułach gabinetowej polityki, wygra lenistwo. Będziemy czekać, aż w zamkniętych gabinetach dojrzeją polityczne decyzje liderów. I doczekamy się tego, co zwykle. Czego dokładnie tym razem?

Cóż, poza całą naiwnością wiary w sondaże przełożone na realne głosy, w wybory wolne od matactw z użyciem służb, propagandy, stanów wyjątkowych, gmerania w okręgach, szantażu, fałszerstw i kontroli nad Sądem Najwyższym, wciąż realny jest i będzie wariant, w którym ten będzie rządził w Polsce, kto zawrze porozumienie z Konfederacją. W nieco korzystniejszym i też bardzo możliwym wariancie władza opozycji wymagać będzie porozumienia wszystkich w demokratycznej koalicji, jeśli nie przed wyborami, to oczywiście po nich. Ta koalicja będzie łatwiejsza, jeśli dominacja PO zmarginalizuje partnerów, a przeciwników wręcz wykluczy. Kłopotliwa oferta współpracy, której trudno odmówić bez strat, powoduje właśnie tę sytuację i to zaczyna być widoczne w sondażach – KO umacnia prowadzenie i goni PiS, pozostali tracą. Obawiam się bardzo, że i Monika Płatek, i ja przyczyniamy się do tego mimo woli, uczestnicząc w kampanii na rzecz wspólnej listy. Co oczywiście nie unieważnia sensu tej kampanii. Jest nadal ogromny.

Czytaj również - Mam już dość marnowania mojego głosu na jałową opozycję. Jałową, bo przegrywającą sejmowe głosowania

Jaki by jednak nie przeważył scenariusz, bez wzmożenia, którego źródeł dzisiaj nijak nie widać, w żadnym z tych scenariuszy nie ma dziś szans na większość 276 mandatów. To zaś oznacza, że do odrzucenia weta Dudy trzeba będzie głosów Konfederacji. Da to Konfederacji władzę w sprawach rzeczywiście kluczowych. Pierwszym efektem takiego wyniku wyborów będzie więc łatwy do zawarcia sojusz Konfederacji z Dudą. Efektem kolejnym – zaledwie nieco bardziej odległym w czasie – będzie całkowita delegitymizacja resztek demokracji III RP, kompromitujących się w trudnej i sparaliżowanej bezwładem koalicji walczącej wyłącznie o utrzymanie większości, bo żaden inny cel nie będzie dla niej osiągalny i żaden nie będzie ważny. Osuniemy się w ten sposób w brunatny żywioł. Po prostu. Na pewno. Bo dzisiaj właśnie to widać w sondażach – i nic innego, jeśli o nich próbować myśleć poważnie.

Partyjny interes – nie programy i nie ego liderów

Monika Płatek rozprawia się z poglądem, według którego nikt z wyborców lewicy nie zagłosuje na wspólną listę, jeśli widnieje na niej Władysław Bartoszewski z PSL, który z kolei odmawia udziału w towarzystwie Klaudii Jachiry. Słusznie zauważa, że przecież nikomu – również samym zainteresowanym – w niczym nie przeszkadza ich wspólna obecność na tej samej sali Sejmu. Zauważa także, że na wspólnej liście nadal będzie można wybrać – stawiając krzyżyk przy Jachirze albo Bartoszewskim. Podkreśla, że żadne dzisiejsze różnice programowe nie mają znaczenia, bo żadnej programowej deklaracji nie da się wypełnić w bezsilnej opozycji do wciąż rządzącego PiS, a przejęcie władzy będzie tak czy owak wymagać porozumienia wszystkich tych, którzy dzisiaj porozumienia odmawiają.

Ma rację. Oczywiście. Tyle że tych argumentów używano zawsze w ciągu lat rządów PiS. Nie miały wpływu na polityków, a choć miały spory wpływ na wyborców, to i on był niewystarczający. Racje Moniki Płatek, które w pełni przecież podzielam, w niczym nie zmieniają przy tym sytuacji, w której faktem jest nie tylko arytmetyka D’Hondta, ale również dobrze potwierdzona arytmetyka niepełnej sumy elektoratów koalicji. Żadnemu z tych faktów nie wolno zaprzeczać, nie tylko jednemu. Straty na koalicji biorą się zaś nie tylko z opisanych tu wzajemnych niechęci Bartoszewskiego i Jachiry oraz zwolenników obojga, ale także z tego, że w koalicjach proponowanych zwykle w takich razach obowiązuje nakaz poszukiwania „rozsądnego centrum". To zaś kosztuje o wiele więcej. Nie wolno więc będzie ani Bartoszewskiemu wygłaszać deklaracji wiary i przywiązania do katolickiej tradycji, ani Jachirze opowiadać się za aborcją bez granic lub mówić o ludziach umierających na granicy, której przecież dzielnie strzeże Straż Graniczna, a nie Jachira z równie „niepoważnym" Sterczewskim. Wszystko zależy tu od tanga, które mamy wszyscy zatańczyć. Od tego, czym będzie sojusz wyborczy i jak powstanie wspólna lista z Bartoszewskim i Jachirą, Hołownią, Biedroniem, Tuskiem i Zandbergiem. O czym będą wybory. Te, w których zwolennicy wszystkich wymienionych pójdą głosować z jednakowym zapałem, w których każdy naprawdę będzie walczył o swoich i swoje. Rytm tanga musi porywać, a nie tylko poprawnie wystukiwać 2/4.

