"Żoliborz" to nie adres, tylko postawa życiowa, światopogląd i obyczajowość. Co ważne, tę postawę prócz starszej coraz częściej prezentuje młoda generacja, która buntuje się, gdy niszczą jej siedliska.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na horyzoncie Warszawy pojawiają się czarne chmury. Za chwilę wybuchnie burza wywołana decyzją Zarządu Zieleni Warszawy nakazującą przywrócić stan pierwotny we wnętrzu kawiarni Prochownia Żoliborz.

„Przyszłość Prochowni, takiej jaką znamy od dziewięciu lat, stanęła pod znakiem zapytania. Umowa dzierżawy za lokal została wypowiedziana. Prochownia to nie budynek, to ludzie, nie mamy gwarancji, że po rozstrzygnięciu nowego konkursu będzie utrzymany wysoki poziom z jakim na co dzień mamy do czynienia. Zarząd Zieleni nie widzi płaszczyzny do rozmowy i znalezienia rozwiązania, choć ma do tego wszelkie narzędzia" – czytamy na facebookowym profilu Murem za Prochownią.

Magdalena Młochowska, dyrektorka koordynatorka ds. zielonej Warszawy, pytana przez "Gazetę Stołeczną" o szczegóły tej decyzji powiedziała: „Zacznijmy od tego, że sytuacja Prochowni nie jest wyjątkiem. Dzierżawca podpisał standardową umowę, w której zobowiązał się do przywrócenia stanu lokalu, który zastał. (…) Prochownia płaci naprawdę niski czynsz, na warunkach ustalonych kilka lat temu. (…) Odróżnijmy walkę o interes konkretnego przedsiębiorcy od interesu lokalnej społeczności, o który staramy się zadbać przy zachowaniu transparentności." Niestety, Magdalena Młochowska do rozmowy o „interesie lokalnej społeczności", realizowanym w położonej w parku Żeromskiego kawiarni Prochownia, się nie przygotowała.

Strategia #Warszawa 2030

Sprawa nie jest błaha, wypowiedź Magdaleny Młochowskiej jest sprzeczna nie tylko z „interesem lokalnej społeczności", ale także ze Strategią #Warszawa 2030, czyli najważniejszym dokumentem wyznaczającym kierunki rozwoju miasta. To jest problem ustrojowy, chodzi o to, że praktyka urzędnicza bywa rażąco sprzeczna z najważniejszymi dokumentami przyjmowanymi w procesie demokratycznym.

Skoro Miasto wypracowało i przyjęło strategię, to znaczy, że również urzędnicy mają obowiązek działać z nią w zgodzie, tak jak mamy obowiązek działać w zgodzie z Konstytucją RP, której art. 20 mówi o społecznej gospodarce rynkowej, a nie o gospodarce nastawionej na zysk jedynie finansowy. Niezgodność słów i czynów rodzi bunt!

Nie będę tu referować wizji, celów strategicznych i operacyjnych Strategii #Warszawa 2030, zachęcam wszystkich do przeczytania tego dokumentu, gdyż pozwoli to zrozumieć, dlaczego Żoliborz buntuje się przeciwko urzędniczym decyzjom. Wrócę natomiast do tematu „interesy lokalnej społeczności", które na Żoliborzu Historycznym nazywamy potrzebami i aspiracjami mieszkanek i mieszkańców.

Żoliborz to jedyna dzielnica na lewym brzegi Warszawy niezburzona po powstaniu warszawskim przez hitlerowskiego okupanta. Zbudowana została na opuszczonych przez zaborców pustych przedpolach Cytadeli Aleksandrowskiej przez ludzi, którzy po latach spędzonych w biedzie, na Sybirze, w podziemiu i wojennych okopach, przyjechali do stolicy odrodzonego po 123 latach zaborów państwa, by zamienić w czyn swój sen o „szklanych domach".

Po pierwszej wojnie światowej kwestia mieszkaniowa, z racji na wojenne zniszczenia, nową mapę polityczną, i związane z nią masowe migracje i reemigracje, należała do najostrzejszych kwestii społecznych w całej Europie, również w odradzającej się Rzeczpospolitej.

Budując w warunkach wielkiego kryzysu, który dla Żoliborza obrazowały zamieszkiwane przez tysiące ludzi baraki przy Dworcu Gdańskim oraz marymonckie i powązkowskie biedadomy, architekci moderniści poszukiwali modelu mieszkania dostępnego dla osób pracujących, więc relatywnie niewielkiego, za to planowanego wraz z otoczeniem, które stanowiło społeczną przestrzeń wspólną.

