Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czytelnicy, nawet ci krytyczni, są naszymi sojusznikami w sporze z zarządem Agory.

Nie istnieję bez "GW"

"Gazeta" to ja. Czytam od pierwszego numeru. Czyta mój mąż, podbiera regularnie 16-letnia córka, młodszej czytamy fragmenty. Nie istnieję bez "GW". Bez względu na to, co dzieje się wokół, tu zawsze znajduję ludzi myślących tak jak ja. "Wyborcza" jest moim azylem, intelektualnym drogowskazem. Michnik to mój autorytet moralny. Boję się, bez "Wyborczej" nie ma mnie. Zrobię wszystko, abyśmy przetrwali. Trójkę zniszczono, ale wspieram Radio 357 i RNŚ po równo, i mam tę starą Trójkę nadal w domu. Podobnie będę wspierać "GW".

Ada Michalik z Wrocławia

Nie chcemy powtórki z Trójki

Trzymam kciuki za moją "Gazetę". I za wszystkich ludzi, którzy tworzą ją. Mam nadzieję, że konflikt zostanie zażegnany i nie będziemy my, czytelnicy, postawieni przed wyborem takim jak słuchacze Programu Trzeciego Polskiego Radia.

Czytelniczka

Bez Adama Michnika"GW" nie byłaby tym, czym jest

Jestem czytelnikiem "Gazety Wyborczej" od jej pierwszego numeru i nie wyobrażam sobie dnia bez NASZEJ "Gazety", którą od 10 lat czytam w postaci cyfrowej. Wyrażam pełne poparcie stanowiska redakcji w konflikcie z Agorą.

Prowadzę firmę, ale nie mam żadnych wątpliwości, że podnoszenie kwestii niesubordynacji pracowników wobec pracodawcy w odniesieniu do Waszej Gazety jest absolutnie nie na miejscu.

Bez Adama Michnika i zgromadzonych przez niego współpracowników "GW" nie byłaby tym, czym jest, i nie byłoby też Agory i jej niewątpliwego sukcesu biznesowego.

Jestem całym sercem z Wami.

Serdecznie pozdrawiam Panów Adama Michnika i Jarosława Kurskiego oraz całą Redakcję!

Ryszard Skoczylas

PS Do dzisiaj nie mogę sobie darować, że na przełomie 1970/71 nie poszedłem na spotkanie z Adamem Michnikiem w Krakowie przy ul. Floriańskiej. Byłem wtedy na pierwszym roku studiów i zwyczajnie się bałem, że mnie wyrzucą. A Pan Adam nie bał się ani za Gomułki, ani nigdy potem.

Panie Adamie, wielki szacunek!

Mam nadzieję, że misja wygra z bezwzględną logiką rynku

Jestem czytelnikiem "Gazety Wyborczej" z doskoku, tzn. czytam wszystkie artykuły dostępne bez konieczności wykupienia subskrypcji. Przeczytałem zatem wszystkie listy odnoszące się do sporu "Gazety Wyborczej" z zarządem Agory. Gorąco wspieram stanowisko dziennikarzy, którzy wystąpili w obronie możliwości realizowania etosu redakcji.

Jednak uważam, że to w "Gazecie Wyborczej" leży przyczyna sporu. Po pierwsze, to założyciele "Gazety Wyborczej" (czyli również dziennikarze) zdecydowali o modelu biznesowym gazety i powołaniu spółki Agora S.A. Nie dziwię się tej decyzji, bowiem w założeniu miało to oznaczać, że "Gazeta" będzie miała silną pozycję finansową na rynku, co umożliwi realizację niezależnego dziennikarstwa. Po drugie, to "Gazeta Wyborcza" wychowała obecny zarząd Agory. To światopogląd reprezentowany przez linię redakcyjną pisma wpłynął na czytelników, w tym również członków zarządu.

