Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chronię się, jak mogę - maseczka, szczepienia itd.

Ale w jaki sposób mogę się zabezpieczyć, kiedy codzienne zakupy podaje mi antyszczepionkowiec? Przecież ja nie wiem, jakie ma poglądy obsługa w piekarni, w warzywniaku, w sklepie z wędliną. Mogę nie iść do kina czy teatru, ale jeść coś trzeba. Mogę zamówić do domu, ale nie wiem, kto mi to zamówienie przyniesie. Tak naprawdę nie wiem, kto pakuje żywność. Czy ktoś się nad tym zastanawiał, czy to nie jest jedno ze źródeł przekazywania choroby!

W przemyśle spożywczym, w restauracjach, barach - pracownicy "frontowi" i z zaplecza muszą mieć aktualne "książeczki zdrowia", ale nie ma tam przecież szczepienia przeciw COVID-19. Ktoś, kto chce pracować w takich miejscach, musi robić okresowe badania i nikt tego nie traktuje jako wykluczenia. Te badania są oczywistością.

O dowolności szczepień może mówić tylko ktoś, kto żyje w wieży w kości słoniowej albo w jakimś bajkowym świecie, wyśnionym w bezsenne noce.

Stała czytelniczka - Halina

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.