Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

prof. dr hab. Aleksander Bursche, wydział archeologii UW

Idzie zima. Na wschodniej granicy Polski surowa. Wielu emigrantów jej nie przeżyje. Nie grajmy w grę Łukaszenki. Nie uczestniczmy w tym okrutnym barbarzyństwie XXI wieku. Otwórzmy korytarze życia. Owszem budujmy mur, i tak kiedyś runie. Ale skoro nas – Polskę stać na mur, to stać nas na cywilizowane obozy dla emigrantów. Muszą być póki co dla nich zamknięte, lecz otwarte dla wszystkich organizacji EU, NGS, charytatywnych.

Bardzo niewielka część koczujących u naszych granic to realni uchodźcy, którym powrót do kraju grozi prześladowaniami. Większość to emigranci "za chlebem", za lepszym życiem. Zaprośmy, zatrudnijmy, sprowadźmy z EU doświadczonych specjalistów, negocjatorów znających języki. Większość emigrantów po ustaleniach i negocjacjach będzie wymagała odesłania samolotami do krajów pochodzenia. To też nie jest wielki koszt. Wśród nich mogą być osoby wykształcone i doświadczone w zawodach, jakich nam brakuje: lekarze, pielęgniarki, informatycy. Może warto się zastanowić, czy nie są nam potrzebni?

Wyślijmy informację do mediów tradycyjnych i społecznościowych, w krajach pochodzenia emigrantów, z przekazem, że trasa przez Białoruś nie doprowadzi ich do Europy. Że będą narażeni na wiele niebezpieczeństw, a w ostateczności zawróceni.

XXI wiek to nie jest właściwa pora, aby wracać do czasów historycznych, gdy wschodnia granica Polski była barierą przed zalewem tzw. barbarzyństwa. Pokażmy wbrew Putinowi i Łukaszence oblicze cywilizowanej Polski, wschodniej flanki Unii Europejskiej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.