Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pytanie na nowy rok: czy granica polsko-białoruska to miejsce, gdzie władza testuje nasze przyzwolenie na przemoc?

Chcę zwrócić uwagę na jeden z aspektów kryzysu wykreowanego przez polityków na granicy polsko-białoruskiej.

Ze strony Łukaszenki to rodzaj demonstracji siły, która ma formę sterowanego przemytu zwabionych do Białorusi kobiet, mężczyzn i dzieci, których białoruscy pogranicznicy przepychają do Polski przez drut żyletkowy lub rzekę za pomocą bicia, szczucia psami, strzelania pod nogi, rażenia prądem. Polscy pogranicznicy wyłapują tych ludzi i wypychają z powrotem do Białorusi. Robią to mniej lub bardziej brutalnie.

Opisany wyżej sposób przekraczania granicy państwowej władze polskie nazywają „nielegalnym", używając także określenia „szturmowanie granic". Grupie Granica trudno jest znaleźć nazwę dla tego zjawiska z racji jego okrucieństwa, mówimy więc o łapankach, wywózkach, wypychaniu, push-backu, przekraczaniu przymusowym lub nieuregulowanym prawnie.

Ludzie, którzy znaleźli się na granicy polsko-białoruskiej, są w sytuacji przymusowej, nie mogą się z tego miejsca wydostać. W rezultacie po obu stronach uwięziona jest nieznana nam liczba osób. Nie sposób policzyć nawet tych po stronie polskiej z powodu blokady dostępu do informacji publicznej. Wydaje się, że po stronie białoruskiej, gdzieś na wysokości Kuźnicy, postawiono hangar, w którym ludzie są przetrzymywani, karmieni, a następnie w mniejszych, liczących kilkadziesiąt osób grupach, przepychani co jakiś czas, w różnych miejscach, na polską stronę. Ludzie, którzy znaleźli się po polskiej stronie granicy, wpadli w pułapkę - nie mają dachu nad głową, żywności, wody, pomocy medycznej. Ten stan trwa od połowy sierpnia. Jest to stan kryzysu humanitarnego.

Gdy media doniosły, że grupa osób przybyłych z Afganistanu została uwięziona po polskiej stronie w Usnarzu Górnym, na ratunek natychmiast ruszyły mieszkanki okolicznych wsi i organizacje, które od lat zajmują się pomocą uchodźcom, wniosły więc wcześniej zdobytą wiedzę prawniczą, doświadczenie w działaniach humanitarnych i znajomość języków.

W odpowiedzi na kryzys humanitarny powstała i już prawie pięć miesięcy działa od Suwałk po Włodawę świetnie zorganizowana, skomunikowana między sobą, z krajem i światem, kompetentna i skuteczna nieformalna struktura pomocowa.

Ma ona coraz większe wsparcie polskiego społeczeństwa oraz licznych instytucji i organizacji międzynarodowych.

Kryzys humanitarny oznacza, że zagrożone jest zdrowie i życie ludzi. Ludzie ci to kobiety, mężczyźni i dzieci znajdujący się po polskiej stronie granicy z Białorusią - w lasach, na terenach nadrzecznych, w Puszczy Białowieskiej, na bagnach, często od kilku dni lub tygodni, nierzadko wielokrotnie przepychani. Aby ich uratować, trzeba ich odnaleźć, nakarmić, przebrać, opatrzyć rany, zdarza się, że wyprowadzić z hipotermii, wpisać w formularze.

Idąc na pomoc, trzeba iść tak szybko, żeby wyprzedzić Straż Graniczną, i tak cicho, by nie ściągnąć jej uwagi.

To akcja w dzień i w nocy, w każdą pogodę, przy każdej temperaturze, a do ratowniczego wyścigu o ludzi wołających pomocy stają często młode kobiety uginające się pod ciężarem plecaków. Mają przeciw sobie opancerzonych w mundury mężczyzn z noktowizorami i długą bronią.

To, co się dzieje na polsko-białoruskiej granicy, wygląda jak skrzyżowanie partyzantki z podziemiem i nie mieści się ludziom w głowie. Znów to samo, tyle że teraz w lasach i w konspiracji są nasze dzieci. Znów ten polski ruch oporu, tyle że teraz piszą, wprawdzie nie po murach, lecz na chodnikach, nasze wnuczki i wnuki.

A władza działa tak, jakby się bała. Przecież nie tych kilku tysięcy wycieńczonych, zmarzniętych, ledwo żywych osób wypychanych na raty w małych grupach przez granicę. Ich obecność nie stanowi ani kryzysu migracyjnego, ani takiego zagrożenia dla polskich granic, które wymagałoby zmilitaryzowania pasa przygranicznego na długości 400 kilometrów.

Pod osłoną wprowadzonego na początku września stanu wyjątkowego, przedłużonego przez Sejm na kolejne dwa miesiące i ponownie przedłużonego do marca 2022 roku w trybie przyjętej przez Sejm specustawy, powstał poligon, którego garnizon ulokowano w Białowieży.