Czytaj również - Jolanta Sacewicz: Demokracja staje się karykaturą, gdy kilku facetów robi coś kompletnie innego, niż chce elektorat ich partii

Na przeszkodzie nie mogą stać różnice programowe i nie stoją. Równie naiwnym wyjaśnieniem jest ego liderów. Większość z nich zdążyła w ciągu swych karier unurzać się w tak upokarzających kompromisach, że doprawdy to nie ego nimi powoduje. Powoduje nimi prosty i przecież łatwo czytelny interes. Tuskowi opłaca się sprawiać pozostałym kłopot zaproszeniem do współpracy. Ci zaś odmawiają, wiedząc, że oferta Tuska jest pocałunkiem śmierci. Wszyscy więc trwają jak zwykle w czymś na kształt kolarskiej stójki przed wyścigiem na torze, patrząc czujnie, kto nie wytrzyma pierwszy, i dbając o jak najlepsze pozycje przed startem.

Wciąż trzeba podkreślać, że na interesowność i cynizm polityków nie należy wyrzekać, jak nie wolno się złościć na deszcz. Politycy są od tego, by rachować zyski. Im są lepsi, tym lepiej to robią.

Perswazje nie zdadzą się na nic, dopóki nie zmienią właśnie rachunków. Należy raczej znaleźć siłę, która byłaby zdolna dopisać do nich pozycje, których tam dramatycznie brakuje. Wolę wyborców, którą w swym tekście próbuje wyrazić Monika Płatek. Darmo szukać tej siły w partyjnych gabinetach. Dlatego Monika Płatek powinna kandydować i dlatego kandydować będę sam.

Idealizm jest pierwszą potrzebą realistów

Takie zdanie znalazło się wśród kilkudziesięciu stron uchwał programowych Obywateli RP sprzed czterech lat. Wygląda na czysto retoryczną figurę, której jedyną zaletą ma być paradoksalne sformułowanie. W rzeczywistości to poważna myśl i jedno z ważniejszych zdań w całym tekście. Prawdopodobnie też jedno z najtrudniejszych. Moim zdaniem to przepis na owo wciąż nieskomponowane tango. Zdanie ma przy tym wiele znaczeń.

Realizm każe szukać zwycięstwa w oparciu o centrum. W tym celu z politycznej „narracji" – jak to się irytująco określa – należy wyeliminować „tematy zastępcze", co jest kolejnym irytującym określeniem spraw najczęściej właśnie najważniejszych, budzących najbardziej emocjonalne zaangażowanie, ale równocześnie wywołujących podziały i w związku z tym grożących utratą części poparcia. Każda możliwa dyskusja wspomnianych przez Monikę Płatek Bartoszewskiego i Jachiry, każda dyskusja Tuska z Zandbergiem byłaby w zasadzie jednym wielkim „tematem zastępczym". Cytowane zdanie o realizmie i idealizmie mówi o tym, że realizm unikania „tematów zastępczych" jest w rzeczywistości fałszywy. Że jest receptą na klęskę.

Idealizm wymaga nie pozwalać, by postulaty np. Strajku Kobiet wypchnąć z „narracji" wspólnej listy opozycji – i sam kandyduję między innymi w tym celu. Akurat zresztą mój idealizm wymaga, by debata i rozstrzygnięcie konfliktu o aborcję nie wykluczała „obrońców życia". Cytowane zdanie oznacza, że ten idealizm jest niezbędnym warunkiem realizmu.

Dlaczego? No, wykluczenie konfliktu o aborcję spowoduje nie tylko utratę zaangażowania wielkiej liczby ludzi, którzy setkami tysięcy wylegali w tej sprawie na ulice. Samo to byłoby już samobójcze. Problem poważniejszy polega na tym, że tego rodzaju uniki stosowane dotąd powszechnie przez wszystkich „centrystów" odbierały im wiarygodność w oczach zwolenników wszystkich poglądów w tych konfliktowych sprawach.

