Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spośród kilku interesujących artykułów w świątecznym numerze "Gazety Wyborczej" z 10-11 listopada 2021 jeden sprowokował mnie do chwycenia za pióro. To tekst Bartłomieja Austena „11 listopada? Dzięki, nie świętuję" – bardzo gorzki i poruszający kilka ważnych kwestii.

Zgadzam się z opinią, że nacjonalizm i związane z nim wąskie horyzonty myślowe niszczą Polskę, ale przecież nie tylko Polskę. Jeśli wyjrzymy poza opłotki, to i w Europie, i po całym świecie znajdziemy podobne zjawisko. Faktem jest, że u nas rozpanoszyło się wyjątkowo i zdołało nas podzielić. Obecnej władzy udało się zniszczyć wiele z dotychczasowego dorobku i cofnąć nas do czasów, kiedy to „rząd rządzi, partia kieruje". Ale ocalało przecież całe mnóstwo dobra w ludzkich postawach, w ich otwartości i dążeniu do budowania wspólnoty. I w nich tkwi nasza przyszłość, więc nie ma potrzeby wstydzenia się za Polskę. Niech wstydzą się ci, którzy próbują niszczyć tę wspólnotę i jej wartości, demokrację, gospodarkę i znaczenie naszej ojczyzny w świecie. W końcu każdy sam sobie wystawia świadectwo, a triumf grupy, trzymającej obecnie władzę, jest chwilowy.

Staram się zrozumieć rozgoryczenie autora, ale nie rozumiem, dlaczego zło, właściwe obecnej władzy i jej zwolennikom, rozciąga na nas wszystkich?

   Całkowicie nie zgadzam się z wyidealizowanym obrazem „tych otwartych i tolerancyjnych sprzed zaborów", gdyż jest nieprawdziwy. Tych oświeconych było w XVIII wieku rzeczywiście stosunkowo wielu, ale i tak za mało, żeby uratować państwo przed ciemnotą, prywatą i zniewoleniem. Fakt, że „lata w niewoli nas całkowicie przeformatowały", ale w kierunku odmiennym od wersji autora. Bo chłopi-niewolnicy stali się ludźmi wolnymi i duża ich część stała się nawet piśmienna, prawa zyskały kobiety, emancypowali się Żydzi, zaś panowie szlachta, niegdysiejsi „obywatele", utracili pod zaborami swoją złotą wolność. Czy „zszyta ponownie w Wersalu Polska się nie udała"? Jestem innego zdania. Zaletą II Rzeczypospolitej było przede wszystkim to, że istniała i to jako jednolite państwo. Ta jednolitość, jak też bilans strat i osiągnięć, jest do dyskusji. Ale istnienie tego państwa, dającego poczucie wspólnoty, jest faktem i dowodem na to, że nawet w tak skrajnie niesprzyjających warunkach Polakom tak dużo się udało.  

W ostatnim akapicie autor bezpardonowo przełamuje pesymizm i snuje całkiem przyjemny obraz fantastycznej przyszłości. Obawiam się, że do jego zaistnienia nie wystarczy zmiana pokolenia. By nastał raj na ziemi, potrzebna jest zmiana świadomości, a z tym, jak uczą tysiące lat dziejów, ciągle jest diablo trudno. Co przecież nie przeszkadza, żeby do piękniejszej przyszłości dążyć, słuchając Niemena „Dziwny jest ten świat".   

   A na koniec w pełni popieram myśl B. Austena, że 4 czerwca jest znacznie lepszym terminem świętowania i to nie tylko przez wzgląd na pogodę. Owego dnia Polacy w jasny sposób zdecydowali o swej przyszłości i skierowali ją na nowe tory. Zaś 11 listopada 103 lata temu nic tak wyjątkowego się nie stało – ot, utworzona przez zaborców Rada Regencyjna przekazała Piłsudskiemu władzę nad wojskiem, i tyle.

   I jeszcze w kwestii deptania trawy – nie idzie tu o zakazy, ale o świadomość, jak ona funkcjonuje. Przy obfitym nawadnianiu spokojnie znosi nasze łażenie czy polegiwanie. Tylko skąd brać tyle deficytowej wody i energii? Pod tym względem Anglicy mają opadów w bród i trawniki piękne, a my musimy jakoś racjonalizować nasz stosunek do pięknych okoliczności przyrody. Polecam dobre wino w zacnej kompanii choćby przy stole.

Jacek Sech,  Strzelno

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.