Jaki to światopogląd? W największym skrócie "Gazeta Wyborcza" od początku istnienia wspiera ład demokratyczny, wolność światopoglądową, ale także wolność w rozumieniu "wolnego rynku". Do tej pory, czyli do momentu kryzysu na linii zarząd – redakcja, ta struktura światopoglądowa była spójna, a w każdym razie nie było widać napięć. Jednak w założeniach stojących za doktryną wolnego rynku stoi pewne ograniczenie. W podręcznikach klasycznej i neoklasycznej (czyli głównego nurtu) ekonomii wykłada się, że celem działalności przedsiębiorstwa jest maksymalizacja majątku właścicieli firmy. To dictum jest dewizą logiki rynkowej, czyli działania kapitalizmu. Na pierwszy rzut oka jest to dewiza, która jest neutralna światopoglądowo (np. etycznie). I tak w dużej mierze jest. Działania i procesy, które służą "maksymalizacji majątku właścicieli", są wspierane przez przedsiębiorstwa. Co innego, gdy działania i procesy nie są z tym zgodne. Wtedy muszą być one wyeliminowane (w innym przypadku działałoby się na szkodę firmy). W tym znaczeniu do pewnego stopnia da się pogodzić logikę wolnego rynku z realizacją pracy w danym obszarze społecznym. Ale tylko do pewnego stopnia. Działanie w danym polu ma inną logikę niż logika rynku.

Moim polem jest nauka. Działanie naukowe jest innym działaniem niż działanie rynkowe. Argument neoliberalny jest taki, że przecież kapitalizm nie wyklucza nauki, a nawet ją wspiera. To znaczy, że można być naukowcem lub naukowczynią, a z drugiej strony można czerpać korzyści finansowe z tej działalności. Ale znów, do pewnego momentu. Jeśli matematyk teoretyczny chciałby zająć się ważnym i trudnym, nierozwiązanym problemem, to musi się głęboko nad tym zastanowić. Jeśli chce zachować miejsce pracy na uczelni, to musi opublikować ileś artykułów w danym czasie (co jest podyktowane logiką rynku). Próba rozwiązania trudnego i ważnego problemu może stać w sprzeczności z koniecznością publikowania. Zatem prawdopodobnie zaniecha pracy nad tym zagadnieniem i wybierze coś, co będzie miało większe prawdopodobieństwo realizacji w danym czasie, ale będzie mniej ważne dla nauki. Oznacza to, że kapitalizm nie tyle uniemożliwia pracę naukową, ale ją ogranicza i wykrzywia. Etos naukowy możliwy jest do realizacji tylko w ograniczonym zakresie.

Podobnie jest z dziennikarstwem. Logika rynku nie uniemożliwia rozwijania etosowego dziennikarstwa, ale je ogranicza. W sporze "Gazety Wyborczej" z zarządem Agory ujawniło się to ograniczenie. Dlatego nie zgadzam się z argumentem red. Adama Michnika, że działania zarządu idą w sukurs partii rządzącej. Za tym sposobem rozumowania kryje się teoria spiskowa.

Zarząd nie jest antydemokratyczny i nie wspiera antydemokratycznych działań. On jedynie kieruje się logiką rynku (czyli maksymalizacją majątku akcjonariuszy Agory). Inną sprawą jest to, czy działania proponowane przez zarząd faktycznie przyczyniłyby się do maksymalizacji majątku właścicielskiego. 

Można zatem założyć dwa scenariusze: że zarząd ma rację lub że jej nie ma. Tak czy owak, dziennikarze "Wyborczej" mogą przecież uznać rację zarządu i dalej realizować (ograniczone) etosowe dziennikarstwo. Nie zgadzając się z zarządem, redakcja wypowiedziała logikę rynkową. Mam nadzieję, że za tym gestem pójdzie również zmiana w wykładni światopoglądu pisma i że "Gazeta Wyborcza" nie będzie dalej wspierać bezwarunkowo doktryny neoliberalnej.

Trzymam kciuki nie tylko za powodzenie w sporze z zarządem, ale także za (auto)refleksję twórców "Gazety Wyborczej". Mam nadzieję, że wygra misja (etos) z bezwzględną logiką rynku.

Sojusznik

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.