Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W wydaniu internetowym "Wyborczej" ukazał się artykuł panów Andrzeja Krajewskiego i Krzysztofa Bobińskiego o kontroli wyborów.

Niestety, panowie nie wiedzą o Obywatelskiej Kontroli Wyborów (OKW) organizowanej przez KOD od kilku lat i wyważają otwarte drzwi. Uczestniczę w tej akcji i wiem, że jest dobrze zorganizowana. Mężowie zaufania kontrolujący pracę komisji są szkoleni przez prawników przed każdymi wyborami. Podstawowym  problemem OKW jest mała liczba chętnych. W ostatnich prezydenckich wyborach w województwie lubuskim było nas około 100 osób na ponad 2000 komisji wyborczych.

"Wyborcza" mogłaby rozpropagować tę akcję, ale nie wierzę, by zebrało się – jak postulują panowie Krajewski i Bobiński – 60 tysięcy. Co prawda, moim zdaniem nie potrzeba tylu ludzi na 27 tysięcy komisji wyborczych, ale nawet zebranie 27 tysięcy może być trudne.

Wbrew temu, co piszą obaj panowie, z moich doświadczeń wynika, że sfałszowanie wyborów na poziomie lokalnej komisji wyborczej jest bardzo trudne, niemal niemożliwe, z dwu powodów. Po pierwsze, w skład komisji wyborczych wchodzą przedstawiciele różnych partii i ludzie o różnych poglądach, którzy nawzajem się kontrolują. Po drugie, liczba kart wyborczych musi się co do jednej zgadzać z podpisami na listach wyborców i bardzo trudno fałszerstwo technicznie zorganizować. Musiałaby w tym uczestniczyć cała komisja i musiałoby zrobić to co najmniej kilkaset komisji. Jednym słowem, moim zdaniem, fałszerstwo wyborcze może być dokonane tylko na wyższym poziomie.

Żeby temu przeszkodzić, opozycja musi znać wyniki wyborów niezależnie od PKW. Oczywiście, służy temu akcja OKW, ale nie pokryje większości komisji wyborczych. Mam pomysł, jak temu zaradzić. Każda gmina, ma protokoły komisji wyborczych. Gdyby udało się przekonać większość prezydentów, burmistrzów i wójtów, żeby przesłali pliki lub skany tych protokołów do zorganizowanych przez partie opozycyjne centrów kontroli wyborów, np. w każdym województwie, i policzenie głosów niezależnie od PKW, uniknęlibyśmy możliwości fałszerstwa. Próbuję zainteresować tym pomysłem różnych polityków opozycyjnych, ale bez skutku. Wydaje mi się, że nie rozumieją problemu.

Mariusz Zieliński

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.