Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Publikujemy wiele listów czytelników, którzy deklarują, że nie pójdą głosować, jeśli opozycja się nie dogada i nie wystąpi razem przeciw PiS-owi. Poniżej głos polemiczny nie wobec wspólnej listy, tylko niegłosowania.

Wśród wielu moich znajomych aktywistycznych, w tym osób o wybitnych umysłach, zaczęła krążyć niebezpieczna idea bojkotu wyborów parlamentarnych - jako groźba pod adresem opozycji, jeśli ta do 2023 nie stworzy jednej listy demokratycznej. Ich listy często publikuje "Wyborcza".

Pomysł jednej listy (najlepiej wyłonionej w otwartych prawyborach, z zaangażowaniem partii i ruchów obywatelskich) jest dobry, wręcz wydaje się wobec sondaży i ordynacji D'Hondta konieczny. Trzeba wywierać presję na liderów opozycji. Powtarzam to regularnie od kilku lat, popierając ideę ruchu Obywatele RP, sformułowaną i obudowaną wyczerpującymi analizami już w 2017 roku.

Sytuacja polityczna nie jest oczywiście raz na zawsze określonym stanem constans, może się okazać, że szansą na wygraną są również dwa bloki opozycyjne. Możliwy jest też rozpad Zjednoczonej Prawicy, ale ten ogłaszany był wiele razy - nie należy więc na niego zbytnio  liczyć. Ważna jest polityczna współpraca, elastyczność i gotowość do zmian scenariusza - w zależności od sytuacji.

Niestety, tej gotowości i otwartości na dialog w opozycji nie widać. Na razie dominują postawy partykularne, egoistyczne. Każda partia polityczna ma naturalnie pełne prawo do budowania własnej tożsamości, realizowania programu i zdobywania własnych wyborców - to banał, oczywistość. Niestety, funkcjonujemy w stanie groźnie odbiegającym od standardu demokratycznego, w warunkach petryfikującej się władzy o rysie faszyzującym.

Trzecia kadencja PiS, której nawet nie mam ochoty sobie wyobrażać, będzie dla Polski i Europy tragedią - i zwycięstwem Putina. Dlatego mamy prawo i obowiązek domagać się od opozycji takich działań i takiej współpracy, która stworzy potencjalnie najskuteczniejszy sposób na odsunięcie rządzących od władzy.

Nie chodzi o stworzenie po stronie demokratycznej nowego bytu w sensie programowym, nie chodzi o to, by jedni wchłaniali drugich. Chodzi o jedną listę, o taktyczny sojusz wyborczy oparty na ustrojowym minimum, na najwęziej określonym katalogu spraw, co do których jest po stronie opozycyjnej zgoda (np. odpolitycznienie wymiaru sprawiedliwości, przywrócenie faktycznego trójpodziału władzy, przywrócenie bezpieczników państwa prawa etc.).

Wśród głosów namawiających opozycję do współpracy, często słychać deklarowanie i promowanie postawy, że w sytuacji braku zjednoczenia opozycji nie powinno się brać udziału w wyborach. To jest w wykonaniu odpowiedzialnego obywatela niepoważne i groźne, a także mało wiarygodne, świadczące o rozpaczliwej desperacji. Nie można publicznie deklarować, że nie ma się innych narzędzi wpływu niż taki bojkot. To komunikat bezradności i słabości, nie siły!

Groźba bojkotu wyborów jest zresztą najczęściej pusta, jeśli wyraża ją osoba aktywnie działająca przeciwko tej władzy.

Każdy bowiem, kto ma minimalną wyobraźnię i umie przewidzieć, czym stałaby się Polska w trzeciej kadencji PiS, po prostu pójdzie zagłosować na jakąkolwiek dostępną opcję demokratyczną, najbliższą przekonaniom.

Trzeba wywierać presję na opozycję, szukać dojść do tzw. dołów partyjnych, liderów opinii i autorytetów, których głosu nie ignoruje się łatwo. Zaangażować ruchy obywatelskie. Nie wolno deklarować, że się zostawi Polskę na pożarcie przez faszyzujących polityków. Po prostu NIE WOLNO.

Wszyscy marzymy o silnej i skutecznej opozycji parlamentarnej. W Polsce jeszcze jej nie mamy. Mamy półtora roku, żeby spróbować to zmienić. Według najnowszych badań aż 40 proc. Polaków deklaruje, że NA PEWNO nie pójdzie do wyborów, nie powinniśmy więc deklaracją bojkotu powiększać grona ludzi, którzy swoją nieobecnością przy urnie de facto decydują o sile fanatyków. Kultura partycypacji jest w Polsce i tak dramatycznie słaba. Nie niszczmy tych resztek zaangażowania, na których być może jest zawieszona dla nas nadzieja.

Ewka Błaszczyk

aktywistka na rzecz praw człowieka

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.