Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W zamierzchłych czasach logo "Gazety Wyborczej"było opatrzone dewizą „nie ma wolności bez solidarności", ostatnie słowo pisane było „solidarycą", ale nie tylko o ruch czy związek zawodowy chodziło. Wolność i solidarność były podstawowymi wartościami, jakie przyświecały matkom i ojcom założycielom "Gazety". Dla mnie, który dołączył do zespołu we wrześniu 1989 roku, a potem wymyślił dodatki regionalne i uruchomił pierwszy w Kielcach, były te dwa słowa jak dwie źrenice oczu.

Dzisiaj przeglądam konta fejsbukowe dawnych i obecnych pracowników "Gazety", z którymi jestem na FB „zaznajomiony". Na temat tego, co się obecnie dzieje - cisza. Jeden czy dwa głosy wyrażające zażenowanie „sporem w rodzinie" i oczekiwanie na zgodę. „Zgoda, zgoda, niechaj każdy rękę poda".

Dla mnie, drodzy koledzy, drogie koleżanki, prawda leży tam, gdzie stoi Adam Michnik. Na pewno w tej sprawie. I nie śmiejcie się ze mnie, proszę was.

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.