Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie chcemy przekonywać, oburzać się ani apelować, bo nikogo nie przekonamy, apele wpadną w czarną dziurę, a nasze oburzenie co najwyżej podsyci nienawiść. 

Po wydarzeniach w Kaliszu zabieramy głos, bo jest nam po ludzku przykro. Przykro jako Żydom, bo kto lubi słuchać, że jest parchem i ma się stąd wynosić? Przykro, bo w naszym kraju – uwaga, to także nasz kraj – takie hasła spowszedniały i nie robią na większości specjalnego wrażenia. Przykro, bo oprócz legitymowania i paru mandatów za wulgaryzmy policja nie reagowała, twierdząc, że zabronił jej prokurator. Przykro, bo obserwator z ramienia ratusza nie rozwiązał zgromadzenia, a prezydent miasta dopiero poniewczasie zgłosił „możliwość popełnienia przestępstwa"

Przykro nam – ba, jesteśmy zwyczajnie wściekli. 

Obrońcy „dobrego imienia" śledzą uważnie polską historię, usuwając co piękniejsze karty. Tym razem padło na statut kaliski z 1264 r. gwarantujący Żydom wolność osobistą i bezpieczeństwo, m.in. swobodę wyznania, podróżowania i handlu. Spalili publicznie jego kopię. 

Mówca krzyczał: „śmierć wrogom ojczyzny!", a tłum narodowców odkrzykiwał: „śmierć! śmierć! śmierć!". „LGBT-y, pederaści, syjoniści – to są wrogowie Polski, won z naszego kraju!". 

Biskup Rafał Markowski, przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem Konferencji Episkopatu Polski, wydał niezwłocznie komunikat potępiający kaliskie ekscesy. Bardzo mu dziękujemy, obawiamy się jednak, że przypłaci to wkrótce etykietką „zdrajcy", a nawet „Żyda". 

Skrajni nacjonaliści od Bąkiewicza i marszów 11/11 – prorządowi, bo przez rząd opłacani – odcięli się od tych od Jabłonowskiego i Rybaka – antyrządowych, którzy nie dostali jeszcze kasy od ministra Glińskiego i mogą co najwyżej liczyć na przychylność prokuratury. Ci antyrządowi walą prosto z mostu „śmierć Żydom!" i palą statut kaliski, prorządowi zaś wolą dowodzić, że antysemityzm Polaków to żydowski wymysł, a kiedy widać go jak na dłoni, szepczą o rosyjskiej prowokacji. 

Niesnaski wśród narodowców i antysemitów powinny cieszyć, ale jakoś nie potrafimy zdobyć się z tego powodu na radość. Na naszych oczach Polska brunatnieje. Po co więc piszemy? Żeby nie wstydzić się potem, że zmilczeliśmy budzące się wielkie zło. 

W imieniu polskiego oddziału B’nai B’rith 

Andrzej Friedman, Sergiusz Kowalski 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.