Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Właśnie zabierałem się do pisania listu, w którym zamierzałem zawrzeć trochę nadziei na lepsze czasy, które na pewno należą się Polsce i Polakom. Ale cóż, znowu przegoniła mnie rzeczywistość. Właśnie przeczytałem w „Wyborczej ", że zakazany przez sądy marsz nacjonalistów z okazji święta 11 listopada, odbędzie się jako uroczystość państwowa. W ten sposób partia rządząca odsłoniła swój prawdziwy wizerunek, nie kryjąc już swoich związków z nacjonalistami i faszystami. Rząd teraz będzie maszerować ulicami Warszawy – Miasta Bohatera, z banerami nawołującymi do dominacji białej rasy w Europie.

W tym samym czasie w Niemczech, w kraju, gdzie w latach 30. XX wieku, narodziło się zło hitlerowskiego faszyzmu, w pałacu prezydenckim Bellevue w Berlinie odbyła się wyjątkowa uroczystość.

Co upamiętniono?

Otóż: 9 listopada 1918, abdykował cesarz, a demokratycznie wybrana władza obwołała pierwszą Republikę. Dwadzieścia lat później zaczęła się noc pogromu zwana „Krystalnacht", kiedy zaczęło się polowanie na żydowskich współobywateli i najmroczniejszy czas w dziejach ludzkości. Wtedy to właśnie, bojówki SA w swoich brunatnych uniformach pacyfikowały sklepy i warsztaty żydowskich współobywateli i palili synagogi.

Kolejny 9 listopad – 1989 rok. Wtedy to powiew wolności polskiej "Solidarności", poruszył mieszkańców komunistycznych Niemiec. Tego dnia padł mur berliński, symbol totalitaryzmu i deptania praw obywatelskich i ludzkich.

Wracając do 9 listopada 2021 – była to wyjątkowo wzruszające uroczystość. Ocalona z Holocaustu 100- letnia pani Margot Friedländer, wygłosiła ujmującą mowę, nawiązując do dnia pogromu 1938 roku i jej życia w dzisiejszych, demokratycznych Niemczech. Przemawiał też więziony w NRD i deportowany do RFN intelektualista Jan Roland. Ukazał drogę przemiany mentalności swoich współrodaków w dawnej Ost Zone i ich niełatwą drogę odnalezienia się w nowej rzeczywistości po zjednoczeniu Niemiec.

Była też posłanka do nowego parlamentu, 18-letnia działaczka Partii Zielonych. W swoim wystąpieniu zawarła troskę młodego pokolenia o klimat i dobrobyt, jak również potrzebę pogłębienia demokracji w dzisiejszych Niemczech.

Przewidując komentarze, które często znajduję pod moimi listami, jestem prawie pewny, że wyleje się wiele hejtu, że jak nam za zachodzie Europy jest tak dobrze, to wara od tego, jak Polacy urządzają swoją demokrację.

Otóż nie. Albowiem upadek demokracji w którymś z krajów Unii może doprowadzić do tego, że rozleje się ta populistyczna zaraza na inne kraje.

Ja wolę jednak naszą demokrację, może i jest trochę ułomna, może potrzebuje reform, ale na pewno nie rewolucji w wydaniu Orbana, Kaczyńskiego czy Łukaszenki.

Pan Marian Turski powiedział: "Auschwitz nie spadło z nieba". Można powiedzieć, jak to się u nas mówi, oczywista oczywistość, jasne, nie spadło z nieba. Ale jest w tym stwierdzeniu niesłychanie głęboki, bardzo ważny do zrozumienia skrót myślowy.

Obywatel /ka Unii Europejskiej

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.