Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dziś mija rok, odkąd Trybunał Konstytucyjny uruchomił wehikuł czasu. Czas się cofnął, a wraz z nim kobiety. Na tę rocznicę bardzo czekałam, żywiąc nadzieję.

W Polsce mamy dość niewiarygodne powiedzonko: "Nadzieja matką głupich". I tak właśnie mogłabym się czuć, głupio, gdyż rok od wydania przez mgr Przyłębską oświadczenia o tym, że aborcja z powodu choroby lub ciężkiej wady płodu miałaby być niezgodna z konstytucją, nie zmieniło się nic. Nasze "wypierdalać" stało się szmatką do wycierania brudów, bo damy takich słów nie powinny używać. Bo znów coś możemy, a czegoś już nie.

Oczekiwań masa i wszystkie sprzeczne ze sobą. Napisałam książkę pełną naiwnego feminizmu i ogromnego wstydu, którego nie czuję, a przecież powinnam. Jest tam rząd, jego poczynania, strajki kobiet i dziewczyny wyjęte z nich i przeniesione na strony historii, którą opowiadam.

Stałam się pisarką dodającą otuchy tym wszystkim, którzy czują, że naszej walki nie widzi nikt. Stałam się też kimś, kto bezcześci literaturę wulgaryzmami i scenami masturbacji czy problemem ubóstwa menstruacyjnego. Stałam się kimś, kto na chama wciska obywatelom feminatywy, tytułując książkę i bohaterkę książki "Prezydentką".

Tymczasem pomorskie szkoły nakazują dziewczętom zakrywać ciało, bo nauczyciele mogą się poczuć niekomfortowo.

A oczy? Oczy obnażają wiele, nie powinny być też zasłonięte? A nie, sorry, oczami was powinnyśmy podziwiać, wyrażać wdzięczność i posłuszeństwo. Mija rok, a ja wciąż głupio mam nadzieję, że jednak się nie poddamy. I dlatego napisałam "Prezydentkę".

Marika Krajniewska

dziennikarka, pisarka

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.