Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z uwagi na represyjny układ w naszym kraju chciałbym sprawę przedstawić anonimowo - zaczyna czytelnik, opisując podwyżki w ochronie zdrowia.

Rząd pochwalił się, że podniósł wynagrodzenia w służbie zdrowia.

Jak to wygląda w rzeczywistości ?

1. Rząd rękoma NFZ około 20.11.2021 nakazał współpracującym placówkom (głównie rehabilitacji, ambulatoryjnej opiece specjalistycznej) podpisanie protokołów renegocjacji kontraktów, gdzie między innymi podniesiono stawkę za pkt rozliczeniowy. Stawka ta od chyba 2005 roku wynosiła 0,87 zł, w 2021 - 0,95 zł, a teraz miała wynieść 1,10 zł (łał!!) .

2. Zmiana z pkt 1. spowodowała kompletną dewastację (bez przesady!) rozliczeń za listopad 2021, gdyż w krótkim czasie należało wyprodukować nowe dane do NFZ z nowymi stawkami, w przeciwnym wypadku placówki nie otrzymałyby żadnego wynagrodzenia. Aplikacje komputerowe podmiotów podobnie jak  NFZ nie były na to przygotowane.

3. Pkt 2 spowodował, że w skali kraju setki godzin zajęło placówkom dostosowanie się do nowej sytuacji. Za pracę trzeba było zapłacić, podobnie jak za zmiany do aplikacji komputerowych. I to wszystko w trybie dziś albo nigdy.

4. Teraz zaczyna się najlepsze. "Podwyżka" opisana w pkt 1-3 po cichu ucinała istniejące od czasów ministra Mariana Zębali podwyżki dla pielęgniarek. NFZ oświadcza, że te 1,10 zł ma zrekompensować to ucięcie. Jak dobrze policzyć, podwyżka stawki dla placówek jest minimalna (o ile jest w ogóle). W niektórych przypadkach zmiana umowy może oznaczać również obniżkę stawki. Zresztą jeśli wziąć pod uwagę inflację - stawki realnie spadły.

5. Słyszymy tuby propagandowe, że nie ma limitów narzucanych w przyjęciach. Czyli placówki mają sobie liczbą pacjentów wypracować środki na przeżycie. To dlaczego w umowach są limity?

6. PiS wyśmiewał Arłukowicza, że chciał zamykać szpitale, tymczasem za chwilę wiele podmiotów z tej branży zniknie z rynku.

Zresztą rząd wciąż ma nowe pomysły, jak dowalić służbie zdrowia. Choćby przez ustawowe zobowiązanie do prowadzenia Elektronicznej Dokumentacji Medycznej EDM w postaci niespotykanej na skalę światową (nie chodzi o eRecepty czy eZwolnienia, ale o eDokumentację). Nie znam osoby, która otrzymałaby eDokumentację z systemu MZ, głównie ze względu na biurokrację towarzyszącą tej elektronicznej wymianie danych. Czyli jest jakiś magiczny system, za który każdy lekarz prowadzący nawet jednoosobową praktykę musi płacić, i to niemało. Ten EDM to maszynka napychające kieszenie firmom współpracującym z MZ na wiele lat.

Czytelnik

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.