Trzeba być skrajnie naiwnym, by sądzić, że ktokolwiek nabierze się na „patriotyzm" opozycji stojącej i bijącej brawo „obrońcom granic". Fałsz bije w oczy i tych, którzy uważają, że uchodźców trzeba się pozbyć, i tych, którzy w pochwale Straży Granicznej widzą wyprzedaż wszelkich wartości.

Nie ma nikogo, na kim tak objawiony „rozsądek" opozycji wywarłby efekt.

Równie skrajnej naiwności trzeba, by wierzyć, że uniki usuną problem. „Tematy zastępcze" są niewygodne właśnie dlatego, że są zapalne, co daje dobrze potwierdzoną doświadczeniem gwarancję, że z całą cyniczną premedytacją zostaną wykorzystane w każdym kryzysie i w każdej kampanii. To wszystko są bomby, które trzeba rozbroić teraz – w drodze po zwycięstwo – a nie kiedyś, kiedy konflikt z populistycznym fundamentalizmem zniknie w jakiś niewyjaśniony sposób sam z siebie.

Lista „tematów zastępczych" systematycznie przy tym rośnie i obejmuje dziś nie tylko aborcję, nie tylko granicę i zbrodnie tam popełniane, ale także szczepienia, 500 plus i mnóstwo innych rzeczy. Jeśli się przyjrzeć dobrze, to nawet frazesy o europejskich wartościach – choć dotyczą polskiej racji stanu – okażą się kłopotem, jeśli przejść do konkretów i spytać, co one mają znaczyć nieco dokładniej.

Jeśli więc zapytać polityków opozycyjnego „centrum", czy oczekują takiej obecności Polski w Unii i Unii w Polsce, która powoduje finansowe sankcje za złamanie praworządności, to będą w kłopocie, bo z sondaży wynika, że znaczna część Polaków tych sankcji nie zrozumie i oczywiście nie poprze – dokładnie tak samo, jak nie poprze otwarcia granicy dla umierających na niej uchodźców. Eliminując „tematy zastępcze" i „tnąc skrzydła" w centrum nie pozostawimy w ten sposób nikogo i niczego. Pozostanie w nim tylko czytelny dla wszystkich pic, którego jedynym i nader widocznym celem jest władza sama dla siebie. Tak się nie da wygrać. Kto tak gra, jest w rzeczywistości impotentem, nie realistą.

Czytaj również - Paweł Kasprzak na Wigilię 2021: Jedna lista opozycji w wyborach – każda inna strategia oznacza porażkę; >> Lista musi zostać wyłoniona w prawyborczym głosowaniu obywateli, a nie wytargowana w partyjnych gabinetach – twarde dane pokazują, że tylko wtedy będzie skuteczna

Co o wyborach mogą więc wspólnie opowiadać Jachira z Bartoszewskim? Wiedzieć musimy to przede wszystkim, że w sprawie aborcji oraz ogromnej większości wszystkich spraw ważnych niemożliwy jest wspólny pogląd. Aborcja bez granic nigdy nie będzie programem poszukiwanej opozycyjnej większości. Ale nie będzie nim również żaden „kompromis", nie wspominając rzecz jasna o zakazie. Co może nim być, skoro aborcji wyeliminować z programu się nie da? Programem może i musi być pilne rozwiązanie konfliktu z udziałem wszystkich jego stron. Realizm idealistycznego stanowiska, które każe w imię poszanowania praw każdego w demokracji szanować również głos „obrońców życia", polega na uświadomieniu sobie, że werdykt w sprawie aborcji będzie tylko wtedy trwały i niekwestionowany, kiedy będzie miał legitymację wszystkich. Jak ją ma w Irlandii, a nigdy jej nie miał w Polsce.

Programem wspólnej listy opozycji jest w takim rozumieniu nie nudna lista niewiele znaczących banałów o wspólnych fundamentach, ale raczej właśnie protokół najostrzejszych programowych rozbieżności. I lista konfliktów do pilnego rozwiązania. Nazwanych, ujawnionych, z podpisami zwolenników przeciwstawnych poglądów.

Tak patrząc, powinniśmy widzieć wartość wspólnej listy nie tylko w strategicznych kategoriach D’Hondta. „Obrońca życia" na jednej liście, a zwolennik aborcji bez granic na drugiej nie da się żadną miarą porównać do listy koalicji demokratów, na której obaj znajdą się równocześnie. Taka lista obiecuje prawdziwą demokratyczną przemianę, prawdziwe rozwiązanie konfliktów i demokrację, która nikogo nie pomija. Więcej – obiecuje Rzeczpospolitą, w której nikt nie musi się bać wyniku wyborów, jak się ich boimy dzisiaj. Jachira nie musi się bać, że Bartoszewski pozwoli Czarnkowi spalić ją stosie, a Bartoszewski, że mu Jachira z Lempart urządzą „holokaust dzieci". To właśnie ich współobecność przy jawnym i ostrym sporze stanowi gwarancję, że nic takiego nikomu w demokracji nie grozi.

