Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wpis z fb publikujemy za zgodą autora.

Nie pamiętam, jak się nazywał tamten chłopak, stał przy turystycznym stoliku na rogu 3 maja i Kościuszki w Rzeszowie, na którym rozłożonych było kilkadziesiąt egzemplarzy czegoś zupełnie nowego, ze znaczkiem "Solidarności" - bezcennym naonczas skarbem. Tłum, który go otaczał, kazał myśleć, że to coś cholernie ważnego. Stos gazet topniał w przyspieszonym tempie, spojrzałem błagalnym wzrokiem - znał mnie chyba z liceum - podał mi ponad tłumem jeden egzemplarz: Wpadnij jutro, jutro zapłacisz - rzucił z uśmiechem. I wpadłem, i tak wpadam od 8 maja 1989 roku, bo każdy dzień bez "Wyborczej" jest dniem straconym.

Dla młodszych czytelników - w 1989 roku nikt nigdzie nie napisał na żadnym fejsie czy innym Twitterze, czym jest "Gazeta Wyborcza", bo ich nie było - pisała o tym tylko sama "Wyborcza", pisała bez kompromisów, twardo - wtedy jeszcze pod presją cenzury. To było takie światło w powodzi kłamstw i manipulacji - dzisiaj nazwalibyśmy je medialnymi fake newsami na miarę TVP Info, a wtedy mówiliśmy po prostu propaganda.

I tak się z "Wyborczą" związałem prywatnie, czytając i chłonąc na dobre i złe przez ponad trzydzieści lat.

I ja doskonale wiem, że biznes nie rozumie sentymentów, nie rozumie też prehistorycznych wspomnień, ale biznes powinien zrozumieć, że ja - Kuba Karyś - przewodniczący Komitetu Obrony Demokracji, dziennikarz, członek Towarzystwa Dziennikarskiego - nie jestem w tym osamotniony. I ja wiem, że to jest Wasza Gazeta, Wasza Agora i Wasz biznes, ale jak w 50 tys. ludzi staniemy w obronie naszej wspólnej "Gazety Wyborczej", to nie będzie w tym nic dobrego - nie tylko dla Was, ale przede wszystkim dla Polski.

Przeczytajcie ten wstępniak: „Ludzie pytają: co będzie dalej? Co będzie za cztery lata? Żeby było inaczej i lepiej, musimy te wybory wygrać. Widzę, że każdego dnia szanse nasze rosną i co raz lepiej dajemy sobie radę. Z „Gazetą" pójdzie nam jeszcze lepiej." Te słowa Lecha Wałęsy wydrukowaliście w pierwszym numerze. Te słowa zapamiętajcie na zawsze, bo jakby się historia Lecha i "Gazety" nie potoczyła, to dzisiaj jesteśmy na wspólnym zakręcie, którego nie możecie zlekceważyć. Bo przestaniecie istnieć. Bez najmniejszych wątpliwości.

Droga Agoro, kochana "Gazeto" - ten publiczny spór nie służy nikomu oprócz Waszych i Naszych wrogów - wrogów, bo to już nie są nieprzyjaciele. Ten publiczny spór służy tylko tym, którzy - jeśli nie rozwiążecie Waszych problemów - unicestwią Was bez wahania, najmniejszych wątpliwości i bez żadnej możliwości obrony. Dzisiaj dla Nas wszystkich "Gazeta Wyborcza" jest wielką legendą, a jutro może zniknąć, choć nie wierzę, że to piszę, ale boję się, że nie zdajecie sobie z tego sprawy.

Kochani,

"Gazeta Wyborcza" to w pewnym sensie nasze dobro narodowe i ja doskonale wiem, że prawdziwy biznes tego nie rozumie, ale uwierzcie, że Adam Michnik przyciąga tłumy, a bez niego staniecie się najzwyklejszym portalem internetowym, którego nikt nie będzie chciał czytać, bo znam co najmniej dwa/trzy lepsze. Stracicie unikatowość. Tę unikatowość daje Wam Michnik, Kurski i inni Przyjaciele, którzy chcą "Gazety Wyborczej" bronić.

Tak jak my.

I uwierzcie - obronimy.

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.