Domaganie się wspólnej listy, otrząśnięcia się z prywaty, dostrzeżenia dobra wspólnego - to jest i nasza praca u podstaw, i nasz sztandar.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W Polsce, czyli nigdzie

Są takie słowa, które lepiej niż inne odbijają losy narodu. Językoznawcy nazywają je kulturemami, bo ogniskują się w nich zjawiska kulturowe społeczeństw. U nas w XIX wieku było to np. słowo "powstanie". Ale w tym samym czasie, daleko jak w świecie równoległym, narodziło się wyrażenie "w Polsce, czyli nigdzie". Mówiło, że nie ma nas na mapie, więc jesteśmy nigdzie. Wprawdzie Henryk Sienkiewicz w swojej mowie noblowskiej przekonywał słuchaczy, że jednak istniejemy, bo tworzymy dzieła zauważane przez świat. Ale czy to wystarczy, by określić kształt narodu, który sam z siebie nie umiał wyjść z pańszczyzny, czyli z niewolnictwa - i musiał się tego podstawowego prawa człowieka doczekać od zaborcy? Czy określenie NIGDZIE nie charakteryzowało lepiej, bardziej precyzyjnie?

Minęły lata. W tym czasie odzyskaliśmy niepodległość... i straciliśmy ją, przekształcając się w Generalną Gubernię, a po niej - w PRL. Wtedy się urodziłam. Czułam peerelowską iluzoryczność światopoglądową, więc można powiedzieć, że ciągle byłam w krainie NIGDZIE.

Nadszedł rok 1989, pierwsze częściowo wolne wybory. CAŁA opozycja zjednoczyła się, wygrała - i wreszcie nastały warunki do zerwania z krainą NIGDZIE! Były to trudne lata transformacji i wychodzenia z zapaści ekonomicznej. A co z zapaścią kulturalną? Byli Miłosz, Szymborska czy Lutosławski; jest Olga Tokarczuk. Ale nie weszli oni do świadomości ogółu jako ambasadorowie polskości. Szymborska nazywana jest komunistką, Lutosławski jest kompletnie nieznany, a Olga Tokarczuk jest sądzona według zasad prymitywnego patriotyzmu.

Słowami, które najlepiej wyrażają polskość, są ciągle "bałagan", "bohaterszczyzna", "cham", "cwaniak", "kołtun", "warchoł", "załatwić", "ziemiaństwo". Większość z nich jest nacechowana negatywnie. Nic pozytywnego, nic przyszłościowego, nic poza horyzont. Nawet liberał jest dwuznaczny.

Ciągle więc czuję się, jak gdybym żyła w krainie NIGDZIE. Zatoczyliśmy koło, mentalnie jesteśmy w II RP. U steru prywata i Kościół - jedni i drudzy pasożytują na tkance społecznej; antyszczepionkowcy przywodzą na myśl ludzi z przełomu wieków, którzy alarmowali z trwogą: Ludzie, uciekajta! Doktory jadą do szpitala zabierać!!; Ordo Iuris sprowadza kobiety do statusu inkubatorów; a człowiek jakże często przestaje brzmieć dumnie - staje się ideologią.

Dlatego tak nieznośne jest nasze tu i teraz. Olga Tokarczuk ze swoim czułym narratorem zamieciona do kąta - bo zupełnie tu nie pasuje. A my razem z nią - ciała obce.

Jednak nas, pozamiatanych po kątach, jest dużo - usiłujemy się właśnie teraz policzyć, skrzyknąć,

Domaganie się wspólnej listy, otrząśnięcia się z prywaty, dostrzeżenia dobra wspólnego - to jest i nasza praca u podstaw, i nasz sztandar.

"Demokracja! - powtarzamy jak mantrę słowa Churchilla - nic lepszego nie mamy". Ale - jak przypomniał niedawno mój znajomy - istnieje też inny cytat Churchilla, który narodził się w przedwojennej Wielkiej Brytanii, ale mówi też o nas, dzisiejszych Polakach:

"Masy nurzały się w ignorancji (…), a przywódcy, pragnący zdobyć ich głosy, nie odważyli się zaprzestać oszukiwania ich". Zgubne okazały się „odmowa uznania nieprzyjemnych faktów, pożądanie popularności oraz sukcesu wyborczego kosztem żywotnego interesu państwa".

Opozycjo, poznajesz w tych słowach siebie? Bo my, Twoi wyborcy, widzimy wyraźnie, że pracujesz, ale nie dla nas, tylko dla siebie samej, dla słupków procentowych skrupulatnie liczonych, by nie osiągnąć czasem wygranej.

Szczególnie dobrze widzę to ja, emerytka. Bo emerytura to nie tylko niewielkie pieniądze na życie, ale też wiek i doświadczenie, które poszerzają wyobraźnię. O pieniądzach w "Polskim ładzie" napiszą z pewnością inni emeryci. Ja piszę o imponderabiliach, rzeczach mało uchwytnych, ale jakże istotnych dla naszej kondycji ludzkiej. Dla wyjścia z krainy NIGDZIE.

Maria Filipowicz - emerytka ery internetu

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Dziękuję za ten głos i podpisuję się pod wszystkim, co Pani napisała.
    już oceniałe(a)ś
    20
    1
    A o co, jeśli nie o słupki procentowe chodzi? To one wygrywają.
    Churchill powiedział też: Wystarczy 5 minut rozmowy z przeciętnym wyborcą, by zniechęcić się do demokracji.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    Szkoda , ze nie slychac moich braw.
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    Dziękuje Pani za ten głos także emeryt ery internetu.
    Tak pękają STEREOTYPY że emeryci to TEN mityczny "suweren".
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    A czy nie lepiej zamiast wspólnej listy domagać się wspólnego programu?
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    A ja czytając słowa Churchilla pomyślałam najpierw o rządzących :). Ale gorsze są słowa: "Masy nurzały się w ignorancji" i to niestety pogrąża nasz kraj. Masy ludzi, którzy nie wiedzą jak źle dzieje się w ich kraju (i nie chcą wiedzieć). Masy, które mają w nosie dewastowanie demokracji, kultury, postaw obywatelskich, godności kobiet, itd.. Drugie masy koszmarnie okłamywane przez rządzących, widzące świat tylko przez różowe ekrany TVP. A opozycja to dalej samce alfa z wielkim ego, Polskę mają w nosie. Chyba nie pójdę na wybory - pierwszy raz od 1989r. :(
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    'Bałagan' jest akurat pochodzenia perskiego.

    Via azjatyckie stepy, Ruś Moskiewska, no i - przekleństwo Rzeczpospolitej - czyli Wielkie Księstwo Litewskie.
    już oceniałe(a)ś
    0
    4