Zdanie o idealizmie realistów ma jeszcze jedno znaczenie, o którym trzeba pamiętać koniecznie. Idealiści, którzy szukają „prawdziwej polityki", gardzą cynizmem mainstreamu i którzy niedawno ochoczo krzyczeli „wypierdalać", muszą nie tylko wiedzieć, że aborcja bez granic nie będzie wspólnym postulatem opozycji. Muszą wiedzieć również, że bez mainstreamu gotowego zrezygnować z każdej wartości w imię „realizmu" nie wygrają niczego. I że są w mniejszości. Problem dziś polega na tym, że innym językiem trzeba mówić do idealistów, a innym do realistów. To nie są rzeczy, które się wykluczają – przeciwnie, są sobie wzajem potrzebne. To tylko język sprawia kłopot. I mnóstwo nieprawd, które się w nim trwale zagnieździły. Dlatego większość realistów uważa idealizm za niebezpieczny, a mniejszość idealistów uważa się za osamotnionych w cynicznym i wrogim im świecie. Oba poglądy są fałszywe. Potrzeba ludzi, którzy to umieją uświadomić. Monika Płatek ma tę niezwykle rzadką umiejętność – jest idealistką stąpającą po ziemi tak twardo, jak to właśnie pokazała w tekście – dlatego jest jedną z tych, bez których sztuka się nie uda.

Żądajmy prawyborów. Od Tuska

Bo to on i dzisiaj tylko on ma w sobie sprawczość, która mobilizuje tłum jednym tweetem. To on może wyznaczyć standard. Nie zrobi tego sam z siebie. Robi rzeczy przeciwne. Tnie skrzydła i marginalizuje konkurencję. Szuka dla siebie pozycji w centrum i robi to sprawnie. Miejsca dla spektrum nie widzi. To wobec tego przede wszystkim on musi poczuć presję i groźbę urwania tych iluś procent, które może mu odebrać obywatelska lista.

Ignorowanie dwóch arytmetycznych dyrektyw grozi stratami tego samego rzędu. Arytmetyka D’Hondta nakazuje wspólną listę. Arytmetyka sumy elektoratów nakazuje wybór pomiędzy konkurencyjnymi listami. Prawybory są jedyną położoną dotąd na stole propozycją pogodzenia tej sprzeczności. Prawybory to jednak również pryncypia. To po prostu szansa na demokratyczny wybór, której nie będziemy mieli, jeśli nam Tusk z Hołownią wskażą kandydatów do poparcia. To jeden z wielu momentów, w których realizm wymaga idealizmu.

Wspólna lista, której siłą jest właśnie demokratyczny spór, a nie targi liderów i zgoda na puste frazesy, której wiarygodność potwierdza realny mandat zamiast rekomendacji partyjnych central, ma przy tym unikalną wartość programową, która jest w stanie sprawić, że jeśli PiS dostanie 27 proc., a Konfederacja 10 proc., to ruch społeczny demokratów szturmem weźmie pozostałe 63 proc. Wtedy będziemy mieli większość konstytucyjną i państwo, w którym polityka nie jest budzącą lęk i straszliwe straty wojną.

Moniko, nie chcesz, ale musisz.

Ojczyzna naprawdę jest dokładnie w takiej potrzebie, jak napisałaś sama. Każde z nas ma swoje powody, żeby powiedzieć „ja już nie – nie tym razem". Wiem o tym aż nadto dobrze. Ale nic nie będzie warta warszawska lista opozycji bez Moniki Płatek, prawniczki. Z tysiąca znanych nam dobrze powodów.

Monika Płatek
Monika Płatek  Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Wyborcza.pl

---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Panie Pawle! Masakra.
    Dotrwałem do połowy, a resztę przejrzałem pobieżnie.

    Pytałem dwa razy, zapytam trzeci:
    - kto ma ustalić, które osoby znajdą się na listach prawyborów?
    - kto ma te wybory zorganizować i w jakiej formie?
    - kto zdecyduje, którzy wyborcy mają prawo głosu?
    - kto za to zapłaci?
    - jeśli udział weźmie 20% uprawnionych (cokolwiek to znaczy), czy to jest miarodajny wynik?
    - rozumiem, że te prawybory byłyby już na jednej ogromnej liście - kto ma zdecydować ile osób z poszczególnych ugrupowań ma się tam znaleźć i dlaczego tyle, a nie mniej lub więcej?
    - czy polski wyborca jest gotowy do prawyborów?

