Czy Kościół dalej będzie się dawał wciągać w walkę polityczną? Czy nie popadł już w iluzję, że skuteczniej będzie mógł propagować ewangeliczne orędzie, mając poparcie władzy świeckiej? Jaki będzie tego skutek? Czy sam Kościół nie ulegnie dogłębnej ideologizacji? Czy jeszcze bardziej nie straci autorytetu w oczach społeczeństwa? - pyta dominikanin o. Nikodem Brzózy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wczoraj (14 listopada) w Poznaniu odbyła się debata pt. „Wolność kocham i rozumiem", transmitowana przez TVN 24, z udziałem m.in. prezydentów Kwaśniewskiego i Komorowskiego. Na początku debaty jej pomysłodawca - o. Nikodem Brzózy OP - odczytał wprowadzenie będące bardzo ważną diagnozą obecnego stanu zagrożenia dla demokracji w Polsce.

Treść wystąpienia

Debata: demokracja wobec autorytaryzmu

Jestem księdzem, dominikaninem i jednocześnie polskim obywatelem. Jako obywatela niepokoi mnie i zasmuca stan polskiej demokracji, odchodzenie od zasady wolności, która jest podstawą Ewangelii i demokracji wyrastającej z tej tradycji. Tak jak bardzo wielu Polaków uważam, że teraz – w Święto Niepodległości – najlepszym wyrazem patriotyzmu jest obrona polskiej demokracji. Stąd ta debata w historycznym centrum Poznania, miasta, które od początków państwowości jest zachodnią bramą Polski - otwartą na Europę. Zaś jako duchowny chcę zaapelować o to, aby nie przeinaczano ewangelicznego orędzia i nie zamieniano go na polityczną ideologię. Mój głos jest głosem księdza, który chce być solidarny z wiernymi, którzy nie godzą się na niszczenie demokracji i duchowego wymiaru Kościoła. Milczenie w tej sprawie jest poważnym zaniechaniem. Jeżeli my, duchowni, nie będziemy wspierali wolności obywateli, to wierni polskiego Kościoła nigdy nam tego nie zapomną, a wielu nie wybaczy.

Wraz z zaproszonymi tutaj gośćmi chcę zaapelować o obronę polskiej demokracji. To, co Państwo za chwilę usłyszycie, nie będzie manifestem politycznym, lecz obroną wolności obywatelskiej.

Polska demokracja upada, stając się demokracją wadliwą, hybrydową, autorytarną, tzn. taką, w której zaciera się podział między władzą polityczną i sądowniczą. Najwyraźniej rządzący wychodzą z założenia, że w demokracji liczy się jedynie liczebność głosujących, zaś mało ważne są takie jej kryteria jak: pluralizm, porządek prawny, swobody obywatelskie, partycypacja obywateli w życiu publicznym i kultura polityczna.

Starożytni Grecy taki model sprawowania rządów nazywali ochlokracją, czyli demokracją gminu, który się rozpycha i się w demokracji nie mieści, który gardzi przedstawicielstwami, ponieważ o wszystkim chce decydować sam i co tylko się da, robić po swojemu.

Czy naprawdę chcemy ochlokracji?

W Polsce niszczony jest ład instytucjonalny. Trójpodział władzy został już naruszony. Nie jesteśmy już w pełni demokracją liberalną. Przestajemy być państwem obywatelskim, zatracamy społeczną spójność, wrażliwość, zdolność do debaty, kompromisu, do okazywania sobie szacunku.

Od ponad trzydziestu lat mozolnie budujemy demokrację, wszystkie rządy i partie polityczne się jej uczą i czasami mają z nią trudności. Jednak żaden poprzedni rząd nie odważył się na to, co czyni obecny, to znaczy: na łamanie konstytucji, zawłaszczanie mediów publicznych, pogłębianie podziałów społecznych i to nierzadko pod szyldem wartości chrześcijańskich.

Czy rządząca ekipa sądzi, że demokrację da się pogodzić z autorytaryzmem, tworząc demokrację nieliberalną? Dlaczego nie rozróżnia ona autorytarnych metod od demokratycznych? Dlaczego upiera się, że zasady praworządności są niezgodne z polską konstytucją? Czy demokracja może istnieć bez społeczeństwa obywatelskiego?

Państwo monopolizuje publiczny rynek informacyjny. Państwowe media podporządkowywane są instytucjom podległym obozowi rządzącemu. Telewizja publiczna coraz bardziej staje się instrumentem propagandy. To ona orzeka, co jest patriotyzmem, a co nie; co jest sztuką, a co - jak to można oficjalnie usłyszeć – „fanaberią elit".