Tylko na osiedlu Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w krótkim czasie powstała potężna infrastruktura instytucji społecznych: przedszkole wraz z ogrodem i zwierzyńcem, szkoła powszechna i gimnazjum, biblioteka z czytelnią, świetlice, teatr, warsztaty, gospoda wydająca obiady dla rodzin, w których kobiety pracowały, a dodatkowo dla dzieci mniej zamożnych lokatorów, poradnia lekarska, pralnia i warsztaty remontowe.

Przestrzeń wspólna, oprócz funkcji, które pełni, jest jeszcze czymś więcej. Objaśnia to jeden z twórców Żoliborza prof. Stanisław Ossowski, który w tekście „Organizacja przestrzeni i życie społeczne" pisze, że „urbaniści wiedzą, jak kształt osiedla zaważyć może na poczuciu łączności grupowej, że zbiorowość lokalna połączona kontaktem osobistym lub możliwością takiego kontaktu staje się zbiorowością sąsiedzką".

Dlatego twórcy Żoliborza wpisali w projekty architektoniczno-urbanistyczne program budowy więzi społecznych oraz program zaspakajający nie tylko potrzeby materialne, lecz również kulturalne aspiracje mieszkańców. Wysiłkiem zorganizowanego społeczeństwa powstała dzielnica funkcjonalna, zdolna zintegrować mieszkańców i wykształcić postawy, które wobec zbliżającej się II wojny światowej okazały się bardzo potrzebne.

Dla Żoliborza przestrzenią wspólną integrującą WSM z osiedlami Oficerskim, Urzędniczym i Dziennikarskim miał być park Żeromskiego, założony z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Żoliborza, przy znacznym udziale pracy mieszkańców dzielnicy. Park powstał wokół fortu i dwóch prochowni, stanowiących wraz z położoną nieopodal Cytadelą zespół architektoniczny trwale wpisany w pamięć warszawiaków jako świadek historii, symbol cierpienia i walki „za wolność naszą i waszą".

Współcześnie relację tę obrazują położone przy Prochowniach głazy upamiętniające cierpienie, ale też zwycięstwo w walce o niepodległość, oraz rozłożone nieopodal leżaki i kocyki na których, pod opieką popijających prosecco i rozmawiających ze sobą dorosłych, bawią się dzieci.

Park Żeromskiego, jedno z najważniejszych miejsc na Żoliborzu

Park Żeromskiego, wraz z mieszczącymi się w jego obrębie fortem i prochowniami, to jedno z najważniejszych miejsc na Żoliborzu, dlatego zaraz po wygranych wyborach w czerwcu 1989 r. mieszkańcy dzielnicy reaktywowali Stowarzyszenie Żoliborzan i od tego momentu byli aktywni na wszystkich etapach starań o przywrócenie mu dawnych funkcji.

W 2003 roku miasto stołeczne Warszawa odkupiło od wojska fort i prochownie. Rozpoczęte zabiegi o pozyskanie środków na remont obiektów z przeznaczeniem ich na potrzeby kultury zakończone zostały wsparciem finansowym Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego na lata 2007-13.

W roku 2017, zarządzeniem prezydenta miasta, administrowanie odrestaurowanym wraz z obiektami parkiem powierzone zostało Zarządowi Zieleni Warszawy, co wywołało zaniepokojenie mieszkańców dzielnicy. "Informator Żoliborza" pytał: „Czyj jest Park Żeromskiego? (…) Nie podważamy kompetencji ani kwalifikacji pracowników Zarządu Zieleni do zajmowania się miejską zielenią. (…). My jednak postrzegamy ten problem w innej perspektywie. Dla nas Park Żeromskiego ma wymiar społeczny, jest głęboko zakorzeniony w naszej tradycji historycznej i kulturowej (…). Tu się odbywa wiele wydarzeń lokalnych, tu się krzyżuje wiele inicjatyw, tu czas zostawia swoje trwałe ślady i wspomnienia (…). To jest nasz Park".