    Pewnie parę innych pytań dyskutanci potrafią podrzucić.
    @21TMirek
    Wyborcza nie pozwala wklejać linków. Na stronie Obywatele.News proszę poszukać tekstów o prawyborach, a zwłaszcza Prawybory od A do Z.

    Zasady są proste i mogą być (choć nie muszą) powtórzeniem zwykłych wyborów z pożądanym rozluźnieniem procedur np. rejestracji list kandydatow.

    Nie -- kandydatów I listy do prawyborach zgłaszają partie i inne środowiska na zwykłych zasadach. W prawyborach wybieramy listę.

    Prawybory niewiele kosztują. Koszty są w zasięgu możliwości zbiórki publicznej. Pieniądze mają partie.

    Frekwencja. Typowo w prawyborach -- również konstytucyjnych amerykańskich -- wynosi 10%. We Włoszech też tak było. Na Węgrzech ostatnio -- zdecydowanie więcej, co imponuje, wziąwszy pod uwagę tamtejsze warunki. My zakładamy progową frekwencję 5%, po której da się uznać wynik za wiążący. To dużo, a nie mało. Jeśli frekwencja w wyborach to ok. 50%, a opozycja dostaje ok 50% głosów, 5% frekwencji w prawyborach oznacza, że bierze w nich udział co piąty wyborca opozycji. Niereprezentatywne to? A pakt senacki zawarty przez 4 bossów był reprezentatywny? Tu chodzi o mandat.
    już oceniałe(a)ś
    9
    14
    @P_Kasprzak
    Dla mnie też tekst przydługi. U nas nie ma tradycji prawyborów. Ktomkislbynbyc wybierany kandydaci na posłów czy przyszły premier.
    już oceniałe(a)ś
    9
    2
    @P_Kasprzak
    Proszę mu wybaczyć ale nie chcę aby 5% decydowało bo w tym przypadku łatwo o manipulację. Jeżeli Węgrzy mogli się wysilić w prawyborach to Polacy tym bardziej. Więc albo podchodzimy do tematu poważnie albo dajemy sobie spokój.
    już oceniałe(a)ś
    12
    4
    @ EEI58
    Żeby poważnie podejść do sprawy, to najpierw trzeba by to praktycznie przećwiczyć. I to nie raz.
    A to nie jest czas na eksperymenty, że te 5 czy 10% siądzie do komputerów i wybierze nieudaczników bez doświadczenie, ale którzy lansować się potrafią! A potem reszta, czyli 90%, będzie skazana na te osoby.
    Potrzebujemy prawdziwych posłów, a nie malowanych.
    już oceniałe(a)ś
    19
    2
    @P_Kasprzak
    "Wyborcza nie pozwala wklejać linków"
    Pozwala - h t tps://obywatele.news/

    5% to jest nic. Bo 95% głosujących jest skazanych na wybrańców tych 5%. I to ma być ta nowa demokracja?
    A wybrańcami będą niekoniecznie najlepsi, ale ci, którzy lans mają w genach.

    Partie, owszem, mają pieniądze. Ale lepiej żeby je wykorzystywały na rzeczy potrzebne:
    - prostowanie kłamstw obozu rządzącego
    - tworzenie alternatyw
    - porządne badania opinii publicznej
    - i tysiąc innych rzeczy
    No i jeszcze dogadać się trzeba, kto ile wkłada do tego worka. ;)
    już oceniałe(a)ś
    20
    3
    @21TMirek
    I jeszcze jedno - według Pana (i organizacji) nie ma właściwie żadnej kontroli nad głosującymi. Jest Pan pewien, że ja nie zagłosuję kilka razy w kilku miejscach? ;)
    A co jeśli wyborcy Konfederacji i PiS świadomie będą działać po to, aby przepadły na listach osoby im nie pasujące ( w domyśle te najlepsze)? I gremialnie zagłosują.
    W Polsce jesteśmy, Panie Pawle.

