Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Widmo polexitu

Prasa donosi, że po wyroku Trybunału mgr Przyłębskiej cała Europa jest w szoku. My także. Pojawia się realne widmo polexitu, czyli wyjścia naszego kraju z Unii Europejskiej. Trudno zestawiać Polskę z Wielką Brytanią, kraju bez porównania bogatszego, który popełnił podobny błąd, a teraz go żałuje.

Dzieciństwo spędziłem za żelazną kurtyną. Europa jawiła się jako raj na wyciągnięcie ręki, do którego jednak daleko ze względu na polityczne uwarunkowania. Pamiętam, że kiedy jako dziesięciolatek odwiedziłem Grecję, upajałem się gumami do żucia w różnych smakach i disneyowskimi komiksami z Kaczorem Donaldem. Choć przecież Grecja ledwo wyzwoliła się wówczas z opresji rządów czarnych pułkowników, mnie jawiła się jako ta Europa, o której marzyliśmy, jeszcze nie bogata, ale wolna, na dorobku.

Analitycy obecnie porównują buńczuczne słowa Glapińskiego z NBP i Morawieckiego do nastrojów greckich tuż przed bankructwem tego kraju. Miało miejsce całkiem niedawno i było grecką tragedią narodową. U nich, podobnie jak u nas, w siłę rósł nacjonalizm i faszyzm. Dowiadujemy się, że rezygnacja naszego państwa z funkcjonowania w strukturach unijnych może się odbyć zwykłą ustawą, na którą opozycja nie będzie mieć wpływu.

Owszem, jak wielu obywateli zatroskanych o losy ojczyzny, brałem udział w wielkiej demonstracji na placu Zamkowym. Słuchałem wzruszających słów ze sceny, a także tych, które wciskały mi się do uszu: słów faszysty Bąkiewicza, hojnie dotowanego przez rząd.

Unia postanowiła przykręcić kurek z pieniędzmi, bo nie chce dłużej karmić Kaczyńskiego. Udawanie, że nic się tu u nas nie dzieje, pozwoliło Europie trwać przez ostatnich pięć lat w niezmienionym kształcie geopolitycznym, a naszym rządzącym - roztrwonić i rozkraść majątek narodowy.

Co PiS łączy z Unią poza jednostronną transakcją, to jest finansowaniem ich populistycznej władzy? Nic. Czeka nas nędza, której musimy doznać, by otworzyły się oczy wyborców PiS-u. Na razie bowiem tkwią w transie i zachwycie. Brak dotacji i wypłat unijnych spowoduje, że Kaczyński będzie próbował wmawiać Polakom złe intencje Europy wobec nas. Czy suweren kolejny raz da się nabrać na łgarstwa prezesa i jego funkcjonariuszy?

Wiele jest heroizmu, który należy podziwiać, ze strony społecznej, że jeszcze tu próbuje ułożyć sobie życie i naprawiać, co się da, dopóki starczy sił. Wśród nauczycieli, lekarzy i pielęgniarek, twórców, naukowców, sędziów, a przede wszystkim wśród młodzieży wchodzącej w dorosłe życie. Na ich miejscu dawno temu bym wyemigrował.

Ryzyko fatalnego obrotu spraw jest bowiem zbyt duże, by ryzykować. Stąd trzeba po prostu wiać. My liczymy na to, że gdy społeczeństwu pogorszy się sytuacja ekonomiczna, powstanie, jak to było nieraz w najnowszej historii Polski. Głównie bowiem postulaty socjalne napędzały strajki w czasach PRL-u, a do nich, jak kwiatek do kożucha, dołączano polityczne.

Nie jest to jednak tak pewne, że i tym razem ogół Polaków zawalczy, a jeśli nawet tak się stanie, nowa władza będzie musiała zdobyć ich serca podobnie, a nawet bardziej populistycznymi hasłami. Apetyty zostały rozbudzone, co ekonomiści nazywają "roszczeniowością", a my nazwijmy enigmatycznie dążeniem do indywidualnego dobrobytu. W tym dramatycznym czasie, gdy rozgrywa się najważniejsza dla Polski stawka, społeczeństwo jest mamione rozmaitymi wizjami.

Jedną z nich jest mesjanizm, przed którym pięć lat temu przestrzegała prof. Maria Janion, uznając go za przekleństwo i zgubę naszego kraju. Niewykluczone zatem, że w imię "obrony katolickich wartości" Polacy zrezygnują z Unii Europejskiej, wspierając gorliwie Kaczyńskiego. Tak im przecież podpowie najpewniej ksiądz proboszcz z ambony.

Gdy widzę tę zbiorową nieczułość i obojętność wobec uchodźców umierających na polskiej granicy, nie mam wątpliwości, że Polacy traktują siebie jako rasę panów i naród wybrany, i że w imię tego przeświadczenia zdobędą się nawet na ofiarę pustych garów i kieszeni, byle tylko imponować sobie uczestnictwem w projekcie wielkiej, samowystarczalnej Polski katolickiej.

Nasze, opozycji ulicznej, starania i szlifowanie bruków były i są zajęciem tyleż szlachetnym, co całkowicie nieskutecznym. Już teraz zła władza wmawia ludziom, że mamy do czynienia z polskim cudem gospodarczym. Ludzie wolą od realności szczęsną krainę ułudy, wolą żyć marzeniami, a Kaczyński i jego ludzie są mistrzowskimi handlarzami marzeń. Dlatego nie podejrzewam, że tę władzę uda się nam pokonać w nadchodzących wyborach, kiedyś na pewno, ale chyba jeszcze nie teraz. Będzie trwała, dopóki ludziom się bieda nie znudzi.

Przemysław Wiszniewski

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.