Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jesteśmy w sytuacji granicznej – próba opisu rzeczywistości

Rządzący państwami politycy nie tylko nie potrafią zmierzyć się z wielkimi problemami, przed którymi stoi ludzkość, ale dodatkowo generują konflikty. Ofiarą tych konfliktów jest zawsze ludność cywilna.

Gdy media upowszechniły informacje z Usnarza Górnego, społeczeństwo polskie znalazło się w sytuacji granicznej – w sytuacji świadka. Na naszych oczach na granicy polsko-białoruskiej rozegrał się i dalej rozgrywa dramat, w którym jedni są ofiarami, a inni wykonawcami i sprawcami, że posłużę się językiem dobrze już ugruntowanym w historii.

To, co w wieloraki sposób dzieli społeczeństwo, nie zmienia faktu, że wszyscy jesteśmy istotami obdarzonymi rozumem, wolną wolą i sumieniem, czyli prawem moralnym, które jest w nas. Przywołuję dobrze znane pojęcia, by spróbować uporządkować, zrozumieć i opisać rzeczywistość, której doświadczamy. Jeśli posłużymy się rozumem, czyli wiedzą, wolną wolą i sumieniem, to opis rzeczywistości może wyglądać tak:

Na granicy polsko-białoruskiej kolejny miesiąc dzieją się rzeczy, które kodeks karny (art. 118a) określa jako zbrodnie przeciw ludzkości:

„Kto, biorąc udział w masowym zamachu lub choćby w jednym z powtarzających się zamachów skierowanych przeciwko grupie ludności podjętych w celu w wykonania lub wsparcia polityki państwa lub organizacji: (1) dopuszcza się zabójstwa, (2) powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu człowieka, (3) stwarza dla osób należących do grupy ludności warunki życia grożące ich biologicznej egzystencji, w szczególności przez pozbawienie dostępu do żywności lub opieki medycznej, które są obliczone na ich wyniszczenie, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności".

Wykonawcami skierowanej przeciwko uchodźcom polityki państwa polskiego są funkcjonariusze Straży Granicznej. Robią to, mimo iż art. 63 Ustawy o Straży Granicznej wyraźnie im tego zabrania: „Funkcjonariusz obowiązany jest odmówić wykonania rozkazu lub innego polecenia, jeśli wykonanie rozkazu lub innego polecenia łączyłoby się z popełnieniem przestępstwa".

Bezpośredni wykonawcy wspierani są przez różne, częściowo nieoznakowane formacje Wojska Polskiego, różne, bywa, że nieumundurowane formacje policji, oraz przez tych mieszkańców terenów pogranicznych, którzy poszli na współpracę z władzą.

Coraz mniej informacji

O ofiarach rozgrywającego się konfliktu, jeśli tylko chcemy, to możemy wiedzieć naprawdę wiele. Media pełne są relacji osób, które już czwarty miesiąc, w pasie od Augustowa do Siemiatycz i Włodawy, w dzień i w nocy docierają do ofiar z pomocą humanitarną i prawną. Są to przede wszystkim osoby z organizacji, które od lat pomagają uchodźcom, stąd ich wysokie kompetencje. Współpracują ze sobą w ramach Grupy Granica i Fundacji Ocalenie. Są to również dołączające na różnych etapach mieszkanki i mieszkańcy obszaru przygranicznego oraz aktywistki i aktywiści z całej Polski. Do niedawna wszystkie te osoby informowały wyczerpująco o dramacie ofiar, choć nie były w stanie podać rzeczywistej skali.

Od kilku dni, wraz z narastającą militaryzacją terenu, przekazują coraz mniej informacji i ta cisza coraz bardziej przeraża. Gdzie są ludzie, którzy jeszcze niedawno wzywali pomocy? Czy udało im się wydostać z pułapki? Czy udało się im przeżyć?

Wiemy, że niewielka część znalazła się w zamkniętych i dobrze strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców. Ośrodki te zamknięte są także przed opinią publiczną, więc nie wiemy, co jest w środku, ale z zewnątrz wyglądają jak więzienia. Już w sierpniu były pełne, a niektóre przepełnione. Jaki jest los osób tam osadzonych, czy dotrze do nich pomoc humanitarna, choćby tylko żywność i odzież, co się dzieje z dziećmi, osobami chorymi, co dzieje się z osobą ze zdiagnozowanym zespołem stresu pourazowego – to są pytania, na które szukają odpowiedzi Grupy Granica i Fundacji Ocalenie, szczególnie jeśli osoby wnioskujące o ochronę międzynarodową podpisały im pełnomocnictwa.

Systematycznie wzrastająca militaryzacja życia społecznego powoduje, że coraz mocniej zaciska się pętla wokół mieszkanek i mieszkańców uwięzionych w strefie stanu wyjątkowego, osób mieszkających w pasie przygranicznym oraz aktywistek i aktywistów.

Powiedzieć, że obecność służb siłowych niszczy życie codzienne, to nic nie powiedzieć. Ich obecność, czego liczne opisy znajdujemy w mediach społecznościowych, odbiera w strefie i na pograniczu nie tylko prawo do codziennego życia, ich obecność generuje stan zagrażający życiu.

