Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chciałabym się odnieść do apelu pana Bogdana Misia o jedność partii opozycyjnych i gróźb, że nie pójdzie głosować w przypadku braku tej jedności.

Problem jest nie w różnorodności opozycji, raczej w tym, że nie ma kto głosować. Bo polityka go nie interesuje, bo mu się nie chciało, bo nie wiedział na kogo, bo spieszyło mu się na działkę, bo wyjechał na urlop, bo... chce, aby wszyscy ludzie byli tacy sami i chcieli tego samego.

Problem w tym, żeby każdy poszedł do wyborów i przy wszystkich wadach i zaletach poszczególnych partii zagłosował na tę, z którą jest mu po drodze. To jest demokracja.

Nie ma się co obrażać, trzeba zrobić wszystko, żeby każdy czuł się w obowiązku oddać swój głos w wyborach. Każdy powinien wiedzieć, że jego jeden głos waży tyle samo co głos oddany przez przeciwnika. Może nauczmy się żyć z tym, że jesteśmy różni, ale szanujemy się nawzajem.

Dorota

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.