    Kolejny argument - obowiązujące prawo. Prawybory musiałyby się odbyć po ogłoszeniu wyborów. Bo dopiero wtedy można prowadzić oficjalnie kampanię.
    Ja wiem, ona trwa cały czas, ale prawybory jednak zmieniają optykę pod tym względem.
    Co będzie, gdy SN i/lub TK zakwestionuje takie procedury? Oczywiście tuż przed wyborami. ;)
    już oceniałe(a)ś
    16
    2
    @21TMirek
    Proszę przeczytać wskazane teksty. Tam są odpowiedzi na wszystkie Pańskie pytania.
    już oceniałe(a)ś
    5
    10
    @21TMirek
    Link skoro googlem Pan nie wyszuka:
    ht t ps :// obywatele.news/prawybory-od-a-do-z/
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    @P_Kasprzak
    Czytałem zanim napisałem, Może niezbyt dokładnie, może bez odpowiedniego zrozumienia, ale na pewno nie na wszystkie pytania tam jest odpowiedź.
    A poza tym, z całym szacunkiem, nie ma czasu na solidne analizy dłuuuuugiego tekstu na potrzeby dzisiejszej dyskusji.
    Co innego - krótkie pytanie, krótka odpowiedź. Zamiast odsyłania do elaboratów.
    To ma dodatkowy plus. Bo ja być może przebrnę przez te dłużyzny, ale 90% teraz nas czytających raczej nie.
    Krótka, dwu zdaniowa odpowiedź ich też by uświadomiła. A chyba warto, bo sama idea jest prawdopodobnie słuszna w jakiejś perspektywie czasowej.
    Nie teraz raczej, nie na potrzeby najważniejszych wyborów od 89 roku.
    już oceniałe(a)ś
    17
    2
    @21TMirek
    Nie tersz, to kiedy ? Nie widzisz, że żadna, ale to dokładnie żadna z liczących się partii niczym się nie różni od pisiorów ? W każdej panuje jedynowładztwo i wycinanie co bardziej niezależnych. Na stole są dwie propozycje doboru wspólbej listy, Borowskiego i Kasprzaka. Kasprzak proponuje uczciwy wyścig kandydatów, Borowski , wskazania przez partie. Całym sercem hestem za sposobem Kasprzaka, bo to może odwrócić wektory w polskiej polityce. Sposób Borowskiego też daje szanse na zwycięstwo, ale konserwuje patologiczny system. Czy Kasprzakowi się uda, zależy od nas, czy przejdzie plan Borowskiego, od liderów partii. Ja chce demokracji, od podstawoweggo poziomu.
    już oceniałe(a)ś
    5
    16
    @tommywolf
    Pierwsze zdanie wiele o tobie mówi. PO rządziła i demokracja i sądy działały. Bo uważają, że prawa człowieka są ważne. Jeśli to dla ciebie żadna różnica, to mówi to wiele o tobie i twoim rakotwórczym sposobie myślenia
    już oceniałe(a)ś
    15
    1
    @tommywolf
    "Nie tersz, to kiedy ?"

    Gdy będzie na to czas. Czas "pokoju, a nie wojny".
    Gdy procedury będą na tyle jasne i skuteczne, że nie pozwolą na manipulacje wyborcze.
    Gdy będzie jasne i egzekwowalne, że w prawyborach wezmą udział realni wyborcy danych partii (lub wyłącznie członkowie), ale nie przeciwnicy polityczni.
    Gdy społeczeństwo dojrzeje do takiego kroku, na przykład poprzez prawybory lokalne.
    Gdy zmienią się w tym zakresie ustawy.

    "Ja chce demokracji, od podstawoweggo poziomu."
    I z tego powodu uważasz, że wybór odpowiednich ludzi w ramach partii, nadających się na posłów, jest mniej demokratyczny niż wskazanie kandydatów (w tym również będących przeciwnikami partii) przez wyborców?
    Już teraz nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poszczególne partie zrobiły wewnętrzną selekcję.
    Mają wykaz członków, mogą choćby listownie zorganizować akcję, jeśli opcja internetowa jest za trudna.
    Tyle tylko, że tę podstawową listę kandydatów i tak ktoś (czytaj zarząd) musi ustalić!
    już oceniałe(a)ś
    10
    2
    @MDB
    Nie wiesz o co choddzi na ch... sie odzywasz ?
    już oceniałe(a)ś
    2
    8
    @21TMirek
    Ilu masz posłów a ile maszynek do głosowania w sejme ? W każdej partii, nie tylko u pisiorów. Ok10 pr jest aktywnych, reszta tylko podnosi ręce, właśnie przez ten patologiczny system partyjny . Gdybyś miał po stronie opozycji 180 posłów o aktywności budki, nitrasasa, jachiry czy zandberga, to pisiorom by 5ak łatwo nie szła rozwałka państws. Ale takich posłów jest garstka. System kasprzaka może to zmienić. I tak właśnie teraz, gdy liderzy czują presje i mają ograniczone pole manewru. Nie wymusisz zmian, gdy będą silni.
    już oceniałe(a)ś
    3
    5
    @tommywolf
    Odróżnij marzenia od rzeczywistości.
    To jest dokładnie odwrotnie - aktywnych posłów można wyłuskać tylko wtedy, gdy są aktywni w swoich partiach, ugrupowaniach.
    Ja, Ty, inny Kowalski nie mamy takiej wiedzy i łapiemy się na plewy, na umiejętność lansu.

