Ponieważ kodeks toruński należy do Narodowego Zasobu Bibliotecznego i podlega kontroli władz wojewódzkich, nie może zostać przekazany do Węgier zwykłą decyzją centralnych władz politycznych. Potrzeba więc sejmowej "specustawy" wywłaszczającej Książnicę Kopernikańską, która po utracie swojego najważniejszego obiektu ma dostać na otarcie łez 25 mln zł na potrzeby techniczne.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spektakularne gesty, kompletny brak wiedzy o kulturze, czyli afera toruńska

W ubiegłym tygodniu prasa – w tym i "Wyborcza" – doniosła o nowym pomyśle miłościwie nam rządzącej partii: w zamian za przekazaną w przeszłym roku przez Węgry do zbiorów wawelskich młodzieńczą zbroję Zygmunta Augusta Rzeczpospolita ma przekazać bratankom znad Dunaju bodaj najcenniejszy włoski iluminowany kodeks wczesnorenesansowy w zbiorach polskich: „Epistola de laudibus augustae bibliothecae…" Naldo Naldiego powstały ok. 1490 r. i zawierający pochwałę biblioteki węgierskiego króla Macieja Korwina. Nie trzeba dodawać, iż polski kodeks iluminowany jest wielekroć cenniejszy niż dar węgierski i że jest jednym z czterech tzw. Korwinów (czyli iluminowanych kodeksów wykonanych we Włoszech między 1480 a 1490 dla Macieja Korwina) przechowywanych w zbiorach polskich. Zaś pośród ponad dwustu zachowanych na świecie „Korwinów", toruński wyróżnia ta specyficzna cecha, iż odnosi się on do biblioteki i pasji zbierackiej króla Węgier, czyli że wprowadza jakże rzadki wówczas element historiograficznej refleksji nad mecenatem bibliotecznym i królewskim. Nic dziwnego, że kodeks toruński budził i budzi pożądliwość bibliotek węgierskich posiadających dotychczas około 50 dzieł tego kręgu, ale żadnego o tak istotnej wymowie.

Tylko nieliczne kraje, przede wszystkim te położone w Europie Środkowej, posiadają większą liczbę iluminowanych „Korwinów", czyli dzieł, które wedle powszechnej opinii historyków sztuki należą do najcenniejszych zasobów bibliotek europejskich. Do tego dochodzi fakt, iż „Epistola" Naldiego dotarła do Polski krótko po połowie XVI wieku jako bodaj najważniejszy obiekt słynnej książnicy toruńskiego gimnazjum akademickiego i że w Toruniu przez prawie pięćset lat przetrwała  wszystkie pożogi i nieszczęścia dotykające zbiorów książkowych Rzeczpospolitej szlacheckiej, bibliotek polskich czasu zaborów jak i Drugiej Rzeczypospolitej. Stała się ona tym samym ważnym elementem polskiej tradycji kulturowej i jej związków z Włochami, a po części takoż z Węgrami, zwłaszcza z okresu tzw. renesansu w Budzie i na Wawelu (ok. 1490-1505).

Nawiasem mówiąc, trzeba wziąć też pod uwagę fakt, iż zbroja Zygmunta Augusta została przekazana Węgrom przez Austrię na początku lat 20. w wyniku pomyłki identyfikacyjnej i że w minimalnym tylko stopniu należała do węgierskiej tradycji kulturowej czy też do tamtejszej tradycji tzw. pamiątek ojczyźnianych. Obiekt toruński i zbroja na Wawelu nie dadzą się więc porównać ani w zakresie wagi stricte artystycznej, ani sentymentalno-patriotycznej. Zupełnie różna jest też – choć  to kryterium dość umowne - wartość finansowa obu obiektów.

Są jeszcze i inne argumenty przeciwko decyzji o „darze". W roku przyszłym (2023) planowana jest w Toruniu jubileuszowa wystawa kopernikańska, która zamierza programowo ukazać związki wielkiego astronoma z renesansowymi Włochami. Odpowiada to dobrze inklinacjom polskiej prawicy do pewnego wyciszenia wątków niemieckich w działaniach i spuściźnie wielkiego astronoma. So far so good, jak mawiają Anglicy, tylko dlaczego w takim razie pozbywać się akurat teraz z Torunia najważniejszego dzieła ukazującego renesansowe związki toruńsko-włoskie?

Na tej zaaranżowanej niewątpliwie przez dwóch politycznych sojuszników, czyli Viktora Orbana i Jarosława Kaczyńskiego, wymianie Polska traci więc w sposób wręcz spektakularny. Ale jest rzeczą oczywistą, iż gest ten ma przede wszystkim pomóc Viktorowi Orbanowi, przydając specyficzny akcent patriotyczny w toczonej przez niego obecnie kampanii wyborczej.

