Profesor Zdzisław Krasnodębski, choć należy do bliskiego kręgu skupionego wokół Jarosława Kaczyńskiego, tylko czasami wynurza się z anonimowości polityków drugiego rzędu, by jakimś mocnym sformułowaniem - z reguły skierowanym przeciwko Brukseli, a także Niemcom - zbulwersować na krótko opinię publiczną.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Portret człeka przypochlebnego

Nazwisko profesora Zdzisława Krasnodębskiego nie należy do często przywoływanych w toczącej się walce politycznej i sprzężonej z nią walce idei. Profesor, choć należy do bliskiego kręgu skupionego wokół Jarosława Kaczyńskiego, tylko czasami wynurza się z anonimowości polityków drugiego rzędu, by jakimś mocnym sformułowaniem – z reguły skierowanym przeciwko Brukseli, a także Niemcom – zbulwersować na krótko opinię publiczną.

Swoistą sławę zyskał też jako pasażer sławetnej AIR KUCHCIŃSKI, czyli darmowych lotów samolotem służbowym bywszego marszałka Sejmu. Niepowodzeniem zakończyła się przymiarka do kandydatury na prezydenta Warszawy, nie ziściły się też i inne działania o charakterze ambicjonalnym.

Jednak kilka tygodni temu profesora porwał istny powiew historii: Na początku grudnia, z nadania Kaczyńskiego, ale przede wszystkim zainteresowanego tym żywotnie Viktora Orbana, uczestniczył w organizacji w Warszawie europejskiego zlotu partii autorytarnych i półfaszystowskich. Pomińmy tu fakt, iż zaproszenie do Warszawy, w szczytowym okresie napięcia wokół Ukrainy, skrajnie antyukrańskiej popleczniczki Rosji Marine le Pen było ciężkim występkiem przeciw polskiej racji stanu.

Jednak Najwyższy Stwórca czuwający – niestety tylko czasami – nad Polską tym razem wybawił kraj nasz z grożących mu kłopotów. Zebrani nad Wisłą przedstawiciele europejskiej ultraprawicy zdrowo się pokłócili, nie dając się sensownie zorganizować, nie byli też w stanie dobitnie wyłożyć swych racji w komunikacie końcowym. Polskę ominął wiec wątpliwy honor stworzenia nowego „Układu warszawskiego" . Zaś Zdzisław Krasnodębski, współwinny klapy tej konferencji, pokazał raz jeszcze, iż ludzie przymilni i przypochlebni, choć mają racje bytu w polityce, nie są w stanie wywierać, jeżeli przyjdzie co do czego, koniecznych nacisków na stawiającą opór materię polityczną. Podobnie jak jego profesorski kolega, berliński ambasador Przyłębski, jest on mianowicie często bliski typowi „owcy w wilczym przebraniu".

Powinien to był wiedzieć i Kaczyński, gdyby tylko przyjrzał się dokładniej życiorysowi Krasnodębskiego. Od końca lat 70. bowiem przez prawie 20 lat Krasnodębski działał w bliskim kręgu żoliborskiego filozofa i organizatora nauki Krzysztofa Michalskiego, od którego to nauczył się korzystać z dotacji i stypendiów. Szedł jego śladem, służył mu, jak sam zresztą pamiętam, z gorliwą przymilnością i od niego też nauczył się w warunkach lat 80. specyficznej taktyki attentyzmu. Jak wykazał jednak odkryty zupełnie niedawno, ociekający pseudoneutralną śliskością, list do generała Kiszczaka, Krasnodębski potrafił na własną rękę układać się z umierającym stopniowo reżimem. W cieniu cieszącego się w Niemczech olbrzymim prestiżem Michalskiego i na fali żywego niemieckiego zainteresowania Polską Krasnodębski uzyskał w 1995 roku nowo stworzoną profesurę historii kultury polskiej i wschodnioeuropejskiej (rozszerzona potem o socjologię) na niezłym uniwersytecie w Bremie.

I tu zaczęły się schody. Krasnodębski nie bardzo poradził sobie z profesurą, miał nie najlepszą opinię pedagogiczno-naukowa wśród kolegów i nadzorował w ciągu 25 lat tylko dwa – bardzo zresztą słabe – doktoraty (przeciętny profesor niemiecki ma około 15 doktorantów). Sam był skłonny przyznawać, iż nie odniósł w Bremie sukcesu. Gdy przeszedł na emeryturę w 2019 roku, jego katedrę, będącą jedną z nielicznych „polskich" katedr w Niemczech, natychmiast zlikwidowano.

Swoje nadszarpnięte ego Krasnodębski postanowił podreperować, podczepiając się na początku nowego stulecia pod wschodzącą karierę Jarosława Kaczyńskiego. Referował uczenie i z górnolotną terminologią socjologiczną na sympozjach PiS-owskich i zaspokajał snobistyczną potrzebę Kaczyńskiego – którego jako jeden z pierwszych zaczął tytułować naczelnikiem - posiadania wokół siebie aprobującej go asysty jajogłowych. Wysłany do parlamentu europejskiego specjalizował się w konfrontacyjnej retoryce antybrukselskiej, nie przejawiał natomiast talentów ani chęci do zakulisowych negocjacji parlamentarnych.

I tu dochodzimy do jądra dręczącej mnie, istnej zagadki bytu: Dlaczego Kaczyński wybrał człowieka o takich predyspozycjach do okiełznania wybuchowych charakterów europejskiej ultraprawicy? A może genialny strateg żoliborski postanowił odpłacić Viktorowi Orbanowi za rozliczne zdrady i matactwa? Może już niebawem ktoś odsłoni rąbek tajemnicy?

Prof. dr. hab. Sergiusz Michalski

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Świetny tekst. Brawo, Dziękuję.
    już oceniałe(a)ś
    22
    0
    przypochlebny człowiek ostatecznie osiąga dno jak każdy piSSowiec
    już oceniałe(a)ś
    20
    0
    PieS ma kilku WYBITNYCH profesorów , Zybertowicza , min kultury Gliński, który chwali się, że nie przeczytał książki polskiej noblistki, nie wspomnę o Glapiński, ekonomiście który zaćmił słońce swoja inteligncją
    @bird34
    Jeszcze: Pawłowicz, Czarnek, Legutko, rodzice Dudy, Terlecki, Karski, Maliszewski, Szczerski. Dużo profesorów ma PiS.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    Piękne słowo przypochlebny zastąpiłabym popularniejszym: lizod...ec!
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    Błagam nie nazywajmy, nawet ironicznie!, śpiocha wielkim strategiem. Przecie on mały z każdej strony...
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    A może ?genialny strateg żoliborski?. No, z cudzyslowem lepiej zaraz. Podobnie z ?profesorem.?
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    mam nadzieję, że Profesor tak się nie podpisał, czyli dr z kropką ;) tylko jakiś Pan/Pani Redaktor...
    już oceniałe(a)ś
    5
    2
    Nienazarte, chciwe, spasione i zakompleksione STARUCHY z przerostem EGO-PROSTATY sa najgorsi ...
    Ze strachu przed smiercia zaklinaja rzeczywistosc wmawiajac wszystkim, ze sa niezastapieni ...
    EXITUS. Subito.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0