Pod raczej nieformalną, ale czytelną osłoną służb i funkcjonariuszy publicznych ogłaszają przystąpienie do działań osoby lub zorganizowane grupy, które będą chciały się ukryć pod kryptonimem „nieznani sprawcy". Niektórzy z nich już przystąpili do działania, co odczuli boleśnie nie tylko Medycy na Granicy.

Patriotyczne wzmożenie

Tych, którzy śledzili brutalne ataki Straży Leśnej na obrończynie i obrońców Puszczy Białowieskiej, przerażeniem napawa informacja o mobilizacji, którą kilka dni temu ogłosił pełniący obowiązki dyrektora generalnego Lasów Państwowych Józef Kubica: „Funkcjonariusze Straży Leśnej z nadleśnictw w całej Polsce zostaną skierowani do jednostek nadgranicznych. W porozumieniu z dowództwem Wojska Polskiego, Straży Granicznej i policji będą wspomagać służby mundurowe w kontrolowaniu granicy. Strażnicy leśni dysponują odpowiednim doświadczeniem, sprzętem obronnym i pojazdami".

Umocniona drutem żyletkowym granica jest w ostatnich dniach naprawdę dobrze kontrolowana. Ludzi ukrywających się w przygranicznym pasie już prawie nie ma. Jeśli stronie białoruskiej uda się ich przepchnąć przez druty, to liczne na granicy polskie wojsko bez trudu je wyłapuje. Ludzie przedzierający się w ostatnich miesiącach przez puszcze, lasy i bagna i wielokrotnie brutalnie wypychani na granicę albo już wcześniej wydostali się z pułapki, albo zostali wyłapani, albo nie żyją.

To może być prawdziwym powodem mobilizacji Straży Leśnej. Ciała zmarłych z wycieńczenia i wyziębienia kobiet, mężczyzn i dzieci ktoś bliski władzy musi w strefie odnaleźć i po cichu, bez świadków, „uprzątnąć". Dodajmy, że mobilizację Lasów Państwowych i Straży Leśnej wspiera wiceminister klimatu i środowiska Edward Siarka: „Obrona polskich granic to nasz obowiązek. Ojczyzna zawsze mogła liczyć na leśników. Dzisiaj też jej nie zawiedziemy". To wzmożenie wojenno-patriotyczne powoduje, że coraz cieńsza staje się granica, po przekroczeniu której osoby aktywnie niosące pomoc humanitarną i prawną mogą się stać ofiarami. Szczególnie jeśli nieumundurowani i umundurowani patrioci ruszą pod mającym na Podlasiu złą sławę hasłem: „Bóg, honor, ojczyzna". Piszę w tonie alarmującym, bo to jest naprawdę groźne!

Każda władza boi się samoorganizacji społecznej

Na granicy polsko-białoruskiej trwa, najogólniej rzecz ujmując, konflikt polityczny, który wygenerował pierwszy w Polsce od czasów II wojny światowej kryzys humanitarny. W ten konflikt polityczny wmieszano osoby, które pod nieobecność instytucji i organizacji winny nieść systemową pomoc humanitarną, już w sierpniu uruchomiły działania na rzecz obrony praw człowieka. Byli to przede wszystkim ludzie mieszkający na pograniczu, Grupa Granica, Fundacja Ocalenie oraz współpracujące z nimi aktywistki i aktywiści. Są solą w oku sprawczyni tego kryzysu, czyli władzy, gdyż nie tylko potrafią w niezwykle trudnych warunkach dotrzeć do uchodźców z pomocą humanitarną i prawną, ale równocześnie dokumentują obecność na terenie państwa polskiego osób starających się o ochronę międzynarodową. Spisują dane, zbierają oświadczenia, zostają pełnomocniczkami i pełnomocnikami, przekazują zebrane informacje do odpowiednich, przewidzianych prawem instytucji polskich i międzynarodowych, pilnują uruchomienia procedur oraz informują media. Robią to wszystko legalnie, w absolutnej zgodzie z polskim prawem. To właśnie aktywność będąca w zgodzie z normami zarówno moralnymi, jak i prawnymi daje im tak wielką siłę.

Moją próbę opisu przygranicznej rzeczywistości zakończę stwierdzeniem, że każda władza boi się samoorganizacji społecznej, tego momentu, gdy społeczeństwo zaczyna działać od niej niezależnie, budując własne instytucje, własne bazy, własną informację, własne kontakty. Gdy niezależne jednostki organizują się do realizacji wybranego przez siebie wspólnego celu, który jest tak ważny, że dla jego realizacji ryzykują własne bezpieczeństwo.

Obecnie ten wielki cel to ratowanie ludzkiego życia na granicy polsko-białoruskiej i w zamkniętych ośrodkach dla cudzoziemców. Przed kim? Zdaję sobie sprawę, że wiele spośród osób będących świadkami dramatu wolałoby tego nie wiedzieć, ale fakty są takie, że przed wykonującymi politykę państwa funkcjonariuszami i funkcjonariuszkami Straży Granicznej oraz osobami, które tę politykę wspierają.

I przypomnę na koniec, że nie ma niewinnych świadków.

śródtytuły pochodzą. od redakcji

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.