    P.S.
    Aktywność poselską Zandberga litościwie milczeniem pominę.
    Albo nie, kto ma ochotę, niech porównuje.
    h t tps://www.sejm.gov.pl/sejm9.nsf/agent.xsp?symbol=AKTYWNOSC&NrKadencji=9
    już oceniałe(a)ś
    6
    1
    @ EEI58
    Te 5% miałoby decydować tylko o tym kto ma się znaleźć na wspólnej liście wyborczej. To duuużo więcej niż pan Tusk z panem Hołownią i kilkoma jeszcze. Poza tym te 5% to ok 20% głosujących za opozycją. To mało? No i po trzecie te 5% to absolutne minimum, doświadczenia prawyborów wskazują, że bierze w nich udział ponad 10% a nawet kilkanaście.
    już oceniałe(a)ś
    3
    6
    @21TMirek
    Przecież w prawyborach będziemy głosować na listy ułożone przez partie - czyli to oni wskazują nieudaczników? Poza tym będzie lista obywatelska, na której będzie Paweł Kasprzak i (wierzę) Monika Płatek. Też źle?
    już oceniałe(a)ś
    3
    5
    @21TMirek
    Wyborcy Konfederacji i PiS nie zagłosują gremialnie, bo zrobią frekwencję prawyborom, czyli nie jest to w ich interesie. A jeśli nawet to będą głosować na wskazanych przez partie opozycyjne i środowiska obywatelskie osoby. To ok!
    Prawybory musiałyby się odbyć PRZED ogłoszeniem wyborów, tak, żeby cała kampania prawyborczą odbyła się zanim będą obowiązywać przepisy dotyczące kampanii w wyborach.
    Polecam prawybory.info.
    już oceniałe(a)ś
    3
    6
    @21TMirek
    Krótkie pytania, któtkie odpowiedzi: prawybory.info
    już oceniałe(a)ś
    2
    7
    Takie "prawybory" będą wyłącznie festiwalem napierdzielania Hołowni, Czarzastego i Kosiniaka-Kamysza w Tuska, ku uciesze TVP Info. Panie Kasprzak, czas już najwyższy na prostą refleksję - jak pokonać PiS, to tylko z Tuskiem i jego ekipą. Kto ma ten sam cel, to z nim współpracuje bez fochów. Kto nie, jest współpracownikiem Kaczyńskiego. I tyle.
    @Meczyk
    Obawiam się, że ta strategia już kilkakrotnie przegrała. Obawiam się, że KO próbuje jej znowu. Być może tym razem nie przegra. Ale progu 276 mandatów nie przekroczy.
    już oceniałe(a)ś
    18
    15
    @Meczyk
    Sugerujesz, że to ten antyhumanitarny ośrodek (TVP) propagandy kreuje nasz, Polaków sposób myślenia?
    już oceniałe(a)ś
    3
    5
    @P_Kasprzak
    Ale czemu się znowu skupiać na KO? Popatrzmy na Hołownię i resztę. Ile czasu poświęcają na walkę z PiS, ile na skubanie Tuska? Sorry, oni nie walczą o zmianę władzy, tylko atakują PO/KO w nadziei odebrania mu elektoratu tak, żeby wskoczyć na jego miejsce.
    już oceniałe(a)ś
    36
    5
    @P_Kasprzak
    Panie Pawle ta strategia nie przegrała ale nigdy nie była realizowana. Proszę pamiętać, że my nie funkcjonujemy w warunkach demokracji, kiedy możemy się spierać o pryncypia. Mamy stan "wyjątkowy" ponieważ partia rządząca złamała wszystkie normy prawne i zwyczajowe. Przyszłe wybory, to nie będą "rutynowe" wybory w ramach demokracji. To będzie walka o demokratyczną, wolną i nowoczesną Polskę dla wszystkich Polaków. Podkreślam słowo Wszystkich. Walka na śmierć i życie, wiem że brzmi to patetycznie ale tak jest. Jeżeli przegramy te wybory, to mamy dalsze gnicie i niszczenie kraju Stojąc w miejscu cofniemy się o kilkanaście lat społecznie i gospodarczo. Nie możemy sobie na to pozwolić. Tak zwyczajnie jako jednostki, bo nasze życie jest tu i teraz i nie mamy czasu czekać w nieskończoność oraz jako Naród.
    Dlatego, jeżeli partie polityczne będą hamletyzować naszym obowiązkiem jest głosowanie na najsilniejszego. Tylko tyle możemy zrobić i mam nadzieję, że Wyborcy to zrobią.
    Dyskusję o demokraci i zasadach zostawmy na czasy po pis.
    już oceniałe(a)ś
    37
    4
    @ EEI58
    w punkt!!
    już oceniałe(a)ś
    14
    2
    @P_Kasprzak

    Nie lepiej po prostu popisać porozumienie dotyczące jednej listy i niech każdy z umawiających się wystawia sobie w każdym okręgu ilu chce kandydatów, których nawiska można poumieszczać w kolejności alfabetycznej?

