Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List otwarty Zbigniewa Bujaka, Władysława Frasyniuka i Bogdana Lisa 

Ostatnio w debacie publicznej pojawiła się koncepcja zorganizowania okrągłego stołu. Inicjatywa ta odwołuje się do polskiego fenomenu historycznego sprzed trzydziestu dwóch lat. 

Przesłankami krótkoterminowymi uzasadniającymi potrzebę zwołania obrad możliwie najszerszej reprezentacji politycznej mają być, zdaniem pomysłodawców:

- po pierwsze - faktyczna utrata większości koalicji rządowej i jej zaostrzający się spór wewnętrzny, 

- po drugie - wysyłane z pałacu prezydenckiego sygnały rzekomej niezgody na kolejną transzę "reform" sądowych ministra Zbigniewa Ziobry oraz

- po trzecie -  rzekome spotkania pierwszej prezes Sądu Najwyższego z prawidłowo powołanymi sędziami tegoż sądu, co ma mieć związek z rzekomym poszukiwaniem jakiegoś racjonalnego programu naprawczego systemu sprawiedliwości. 

W demokracji utrata większości przez koalicję rządową skutkuje albo rządami mniejszościowymi, albo w drodze konstruktywnego votum powoduje zmianę koalicji, albo, w ostateczności, doprowadza do przedterminowych wyborów. 

Prezydent RP dysponuje prawem veta wobec wszelkich przyjętych przez parlament ustaw, a także prezydencką inicjatywą legislacyjną. Spotkania prezes sądu z sędziami trudno uznać za fakty o znaczeniu ustrojowym. 

Oczywiście, tak opisana sytuacja wyjściowa jest kolejną odsłoną odgrywanego spektaklu politycznego, gdzie "utrata większości" jest chwilowym przesileniem w walce o wpływy i beneficja, sygnał z pałacu prezydenckiego może się okazać co najwyżej odruchem instynktu samozachowawczego, a informacja o spotkaniach pani prezes nie znajduje potwierdzenia w faktach.

Przesłankami średnioterminowymi dla inicjatywy zwołania okrągłego stołu ma być rzekoma przestrzeń dla negocjacji przyszłej formuły kohabitacji, przy założeniu, że obecna opozycja przejmie władzę, a prezydent wraz z trybunałem Julii Przyłębskiej wykorzysta narzędzia umożliwiające im storpedowanie wszelkiej aktywności legislacyjnej.

Z rzetelną propozycją przeprowadzenia obrad okrągłego stołu wystąpić może jedynie strona, która pomimo tego, że dysponuje całym aparatem państwa, uznaje, że jest on niewystarczający do rozwiązania zidentyfikowanych problemów.

Zaproszenie do uczestnictwa w debacie ma na celu "przebicie szklanego sufitu" dostępnych sił i środków w trojakim sensie: rozwiązań spoza dotychczasowego instrumentarium, mechanizmu współodpowiedzialności oraz poszerzenia bazy społecznej. Jak dotąd ze strony koalicji rządowej nie został wysłany żaden istotny sygnał wskazujący na to, że w celu rozwiązania obecnych problemów widzi konieczność zainicjowania takich obrad.

Postrzeganie inicjatywy marszałek Elżbiety Witek oraz spotkań przedstawicieli opozycji z wiceministrem zdrowia Waldemarem Kraski jako zapowiedzi "okrągłego stołu" jest niebezpieczną nadinterpretacją.

Kwestia "zarządzania energiami społecznymi" będąca istotą inżynierii społecznej Jarosława Kaczyńskiego doprowadziła do sytuacji, w której energia ta staje się coraz bardziej nadużywanym, a jednocześnie wyczerpującym się źródłem mocy. Ile wysiłku obywatelskiego ostatnich lat nie przyniosło oczekiwanych skutków? Ile inicjatyw okazało się efemerydami? Jak bardzo powiększyła się społeczność "emigrantów wewnętrznych"?

W czasie, gdy nie sposób oszacować poziomu lęków wynikających z pandemii, kryzysu klimatycznego oraz wyczerpywania się dotychczasowego porządku świata, igranie przez despotów z emocjami społecznymi jest najwyższą nieodpowiedzialnością.

Ale taką samą odpowiedzialność za zarządzanie energiami społecznymi mają ci, którzy aspirują do przejęcia władzy. A nawet publicyści, którzy te energie chcieliby uruchomić. 

Zwłaszcza w dobie, kiedy stopień "rozwibrowania" naszej globalnej wspólnoty najlepiej uświadamiają nam reakcje rynków na omikron, mutację, o której dopiero czegoś się dowiadujemy.

Jako liderzy czasu walki o ZMIANĘ oraz uczestnicy obrad Okrągłego Stołu apelujemy, aby formułę okrągłego stołu zachować do rozwiązywania naprawdę wielkich konfliktów, zawierania historycznych porozumień, umów o ustrojowym charakterze i geopolitycznych konsekwencjach. 

Drogą do realizacji aspiracji tych obywateli, którzy swoje nadzieje lokują raczej po stronie obecnej opozycji niż zjednoczonej prawicy, jest: 

 - po pierwsze - zwycięstwo w najbliższych wyborach parlamentarnych,

 - po drugie, dla potrzeb rozwiązywania obecnych polskich problemów - przeprowadzenie rzetelnego  bilansu otwarcia, a przy dalej pogłębiającej się polaryzacji - powołanie Komisji Prawdy i Pojednania w celu uwspólnienia państwa,

 - po trzecie, dla wyzwań zmieniającego się świata - wykorzystanie wszelkich metod partycypacyjnych do wypracowania NOWEJ UMOWY SPOŁECZNEJ.

Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bogdan Lis

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.