Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnich dniach można przeczytać i wysłuchać wiele mniej lub bardziej pogłębionych analiz na temat winnych bezsensownej śmierci p. Izy z Pszczyny. Prawie wszyscy wymieniają decyzję działającego na polityczne zamówienie tzw. TK oraz fundamentalistów religijnych. Profesor Matczak pisze o efekcie mrożącym wynikającym z poczynań sprawujących rządy polityków, inni wspominają o braku odwagi lekarzy.

Ale jeśli pomyśleć szerzej, winnych jest dużo więcej. Winni są ci, którzy głosowali na tę władzę, zwłaszcza ci, którzy głosowali na nią po raz drugi, wiedząc, do czego jest zdolna. Winni są ci, którzy nie poszli na wybory, „bo nie", bo im szkoda czasu, bo nie ma na kogo głosować. Winni są również ci, którzy z lekceważeniem patrzyli na „kodziarzy", którzy manifestując w obronie sądów, nie dawali na krakowskim Rynku spokojnie wypić piwa, ci, którzy będąc zdolni zrozumieć zagrożenia, nie chodzili na protesty, bo zawsze mieli co innego do roboty, bo nie lubią tłumu, bo polityka ich nie interesuje, bo to jakieś takie abstrakcyjne, bo ich to nie dotyczy.

Winni są lekarze, którzy prawie nie zabierają głosu w dyskusji na temat praw reprodukcyjnych, aborcji i wychowania seksualnego, nie dementują absurdalnych argumentów tzw. działaczy pro-life.

Winni są politycy różnych ugrupowań, którzy przez lata za nisko i za często kłaniali się Kościołowi. Ale winni są też ci, którzy swoim zachowaniem dawali im jasny sygnał, że Kościół w Polsce to siła społeczna. Ci, którzy znając obłudę polskiego Kościoła albo nie będąc praktykującymi katolikami, dla świętego spokoju posyłali dzieci na religię, brali ślub kościelny, bo ładnie i rodzina się nie obrazi, przyjmowali księdza, bo co sąsiedzi powiedzą, a wreszcie wszyscy, którzy przy różnych okazjach zapełniają kościoły, rzucają na tacę, a i tak żyją po swojemu. 

Jednym słowem, winna jest hipokryzja, w jakiej nasze społeczeństwo pogrążone jest od lat. Winne jest też nasze myślenie, że przecież jesteśmy w Europie, w Unii, więc tak naprawdę nic skrajnego w naszym kraju stać się nie może.

Niestety, Unia nie jest wszechmocna, może na państwo polskie nałożyć kary, ale rządu nam nie zmieni, bo wbrew temu, co powiedział pewien polityk, okupantem nie jest.

I pamiętajmy, że kary ze strony Unii są dopiero na końcu łańcuszka przyczynowo-skutkowego.

Na początku było wielokrotne złamanie przez władzę zjednoczonej prawicy polskiej konstytucji, na co większość obywateli patrzyła obojętnie, dając tym samym przyzwolenie na kolejne posunięcia, w tym sławetny wyrok Trybunału pani Julii (a właściwie pana Kaczyńskiego). Czego efektem, pośrednim lub bezpośrednim, jest to, co stało się w szpitalu w Pszczynie.

Joanna Gąsiorowska

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.