Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kilka tygodni temu przyjaciele przysłali mi maila z informacją o afgańskiej rodzinie przebywającej w ośrodku dla cudzoziemców w Łukowie. Opuściła Kabul pod koniec sierpnia tego roku, tydzień po wejściu talibów do miasta i przejęciu przez nich władzy w Afganistanie. Do Polski trafiła jednym z lotów zorganizowanych przez nasz rząd, kiedy USA i państwa NATO ewakuowały z Kabulu swoich sojuszników, dla których dalszy pobyt w kraju oznaczałby ryzyko więzienia, tortur, śmierci. 

Moi przyjaciele zapytali, czy mam pomysł na to, gdzie swoje CV może wysłać 40-letni doskonale wykształcony afgański dyplomata i dziennikarz, mąż i ojciec czworga dzieci - najmłodsze urodziło się już w Polsce. Starsze dzieci stawiają pierwsze kroki w polskiej szkole, ich mama jest w złym stanie psychicznym - tęskni za domem i bliskimi, których zostawiła w Afganistanie. 

Pomyślałam, że najbardziej pomogę, jeśli po prostu opowiem historię tej rodziny czytelnikom "Wyborczej". Wierzyłam, że ta historia ucieczki przed reżimem talibów, utraty dorobku życia i konieczności zaczynania wszystkiego od nowa poruszy Państwa do głębi podobnie jak mnie. 

Nie myliłam się. Słowa mojego rozmówcy zacytowane w rozmowie "Dzieciom powiedzieliśmy, że wyjeżdżamy na wakacje. Na lotnisku zrozumiały, że to nie taka podróż" uruchomiły falę dobra. 

Od kilku dni dostaję kolejne maile i wiadomości w mediach społecznościowych od osób gotowych pomóc tej rodzinie. Czytelnicy "Wyborczej" - z Polski i z zagranicy - oferują wsparcie rzeczowe i finansowe, są też propozycje pracy. Redakcyjny kolega, który już opiekuje się inną rodziną z Afganistanu, zaproponował, by obie rodziny się poznały, bo może staną się dla siebie ważnym wsparciem.

Czytelnicy dzielą się ze mną również potrzebą pomocy migrantom na granicy. "Zamiast robienia świątecznych paczek dla naszych klientów fundusze te chcemy przekazać na wsparcie ludzi, którzy ucierpieli m.in. na granicy polsko-białoruskiej" - napisał mi ktoś. 

Wymieniam te piękne gesty jeden za drugim, żeby dodać nam wszystkim nadziei w ponurym, złym czasie. Czy pamiętają Państwo słowa Macieja Stuhra, które napisał, gdy za jego zaangażowanie w pomoc uchodźcom zdewastowano grób należący do jego rodziny

"Każdy ma oczy i widzi dokąd zmierzamy i po której stronie jest. Bo być 'gdzieś pośrodku' naprawdę już się nie da. Pomagajmy, szerzmy dobro, hamujmy nienawiść zanim wszystkim nam zaleje oczy i serca!" - napisał aktor. 

Dziękuję wszystkim, którzy nie godzą się na bycie pośrodku, nie przyglądają się biernie złu, szerzą dobro. 

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.