Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według wyliczeń "Polityki" z maja 2020 do partii należy w Polsce około pół procent ludzi. Partie opozycji demokratycznej zrzeszają MAKSYMALNIE około 150 tysięcy członków. Ci członkowie zdecydowali w 2019 roku, że pójdą w wyborach w trzech blokach. Na te trzy bloki głosowało prawie 9 milionów ludzi, o 900 tysięcy więcej niż na PiS. Ordynacja wyborcza nagrodziła jednak PiS za jedność i dostali 235 mandatów, a opozycja 213. Efekt jest taki, że PiS rządzi drugą kadencję.

150 tysięcy członków partii opozycyjnych podjęło w 2019 szkodliwą dla kraju decyzję, by iść w trzech blokach. Dziś ponownie mówią o trzech blokach. Nie chcą utworzyć jednego bloku anty-PiS.

150 tysięcy członków partii demokratycznej opozycji szykuje się więc, by popełnić ten sam błąd, który popełnili w 2019, i zapewnić nam trzecią kadencję PiS w wyborach 2023.

Nie może tak być, że partie polityczne w Polsce dyktują wyborcom szkodliwe dla nich rozwiązania. Partie mają odwzorowywać to, czego chcą wyborcy, proponować mądre programy i być liderem, czyli mądrze prowadzić do sukcesu wyborczego.

Partie opozycji demokratycznej prowadzą nas zaś w kierunku kolejnej klęski wyborczej. Wmawiając wyborcom, że niemożliwe jest zawarcie kompromisu między lewicą i liberałami, między bogobojnymi tradycjonalistami i lewicowymi ateistami.

To fałsz. Nikt nie oczekuje od panów Hołowni, Zandberga, Tuska, Czarzastego i Kosiniaka, by napisali jeden program wyborczy. Wystarczy, by zawarli sojusz anty-PiS i doprowadzili do uzdrowienia demokracji i ukarania winnych łamania prawa i konstytucji. Potem można zrobić „normalne" partyjne wybory.

Jeśli nie będziemy wywierać presji na posłów, senatorów i liderów partii opozycji demokratycznej, to zostaniemy z ręką w nocniku i coraz bardziej faszyzującymi ugrupowaniami przy władzy na trzecią kadencję. Wywieranie presji to pisanie listów do opozycji, e-maili do liderów, posłów i senatorów, listów do mediów.

Jeśli nie będzie jednej listy anty-PiS w wyborach 2023, to znów przegramy. Nie ma co liczyć na inny wynik. Powtarzanie tego samego błędu i liczenie na inny wynik jest oznaką politycznej nieracjonalności.

Jeśli nie będzie jednej listy anty-PiS, to będzie to też nasza wina jako wyborców, bośmy dali się wodzić za nos setce tysięcy bonzów partyjnych.

Jeśli nie będzie jednej listy anty-PiS, to nie będzie żadnej Unii Europejskiej, będzie długa, ciemna noc i dyktatura fanatyków religijno-narodowych.

Każdy może znaleźć e-mail do swojego posła i senatora. Każdy może znaleźć e-mail do Tuska, Hołowni, Zandberga, Czarzastego i Kosiniaka.

Jeśli zaniechamy tego prostego obywatelskiego obowiązku przypomnienia partiom politycznym, po co istnieją, będziemy współwinni trzeciej kadencji PiS, polexitowi i "narodowym" mundurkom nałożonym na nasze dzieci i wnuki.

Jola Sacewicz

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.