Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na najbliższym posiedzeniu Sejmu (28-29 października) odbędzie się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu Kai Godek, który zabrania Parad Równości i promowania w sferze publicznej orientacji nieheteroseksualnej. Komentarz adwokata Radosława Baszuka.

Kaja Godek chce zbudować Gilead nad Wisłą, wyłączając z debaty publicznej i zamykając usta dużej grupie obywateli. Ten projekt uzasadniany jest fundamentalistyczną retoryką wykluczenia, stwierdza się wprost, że stanowi „tamę dla przeprowadzenia w Polsce rewolucji obyczajowej i utrwala przekazywany z pokolenia na pokolenie konserwatywny porządek wartości społecznych osadzony głęboko w nauce Kościoła Katolickiego".

Uchwalenie ustawy będzie równoznaczne z prawnym zakazem organizowania i uczestniczenia w zgromadzeniach publicznych postulujących zrównanie praw osób nieheteronormatywnych, ale także tych dotyczących roli religii i kościoła w sferze publicznej czy szeroko rozumianej seksualności człowieka.

Przykład: „propagowaniem" w rozumieniu zapisów projektu jest także „twierdzenie". Zatem demonstrowanie twierdzenia, że młodzież przed ukończeniem 18. roku życia przejawia aktywność seksualną (dość oczywistego moim zdaniem), a w związku z tym zasadna i konieczna jest edukacja seksualna w szkołach - będzie zakazanym jako cel zgromadzenia „propagowaniem aktywności seksualnej dzieci i młodzieży" i „działaniem godzącym w moralność publiczną".

Zapisy projektu są tak niechlujne, nieprecyzyjne i wieloznaczne, że wydanie decyzji o zakazie lub rozwiązaniu zgromadzenia będzie miało w istocie charakter uznaniowy, co oczywiście otworzy pole do ścigania organizatorów i uczestników.

Wypowiedź symboliczna, użycie w przestrzeni publicznej przedmiotu jako nośnika treści, poglądu lub postulatu, która jest standardem wolności słowa i wolności zgromadzeń, zostanie zdelegalizowana.

Takiej ingerencji w wolności pokojowych zgromadzeń publicznych nie da się uzasadnić kryteriami konieczności i proporcjonalności, projekt jest sprzeczny z konstytucyjną regułą dopuszczalności ograniczania wolności i praw obywatelskich. Pytanie tylko, czy odpowiadającą za tworzenie prawa sejmową większość to jakkolwiek obchodzi?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.