    Niech ludzie sami wybiorą, kogo chcą.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    @Meczyk
    W sedno. Kasprzak ma odpal na punkcie prawyborów, a Polsce chodzi o wybory. Kasprzak, opamiętaj się bo szkodzisz.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    Panie Kasprzak, z całym szacunkiem dla pańskiej działalności, napisać tak długi tekst głównie o sobie i swoich ideach? Chcąc nie chcąc, mamy politykę partyjną. To partie i ich liderzy decydują. Organizacje typowo obywatskie mogą dołączyć lub nie. Praw fizyki pan nie zmienisz, jak mówił pan majster w słynnym skeczu. Panią Płatek bardzo cenię.
    @Vito(ld)60
    O sobie? O ideach, tak. Pan uważa, że wolno pisać wyłącznie o ideach cudzych?

    I nie, proszę Pana. Nie partie i ich liderzy decydują. Rządzeni na ogół stawiają warunki. W Anglii to tradycja tak stara jak Wielka Karta Swobód. We Francji młodsza -- Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela. W Polsce to Pacta Conventa. No i obecna konstytucja.
    już oceniałe(a)ś
    5
    15
    @P_Kasprzak
    No patrz pan a w takiej Rosji rzadzeni nie stawiaja zadnych warunkow i obawiam sie, ze po kolejnej wygranej PiS tak samo bedzie w Polsce.
    już oceniałe(a)ś
    14
    1
    P_Kasprzak
    W każdej publikacji użala się Pan, że nie został senatorem. Ja też tego żałuję, jestem pewny, że byłby Pan lepszy od Ujazdowskiego. Było, minęło. To jednak nie Tusk układał listy, co Panu jest dobrze wiadome. Pan namawia Panią Płatek do samobójczej misji. Ja myślę, że bez problemu, by się odnalazła w KO (nie PO) Teraz Tusk zaprosił inne partie do współpracy, na zasadzie dobrowolnosci, tymczasem Hołownia nie poparł nawet projektu Iustitii. Proszę nie szukać win Tuska. Organizacje tak szacowne jak Obywatele RP, Strajk Kobiet itd, żeby realnie zaistnieć, muszą się przyłączyć do jakiejś partii, takie są prawa buszu. Na Panią Płatek z przyjemnością bym zaglosował, o ile będzie miała realne szanse wygranej. Z wyrazami szacunku, Vito.
    już oceniałe(a)ś
    14
    2
    Panie Pawle nie zaszkodziloby pisać trochę mniej rozwlekle Co znowu ten Tusk musi zrobić, aby wam wszystkim dogodzić.? Jedno jest pewne co nie zrobi to będzie źle. Wszyscy oprócz Tuska robią wszystko, aby nadal rządziła dojna zmiana..
    już oceniałe(a)ś
    58
    4
    Przydługie. Nie da się czytać.
    już oceniałe(a)ś
    48
    6
    Proszę pana, to co staje się obsesją, szkodzi.
    już oceniałe(a)ś
    41
    2
    Pan Paweł jest zdecydowanie lepszy w działaniu niz w pisaniu. To juz którys z kolei rozwlekły elaborat, tak samo męczący, jak poprzednie. Przeciez tę samą samo mozna wyrazic jasno i zwięzle.
    @ae25
    Proszę spróbować.
    już oceniałe(a)ś
    2
    6
    To było jasne dla kazdego - im blizej wyborów bez jednej listy, tym wieksze poparcie dla KO i mniejsze dla Hołownia+PSL. W ten sposób za rok Hołownia bedzie miał 5% a PSl 3% . Wiec na ich miejscu bym nie rumakował tylko jak najszybciej poszedł do tuska z dobrym winem i obgadał jak tu wspólnie wysłac kaczora do wora
    @sznebuldog
    Niestety Hołownia kocha PiS. Po cichutku ale kocha i dlatego nie może pojąć do Tuska. Wyborcy Hołowni zaczynają to rozumieć, ty o przez holowanie mamy Dudę.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0