Władza przy pomocy zawłaszczonych mediów dokonuje coraz głębszego społecznego podziału, usprawiedliwiając to między innymi obroną chrześcijańskich wartości.

Telewizja - de facto rządowa - rozprawia się z niewygodnymi obywatelami, próbuje ich dyskredytować. Uparcie kreuje alternatywną rzeczywistość i osobliwy świat kultury: banalny, strywializowany, wedle ideologicznego wzorca, okraszony disco polo.

Rząd podejmuje wysiłki, by narzucić Unii Europejskiej tę wadliwą wersję demokracji. Nasze państwo jest w nieustannej konfrontacji z własnymi obywatelami i niemalże z całą Europą. Opozycję i wszystkich tych, którzy krytykują obecne rządy, władza oskarża o zdradę i brak miłości do ojczyzny. Tych, którzy odwołują się do zasad demokracji, rządowe media określają mianem współczesnych targowiczan i zdrajców narodu. Propaganda forsuje tezę, że jedynymi patriotami jest obóz rządzący. W tej wizji Polska jest krajem prawdziwych patriotów i wrogów. Jest to czarno-biały obraz, wzmocniony niemalże dualizmem metafizycznym. Czas tzw. dobrej zmiany to okres niekończących się wojen ideologicznych, politycznych, prawnych, dyplomatycznych i religijnych.

System prawny musi wyrażać przekonania wszystkich obywateli. Mówi o tym Preambuła polskiej konstytucji. Tymczasem w Polsce model prawny tworzony jest bez ugody społecznej.

Czy Kościół przynagla obecny rząd do dialogu i ugody?

Wydaje się, że w tę niebezpieczną walkę i grę z demokracją rządząca koalicja próbuje wciągnąć instytucję Kościoła. Konflikt polityczny coraz bardziej przenosi się na grunt światopoglądowy i religijny. Czy taka polityka nie przekształca prawd wiary w niebezpieczną i na długie lata niefalsyfikowalną narodową ideologię? Czy nie grozi nam nowa wersja „chrześcijańskiego" nacjonalizmu?

Historia Europy pokazuje, że kiedy Kościół i władza państwowa są zbyt blisko siebie, wtedy orędzie ewangeliczne zostaje przeinaczone i sprowadzone do polityczno-społecznej doktryny. Czy Kościół dalej będzie się dawał wciągać w tę walkę polityczną? Czy nie popadł już w iluzję, że skuteczniej będzie mógł propagować ewangeliczne orędzie, mając poparcie władzy świeckiej. Jaki będzie tego skutek? Czy sam Kościół nie ulegnie dogłębnej ideologizacji? Czy jeszcze bardziej nie straci autorytetu w oczach społeczeństwa?

Przy okazji dzisiejszego święta trzeba zapytać, czy dzisiejsze metody przekazu wiary tworzą wystarczającą przestrzeń dla ludzkiej wolności i przekonań? Wydaje się, że mamy tu poważny problem. Stąd narastający bunt i odchodzenie wiernych od Kościoła. Dziś Kościół nierzadko kojarzy się z ideami katolicko narodowościowymi i zamknięciem na świat. Pojęcie „katolicki" jest dla wielu zaprzeczeniem uniwersalizmu i powszechności. Kościół w Polsce ma najwyraźniej problem z demokracją, wydaje się, że nie bardzo ją rozumie i nie kocha, a wolności obywatelskiej się boi.

Tymczasem Ewangelia odwołuje się właśnie do wolnej decyzji, a nie do nakazów i siły. Jezus legalizm religijny zastąpił wolnym wyborem człowieka. Istota chrześcijaństwa polega na promocji ludzkiej osoby i jej prawa do samostanowienia. Nie jest prawdą, że istnieje ideowy konflikt między liberalną demokracją a chrześcijaństwem. Tak jak nie jest prawdą, że istnieje sprzeczność między Ewangelią a ludzką wolnością. Jest wręcz odwrotnie. Demokracja jest owocem chrześcijańskiego ducha i greckiego konceptu. Dokumenty ostatniego Soboru podkreślają, że w demokracji porządek rzeczy zasadza się na porządku osób i na ich wolności, a nie odwrotnie. Wadliwe demokracje odwracają tę kolejność i próbują budować porządek wolności na porządku rzeczy. W tej perspektywie idee nie są owocem wolności, lecz wolność jest owocem ideologii.

W Gaudium et Spes czytamy na temat stosunku Kościoła do demokracji: "Kościół, głosząc prawdę Ewangeliczną (…) szanuje (…) i popiera polityczną wolność i odpowiedzialność obywateli".