Zagadnieniem kluczowym dla obiektów będących własnością miasta, a przeznaczonych na potrzeby kultury, jest przyjęcie takiego systemu organizacyjno-prawnego, który umożliwi finansowanie zarówno kosztów eksploatacji, jak i kosztów programowych. W tym konkretnym wypadku zdecydowano, że obiekty będą dzierżawione. W trybie konkursowym Fort Sokolnickiego wydzierżawiony został na okres dziesięcioletni, który się kończy 16 kwietnia tego roku, Prochownia Północna na okres trzyletni, dwukrotnie przedłużany na prośbę mieszkańców, który się właśnie skończył, a Prochownia Południowa nie pełni istotnej funkcji, być może z powodu przekraczającego wszelkie normy zagrzybienia.

W lutym 2019 roku cztery żoliborskie organizacje wysłały list do władz dzielnicy i wiadomości dyrektora Zarządu Zieleni: „Prosimy Panów o interwencję w Zarządzie Zieleni M. St. Warszawy w sprawie ogłoszonego konkursu na wydzierżawienie nieruchomości w Parku Żeromskiego, w której działa obecnie kawiarnia Prochownia. W odczuciu wielu mieszkańców, również organizacji społecznych działających na Żoliborzu, kawiarnia Prochownia Żoliborz jest jednym z niewielu dobrze działających miejsc kulturotwórczych w naszej dzielnicy. Przypomnijmy, że Żoliborz jest jedyną dzielnicą Warszawy bez własnego domu kultury. Dodajemy z żalem, że położony obok Prochowni - Fort Sokolnickiego - niestety nie spełnia powyższych standardów.

Prochownia jak dzielnicowy dom kultury

Przez ostatnie sześć lat Prochowni udało się zorganizować ogromną liczbę różnorodnych wydarzeń kulturalnych: koncertów, przedstawień teatralnych, potańcówek, warsztatów i pokazów filmowych. Cykliczne (szczególnie w sezonie letnim), ogólnodostępne (bezpłatne) wydarzenia w Prochowni dają namiastkę działania dzielnicowego domu kultury.

W związku z tym postulujemy – zgodną z prawem i umową z dzierżawcą – rezygnację z procedury konkursowej i renegocjację umowy z dotychczasowym najemcą nieruchomości, w których to renegocjacjach chcielibyśmy wziąć udział. Uzasadniamy to dużym wkładem pracy, czasu i środków w zbudowanie aktualnego potencjału miejsca przez dotychczasowego dzierżawcę. Korzystając z okazji, prosimy by Zarząd Zieleni M. St. Warszawy odstąpił od zaostrzenia warunków z korzystania z ww. obiektu".

6 marca 2019 roku te same cztery organizacje napisały do miasta i dzielnicy list postulujący konsultacje, by z udziałem żoliborskich organizacji i mieszkańców Żoliborza rozpocząć pracę nad stworzeniem możliwie najlepszej propozycji dotyczącej losów nie tylko Prochowni, ale również Fortu Sokolnickiego i parku Żeromskiego, traktowanego jako funkcjonalna i kulturowa całość. W liście czytamy: „Zadaniem Zarządu Zieleni jest utrzymanie i rozwój zieleni publicznej, zaś przeznaczeniem Parku Żeromskiego, zgodnie z intencją założycieli, prekursorów idei zrównoważonego rozwoju i żoliborską tradycją, jest pełnienie funkcji organizatora życia zbiorowego mieszkańców.

Rozwiązanie, które polega na zleceniu jednostce pełniącej funkcję ogrodniczą zarządzanie przestrzenią pełniącą funkcję kulturową (co nastąpiło – przypomnijmy – wbrew stanowisku Dzielnicy), skazuje nas na niepotrzebny i destrukcyjny konflikt instytucjonalny (…). Wykupienie przez Miasto obiektów wojskowych z myślą o stworzeniu miejsc spotkań i twórczych działań mieszkańców, pozwala przywrócić niezwykle wartościową zasadę architektów-modernistów, polegającą na tym, że wszystkie obiekty w przestrzeni miejskiej – czy to mieszkalne czy użytkowe – projektuje się w relacji wzajemnej do siebie, wraz z całym ich otoczeniem naturalnym i społecznym.

Sądzimy, że z pożytkiem dla sprawy będzie, by w ramach rozmów przygotowawczych dokonać analizy doświadczeń zdobytych w ciągu ostatnich kilkunastu lat projektowania i realizacji programów rewitalizacji i modernizacji oraz użytkowania Parku im. Stefana Żeromskiego i mieszczących się w nim obiektów".