Szczególnego rodzaju perwersją jest zamiana historycznej stolicy Puszczy Białowieskiej na koszary wojskowe. Puszcza jest ostatnim w Europie kompleksem lasów naturalnych strefy umiarkowanej, unikalnym rezerwatem biosfery, bezcennym bankiem genów i substancji biochemicznych. Od 1976 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Przeszło cztery lata temu Obóz dla Puszczy stoczył zwycięską walkę z Lasami Państwowymi, które za pomocą harwesterów, forwarderów i ze wsparciem Straży Leśnej wycinały bezcenne drzewa i niszczyły wszystko, co rosło na ich drodze. Przypominam, że tę walkę Dawida z Goliatem Obóz dla Puszczy wygrał z Lasami Państwowymi przed Europejskim Trybunałem w Strasburgu.

Niewielkie grupy osób przedostające się przez granicę nie są zagrożeniem ani dla bezpieczeństwa państwa, ani dla bezpieczeństwa obywateli, ani dla porządku publicznego, nie ma więc żadnego uzasadnienia dla militaryzacji życia społecznego, pozbawienia ludzi swobód i praw. Pod hasłem bezpieczeństwa granic rządzący prowadzą politykę przemocy nie tylko wobec ubiegających się o ochronę międzynarodową cudzoziemców, ale także wobec polskiego społeczeństwa. Obok kryzysu humanitarnego mamy drugi kryzys polegający na dyskryminacji tysięcy kobiet, mężczyzn i dzieci mieszkających w pasie przygranicznym.

Jest to doświadczenie ekstremalne. Straż Graniczna, oddziały prewencji policji, czyli dawne ZOMO, oraz Wojska Obrony Terytorialnej kontrolują życie ludzi w strefie i poza nią według reguł przez siebie przyjętych, od których nie można się odwołać - są uzbrojeni, więc mogą! Mogą każdego zatrzymać i kontrolować dowolną liczbę razy, mogą być przy tym drobiazgowi i agresywni, mogą wchodzić do domów i je przeszukiwać, mogą położyć „na glebę" ludzi wychodzących z lasu poza strefą, przyłożyć broń do głowy, zrewidować i sfotografować treść z telefonów. Mogą jeździć do sklepów i w każdej innej sprawie wojskowymi pojazdami i nadawać przez megafon głośne komunikaty. Krążyć nad wioskami śmigłowcami i dronami.

Ten poligon wygląda jak poligon doświadczalny. Czy władza testuje wytrzymałość zwykłych ludzi? Czy bada aprobatę reszty społeczeństwa na dyskryminację wybranych grup? Tym razem grupą wybraną są mieszkańcy 183 miejscowości w województwach podlaskim i lubelskim oraz mieszkańcy terenów przyległych. Test przechodzą także funkcjonariusze Straży Granicznej, policji i żołnierze WOT. Nie wiemy, czy dostają pisemne czy też ustne polecenia i rozkazy przełożonych, może idąc na akcję do lasu czy poruszając się po wioskach, działają bez konkretnych poleceń, a tylko zgodnie z własnymi wyobrażeniami. Jeśli łamią prawo, to znaczy, że władza przetrąciła im kręgosłup.

Grupa Granica przedstawiła wstępne sprawozdanie z minionego roku. Widać, jak wielka praca została wykonana w obronie życia ludzi na granicy polsko-białoruskiej, w obronie praw człowieka, w obronie człowieczeństwa. Musimy jeszcze solidarnie stanąć przeciwko dyskryminowaniu osób mieszkających na pograniczu polsko-białoruskim. Nie da się żyć w cieniu śmierci, nie da się żyć w ciągłej gotowości, nie da się również żyć na poligonie i w stałym zagrożeniu. Szczególnie jeśli tak zmuszone są żyć dzieci. Musimy umieć rzetelnie opisać to, co się tam dzieje. Musimy to nazywać po imieniu, aby umieć się temu przeciwstawić.

To, co się dzieje na granicy polsko-białoruskiej, to kryzys humanitarny i kryzys przemocy systemowej. Coraz większa część polskiego społeczeństwa zdaje sobie z tego sprawę, organizując swoiste pospolite ruszenie wspierające działania ratujące życie. Dlatego nie mogę nie spytać radnych (zwłaszcza radnych PiS) Warszawy i Gdańska, dlaczego przegłosowali stanowiska i rezolucje, w których solidaryzują się ze Strażą Graniczną, Wojskiem Polskim i policją „ochraniającymi granicę Polski i Unii Europejskiej", pełniącymi „odpowiedzialną służbę", „strzegącymi granicy polsko-białoruskiej". Przypominamy też Komisji Europejskiej, że czekamy na odpowiedź na „List sześćdziesięciu trzech z granicy".

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.