Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest sędzią VII Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków

Nieśmiertelny refren śpiewany przez Tomasza Lipińskiego frontmana kultowego zespołu Brygada Kryzys: „czekamy, czekamy na sygnał z centrali, (…) centrala nas ocali", po latach, które minęły od ustąpienia poprzedniego totalitaryzmu, idealnie oddaje sytuację, w jakiej tkwi Małgorzata Manowska kierująca wciąż pracami Sądu Najwyższego.

Po ostatnich głośnych orzeczeniach Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zawieszających działalność Izby Dyscyplinarnej oraz nakładających milionowe kary za jej dalsze funkcjonowanie, Małgorzata Manowska początkowo lansowała w swych wypowiedziach tezę, jakoby całkowite wstrzymanie prac pionu dyscyplinarnego SN nie leżało w jej kompetencjach. Apelowała w licznych pismach kierowanych do prezydenta, premiera oraz marszałek Sejmu, o podjęcie odpowiedniej aktywności legislacyjnej prowadzącej do rozwiązania problemu ID. Nie doczekała się jednak takowej. Centrala milczała. Politycy, których przedstawicielom w neo-KRS zawdzięcza swój urząd, pozostawili Małgorzatę Manowską swą bezczynnością na pozycji spalonej.

Niewątpliwie w obawie przed reperkusjami własnego zaniechania, które mogłyby ją dotknąć w przyszłości, wobec dalszego procedowania spraw dyscyplinarnych przez osoby zasiadające w ID, której aktywność jest przecież sprzeczna z prawem europejskim oraz krajowym, Małgorzata Manowska jeszcze w sierpniu, zadecydowała w formie zarządzenia o wstrzymaniu wpływu nowych spraw do Izby Dyscyplinarnej. Miały one lądować w jej sekretariacie i być tam przechowywane pod kluczem. Wydając stosowne zarządzenie określiła końcową datę jego obowiązywania na 15 listopada 2021 r., znów najpewniej licząc na to, że politycy wybawią ją z kłopotu. Nic z tego. Centrala nadal wymownie milczała, a czas nieubłaganie biegł.

I kiedy przyszedł dzień 16 listopada, nastąpiło kilkugodzinne samouruchomienie się dyscyplinarnego ciągu technologicznego. Neo-sędziowie: Ryszard Witkowski, Jacek Wygoda i ławnik Michał Górski, działając w ramach inkwizycyjnej procedury, a więc bez zawiadomienia o tym stron postępowania, a także ignorując rozstrzygnięcia TSUE z kwietnia 2020 r. i z lipca 2021 r., w zakresie nakazu powstrzymania działalności ID, zdecydowali o zawieszeniu w czynnościach służbowych, połączonym z obniżeniem o połowę wynagrodzenia, sędziego Macieja Ferka z Sądu Okręgowego w Krakowie. Sędziego, który w swoich orzeczeniach, stosując się do wyroków TSUE oraz ETPCz negujących zgodność powołania neo-KRS z prawem europejskim, zakwestionował status neo-sędziów.

Maciej Ferek był także jednym z jedenastu krakowskich orzeczników, którzy podpisali się pod oświadczeniem o niewyznaczaniu ich do składów orzekających z neo-sędziami.

Dodać trzeba, że Kraków jest ważnym ośrodkiem sędziowskiego oporu przeciwko niszczeniu wymiaru sprawiedliwości.

Tego samego dnia, tj. 16 listopada, już po zamknięciu posiedzenia w sprawie sędziego Macieja Ferka, około godziny 15.00, rzecznik prasowy SN podał do wiadomości publicznej, że Małgorzata Manowska przedłużyła czas obowiązywania swojego poprzedniego zarządzenia o wstrzymaniu przekazania spraw dyscyplinarnych ze swojego sekretariatu do ID do dnia 31 stycznia 2022 r. Zrobiła to po rozmowie z prezydentem i zapoznaniu się ze stanem prac prowadzonych w Kancelarii Prezydenta, dotyczących dalszej reformy wymiaru sprawiedliwości.

Izbie Dyscyplinarnej wystarczyło zatem kilka godzin, by zawiesić bezterminowo w czynnościach służbowych sędziego Macieja Ferka i pozbawić go istotnej części środków do życia. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że owo kilkugodzinne „okienko bezmiaru bezprawia" uchylono właśnie w tym celu.

Przecież Małgorzata Manowska dobrze wiedziała, kiedy wygasa czas obowiązywania jej poprzedniego zarządzenia. Akta sprawy dyscyplinarnej musiały zostać wydane wcześniej z sekretariatu Pierwszej Prezes SN do ID, by Panowie: Ryszard Witkowski, Jacek Wygoda i Michał Górski (tak, powtórzmy jeszcze raz te nazwiska), mogli zapoznać się z ich treścią i wydać orzeczenie. Znamienne, że w sekretariacie Małgorzaty Manowskiej leżą sprawy co najmniej trojga sędziów będących w podobnej sytuacji jak Maciej Ferek. Ich spraw jednak tego dnia nie procedowano. Być może nie było sygnału z centrali...

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.