Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wywiad Pauliny Nodzyńskiej z psychoterapeutą  Maciejem Roszkowskim "Dzień covidowej żałoby narodowej" zawiera w pewnym punkcie porównanie zgonów covidowych do ofiar wojennych:

"Trudno utrzymać poruszenie zgonami i śmiercią przez długi czas. To zostało już zaobserwowane w kontekście wojen czy innych pandemii. Ludzie giną? No, giną. Zamieniają się w jakieś abstrakcyjne liczby".

W moim odczuciu jest to takie korporacyjno-wilczokapitalistyczne myślenie wyłącznie w kategoriach zysków i strat. Zysk: nie podejmuję ryzyka skutków ubocznych, odmawiając szczepienia. Straty: to jacyś  ludzie.

Według naukowców, w tym Robina Dunbara, ewolucyjnie funkcjonujemy świadomie w grupie ok. 150 osób, jesteśmy w stanie ogarnąć świadomością istnienie ok. 500 osób - powyżej tej liczby ilości stają się dla większości społeczeństwa abstrakcyjne.

Inaczej jest z imionami i nazwiskami - stąd listy poległych. Najlepiej ze zdjęciami i miejscem pochodzenia. Może już czas drukować codziennie listy poległych na COVID w prasie? Wywieszać tygodniowe imienne listy zmarłych na drzwiach instytucji, kościołów, na tablicach ogłoszeniowych?

Odczytywać nazwiska ofiar codziennie na Rynku Starego Miasta w Warszawie i w centralnych punktach wszystkich innych miast i miejscowości w Polsce?

Gubię się w domysłach, jak trafić do połowy społeczeństwa lekceważącej lub otwarcie kontestującej pandemię, bo u rządu - wszyscy już to wiemy - nie ma co szukać pomocy,

Ilona Yovkova

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.