W obecnej chwili warto też przypomnieć słowa papieża Jana Pawła II wypowiedziane w roku 1999 w polskim parlamencie: "Kiedy (…) prawa człowieka są lekceważone lub deptane i gdy wbrew zasadom sprawiedliwości interesy partykularne stawia się wyżej niż dobro wspólne, wówczas zasiane zostaje ziarno nieuchronnej destabilizacji, buntu i przemocy".

Polacy uciekają od wolności, bo wydaje się im zbyt niebezpieczna. Oddają ją politycznemu demiurgowi, który nią centralnie zarządza i reglamentuje lepiąc z ideologicznej gliny ludzkie sumienia.

Rodzą się zatem pytania, jak obronić polską demokrację? Co zrobić, by nasze społeczeństwo było bardziej obywatelskie, zdolne do dialogu, kompromisu i empatii? Jak przekonać ludzi Kościoła, by nie uciekali od wolności i nie wpadali w ramiona władzy? Wreszcie co zrobić, by polski Kościół włączył się w obronę społeczeństwa obywatelskiego?

Jedno jest pewne: bez szerokiego poparcia społecznego demokracja w Polsce umrze.

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Jeżeli jest tak, jak pan mówi i demokracja wyrosła z Ewangelii, to jak wytłumaczyć fakt, że stało się to dopiero po Rewolucji Francuskiej? Wcześniej nie podlewali tej Ewangelii i dlatego nic z niej nie wyrastało?
    @borabbas
    KK to monarchia elekcyjna absolutna
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @borabbas
    Jeżeli już mówimy o pierwszych demokracjach, to za " matkę wszystkich parlamentów" uchodzi brytyjski Westminster, a pierwsza konstytucja to USA, natomiast w laickiej Francji kobiety otrzymały prowo wyborcze dopiero w 1944 roku, czyli ćwierć wieku po Polsce i UK. Droga Francji do demokracji była krwawa, poprzez wielki terror jakobinów i masakrę Wandei. Ale to nie była jedyna droga: brytyjskie dochodzenie do demokracji i parlamentaryzmu było o wiele bardziej spokojne i ewolucyjne, " chwalebna rewolucja" z 1689 r. gdzie król Jakub Stuart z absolutystycznymi ciągotkami uciekł z kraju, a raczej: pozwolono mu uciec, i potem spokojne, bezkrwawe przejmowanie władzy przez parlament i gabinet. Czyli można inaczej niż przez stosy trupów.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    Kościół w Polsce ma problem z demokracją!? Kościół preferuje monarchię absolutną (sam jest ostatnią taką w Europie), potem dyktaturę (pod warunkiem, że dyktator - ukochany syn Kościoła siedzi w pierwszej ławce), demokracji nie-na-wi-dzi! Bo nie wiadomo z kim gadać, a i tak nikt nie słucha...
    już oceniałe(a)ś
    30
    0
    Coś tu się szanownemu Panu chyba pomieszało bo Kościół nigdy nie miał nic wspólnego z demokracją jako organizacja ortodoksyjna...
    @WJW
    Kościół (w domyśle - katolicki) to twór POLITYCZNY używający Chrystusa jako maskę dla swoich diabelskich sztuczek. Tyle w nim Chrystusa co Prawa i Sprawiedliwości w diabelskim PIS.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    kościół to skostniała narośl na organizmie jakim jest Polska. to nowotwór toczący nasz kraj
    już oceniałe(a)ś
    25
    0
    "Kościół w Polsce ma problem z demokracją"?
    Odwrotnie: to demokracja ma problem z kościołem. Tylko demokraci wciążnie wiedzą jak i/lub nie mają odwagi, by ten problem rozwiązać. Ten artykuł jest tego problemu potwierdzeniem.
    @willie1950
    Czarne jest czarne, willie.
    I nic nie pomoże wykazywać mu, że się sadzą piekielną wybiela... ;)
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Katolicyzm i demokracja nigdy nie idą w parze, demokracja wymaga myślenia i podejmowania świadomych decyzji a katolicyzm wręcz przeciwnie.
    już oceniałe(a)ś
    19
    0
    "Jedno jest pewne: bez szerokiego poparcia społecznego demokracja w Polsce umrze"

    I właśnie o to chodzi temu demiurgowi.
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    kk nie ma problemu z demokracją. kk demokracje zwalcza bo demokracja to wolność a tej kosciol nienawidzil i nadal nienawidzi . nie po to kk wymordowal setki tysiecy ludzi zeby dzis zmienic poglady.
    już oceniałe(a)ś
    14
    0