Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Polska to niedziałający kraj. Nie ma w nim ani prezydenta, ani premiera, ani rządu, ani policji. Nikt nie podejmuje sensownych decyzji dotyczących pandemii (te, które zostały podjęte, to przecież jawna manipulacja), dotyczących szkół (dlaczego mój 13-letni zaszczepiony syn już drugi raz spędza czas przed komputerem, zamiast być wśród rówieśników), dotyczących granicy wschodniej, bo przecież nie jest to problem rozwiązany, dotyczących inflacji, która nasze portfele ogołaca w ciągu kilku dni, dotyczących funduszy unijnych.

Czy to działający kraj, w którym prezydent z uśmiechem wypowiada się na temat niechęci do obowiązkowych szczepień, powołując się na niezależność natury Polaków... to przecież kontynuacja myśli o nieuznawaniu szczepień w ogóle. Czyli głowa niedziałającego państwa nie słucha specjalistów.

A jak wiadomo z historii, niedziałające kraje są łatwym łupem, jak również kraje, w którym inteligencję - naukowców, lekarzy, prawników - ma się za nic. I być może takim państwem stanie się wkrótce ten kraj.

Oddech zza wschodniej granicy już wyczuwalny, południowa bez perspektyw, zachodnia nie napawa optymizmem.

Czy rozdziobią nas kruki i wrony… i czy staniemy się rannym, kulawym koniem, który będzie opędzał się od natrętnych ptaków? To ostatnia wizja opowiadania Żeromskiego. Oby się nie ziściła.

Dlaczego historia niczego nas nie uczy nas?

Joanna Krawczyk

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.