Latem minionego roku, zgodnie z postulatem żoliborskich organizacji, Zarząd Zieleni zorganizował rozmowy przygotowawcze w czasie których osoba przygotowująca konsultacje społeczne omówiła z przedstawicielami organizacji ich tematykę i zakres. Nieobecna podczas rozmowy Barbara Brukalska ze Stowarzyszenia Żoliborzan swoje uwagi przekazała na piśmie przysyłając tekst „Park Żeromskiego – koncepcja społecznej funkcji parku".

Konsultacje odbyły się w październiku 2021 roku, raport z konsultacji jest dostępny na stronie Zarządu Zieleni m.st. Warszawy. To ogromny materiał. Zebrano przy pomocy formularzy konsultacyjnych opinie od 229 osób i 136 opinii przysłanych drogą elektroniczną. Nie rozumiem, dlaczego opinie wysłane pocztą nie zostały, po ich przeanalizowaniu, włączone do raportu, a tylko umieszczone jako załącznik. W raporcie znalazły się wnioski dotyczące parkowej zieleni i wyposażenia, imprez masowych, obecności psów, rowerów, samochodów, wnioski dotyczące funkcji Prochowni Południowej, także bezpieczeństwa i zarządzania parkiem. Kawiarni Prochownia Żoliborz poświęcono jedynie kilka linijek w dziale „usługi".

Nie jest moją rolą uzupełnianie treści raportu o materiał dotyczący kawiarni Prochownia zawarty w załączniku, ale proszę autorów raportu, by ten brak uzupełnili. Jest to konieczne, by raport spełniał warunek kompletności i rzetelności. Na 39 stronach są tam zawarte wypowiedzi 136 osób, które do konsultacji społecznych podeszły bardzo poważnie. Osoby te zadały sobie trud, by spisać i wysłać swoje opinie, licząc na to, że ich głos w obronie Prochowni będzie wzięty pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Szacunek do tych osób wymaga, by ich opinie i wypływające z nich wnioski znalazły się w raporcie.

Zakładam, że Magdalena Młochowska przeczytała raport, ale niestety ominęła załączniki. Gdyby je przeczytała, to nigdy by nie wypowiedziała zdania, które cytowałam na początku tekstu. Wiedziałaby, na czym polega specyfika przestrzeni o której decyduje, że zastosowanie w tym wypadku umowy standardowej dla lokali gastronomicznych to błąd.

Miejsca takie jak Prochownia Żoliborz wraz z parkiem Żeromskiego realizują z dużym wyprzedzeniem strategię rozwojową Warszawa 2030. Zanim na oczach całego miasta ta przestrzeń zostanie zniszczona, poprzez zastosowanie nieadekwatnych do sytuacji przepisów niższego rzędu, spotkajmy się, by porozmawiać o znaczeniu tego miejsca dla mieszkańców, o kapitale symbolicznym Żoliborza i o tym, co może on wnieść do rozwoju Warszawy.

A tym wszystkim, którzy nie czytali „Listów do pani Z" Kazimierza Brandysa pragnę uzmysłowić, że „Żoliborz" to nie adres tylko postawa życiowa, światopogląd i obyczajowość. Co ważne, tę postawę prócz starszej coraz częściej prezentuje młoda generacja, która buntuje się, gdy niszczą jej siedliska.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Nigdy nie byłam w Kawiarni Prochownia, ale od początku broniłam słusznej, moim zdaniem, sprawy, by pozostała ona w dotychczasowym zarządzaniu, i w tych samych, dobrych i sprawdzonych rękach. A już sam pomysł rozwałki poniesionych przez najemców nakładów burzył moją krew. Po tym tekście postrzegam temat jeszcze szerzej i lepiej go rozumiem. Dlatego też wszystkim obrońcom "swojego siedliska" życzę Wielkiej Wygranej. Wy już wygraliście! I to jest piękne. A urzędniczej skostniałej postawy nigdy nie zrozumiem. To nie jest przejrzystość! To ciągłe mylenie pojęć, czym tak naprawdę jest zarządzanie miastem, a czym uporczywe trwanie na "słusznych stanowiskach". I nadmuchana biurokracja.
    PS. Nadzieją żyć będę, że mnie nie usuną, jak poprzednio, gdy pisnęłam coś tam o dyrektorce i koordynatorce w jednym. Nie żyjemy przecież w świecie doskonałym...
    już oceniałe(a)ś
    9
    0