Wydaje się więc, iż któryś raz z rzędu zręczny i śliski przywódca węgierski wśród duserów i przyjacielskich uścisków wymanewrował zadufanego w sobie stratega politycznego z Żoliborza.

Do tego dochodzą rozliczne problemy polityczne i formalnoprawne. Ponieważ kodeks toruński należy do Narodowego Zasobu Bibliotecznego i podlega kontroli władz wojewódzkich, nie może zostać przekazany do Węgier zwykłą decyzją centralnych władz politycznych. Potrzeba więc sejmowej „specustawy" wywłaszczającej Książnicę Toruńską, która po utracie swojego najważniejszego obiektu ma dostać na otarcie łez 25 mln zł na potrzeby techniczne. I tu pojawiają się siłą rzeczy fatalne odniesienia do kwestii własności tzw. Berlinki, czyli zespołu starodruków i rękopisów byłej berlińskiej Biblioteki Pruskiej przechowywanego obecnie w Krakowie.

Jeżeli Polska lekką ręką przekazuje obiekt będący w jej posiadaniu od XVI wieku i będący też ważną i integralną częścią jej tradycji kulturowej, to tym łatwiej – z punktu widzenia Niemiec - mogłaby oddać zasoby biblioteczne pozyskane cokolwiek przypadkowo w roku 1945 i niebędące, jak np. rękopisy Beethovena, w żadnej mierze częścią polskiej tradycji kulturowej.

Nie zamierzam wprawdzie tu zająć stanowiska w bardzo skomplikowanej sprawie „Berlinki", która łączy się też z problemem moralnego zadośćuczynienia za straty II wojny światowej (wolę osobiście pozostać przy wałęsowskim „jestem za, a nawet przeciw"), ale trzeba koniecznie wskazać na ewentualne zagrożenia z tej strony wywołane nieprzemyślaną inicjatywą PiS.

Chciałbym jednak w tym kontekście przypomnieć też i znamienną głupotę, i brak taktu pierwszych negocjatorów niemieckich, którzy wystosowawszy w 1992 roku wstępny oficjalny list w sprawie zwrotu biblioteki pruskiej do Berlina, połączyli tę sprawę z ewentualnym przekazaniem – w formie rewanżu – funduszy niemieckich na remont gmachu Biblioteki Jagiellońskiej a zwłaszcza „...sanitariatów". Oczywiście ten niewydarzony  pomysł wywołał słuszny odruch złości u strony polskiej i przyczynił się – poza argumentami natury merytorycznej – do zablokowania rokowań. Czytając zgłoszony przez posła PiS pana Babinetza projekt specustawy, a zwłaszcza krótko i szorstko ujęty ustęp o wypłaceniu 25 mln zł na pomoc techniczną dla Książnicy, od razu przypomniało mi się ówczesne postępowanie strony niemieckiej. Kabotyństwo i chamstwo są bowiem zjawiskiem ponadczasowym i ponadnarodowym. Quod erat demonstrandum.

Prof. dr hab. Sergiusz Michalski, historyk sztuki

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    A coz oni moga wiedziec o tym Kodeksie? Nic. Zadnych skojarzen. Bo to przeciez ksiazka jakby nie bylo. Ksiazka, jak to ksiazka, moze troche fajniejsza, bo kolorowa? No, a przeciez zbroje (zbroje krolewska!!!) dostali! Tam nie ma nikogo o jakiejkolwiek wiedzy. NIKOGO! Ci ich profesorowie, doradcy, asystenci, to jest intelektualny dramat. Rece juz dawno opadly. Jedyna nadzieja, ze to wszystko zostanie rozliczone nie politycznie, ale karnie.
    już oceniałe(a)ś
    20
    0
    Nie swoje, to oddają. Mają to wszystko w dudzie.
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    Niklas Koppernigk z matki Watzenrode, Polak nad Polakami. W czasie studiów w Bolonii należał do gildii studentów niemieckich.
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    To niby tak PiS chce pozyskać Konfederację? Pozbywają się dzieła, które im się z Januszem (Mikke) kojarzy, potem Niedzielski organizuje kapitulacyjną konferencję, żeby zachęcić konfederatów do poparcia Lex Czarnek, a ci i tak głosują przeciw.
    Zatem na wszelki wypadek PiS obiecał Kukizowi komisję do spraw Pegasusa... Ciekawe, czym będą handlować jutro?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Nie liczę na szybką reakcję Rady ds Narodowego Zasobu Bibliotecznego, bo pewnie nie bez przyczyny od 10 stycznia br. jest w jej składzie dr Artur Górecki z Ordo Iuris ( jako przedstawiciel ministerstwa ds oświaty). W MEN-ie u Czarnka zajmuje się reformą podręczników (z wiadomym skutkiem). Dr A.Górecki to historyk i teolog, który uważa, że "Prawda pochodzi od pana Boga" - czyżby Bóg wcielił się na polskiej ziemi w PiS?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0