Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W niedzielę 10 października na pl. Zamkowym blisko 100 tys. osób protestowało przeciwko ostatniemu wyrokowi kontrolowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, który orzekł, że przepisy traktatu o Unii Europejskiej są niezgodne z polską konstytucją. Pod hasłem „Zostaję w Unii" sprzeciwiali się możliwemu polexitowi.

Podczas zgromadzenia głos zabrali politycy, artyści i aktywiści społeczni, wśród nich Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, która potem poprowadziła jeszcze marsz pod siedzibę PiS na ul. Nowogrodzką. 

Anita Karwowska, Waldemar Paś: Kiedy padła propozycja Donalda Tuska manifestacji na placu Zamkowym, zaczęła się dyskusja, czy na pewno działacze społeczni powinni stawać z politykami. Pani stanęła. Słusznie?

Marta Lempart: Dzisiaj nie mam wątpliwości, że podjęłam dobrą decyzję. Instynkt mnie nie zawiódł. O tym wczoraj mówiłam – że o europejskie wartości walczę wszędzie – w niedzielę na placu Zamkowym w Warszawie, dzień wcześniej na Marszu Równości w Białymstoku. Bo warto.

Był też strach, czy na pewno przyjdzie dużo ludzi, czy jeszcze mamy w sobie determinację, żeby walczyć o to, co ważne.

A jednak ludzie zmobilizowali się. Bo to ludzie się zmobilizowali, nie partie. Na placu Zamkowym czułam to poczucie wspólnoty, ono było dla wszystkich bardzo ważne. To jest nam potrzebne – i to nic wstydliwego. Przyszły tłumy, a protesty zorganizowano przecież również w wielu innych miastach, co bardzo mnie cieszy.

Czy ten wczorajszy wieczór to może być moment przełomowy?

Tego nie jestem pewna. Bardziej słyszę głosy, że to był dowód na to, że potrzebna jest zjednoczona opozycja, czyli wspólne listy wyborcze. Czyli robi się z tego element walki na opozycji, a nie walki o Polskę.

A jak powinno być?

Wspólne listy mają sens, tylko jeśli poprzedzone będą prawyborami, proponowanymi od lat przez Obywateli RP. Prawybory odbyły się też na Węgrzech. Wtedy szybko przekonalibyśmy się, kogo ludzie faktycznie chcą na listach i zwiększylibyśmy szanse na pokonanie PiS. No, ale wtedy mogłoby się tak zdarzyć, że na wiodące miejsca na listach trafiliby ludzie, którzy są teraz w cieniu, mimo że robią konkretne rzeczy, a nie ci, którzy siedzą najbliżej szefów partii. Miejsce na liście zależne od faktycznej pracy dla obywateli, a nie od układów z szefostwem partii? To dla każdej partii przerażająca wizja.

PiS przyhamuje teraz w antyunijnej polityce?

Jarosław Kaczyński dostał mocny dowód, że Polacy chcą być w Unii. Spodziewam się, że PiS dalej będzie trzymać się narracji, że nie chodzi w tych działaniach o polexit, ale o suwerenność. Tylko że mało kto w to wierzy. Również mało kto z elektoratu PiS wierzy, że Trybunał Konstytucyjny jest obecnie niezależny, a więc PiS okłamuje też własny elektorat, podtrzymując tę narrację. To może być politycznie kosztowne.

Poza tym odwróciła się sytuacja komunikacyjna. Społeczeństwo, również część głosująca na PiS, nie rozumie i nie zajmuje się sprawami, które są osią sporu między PiS a Unią Europejską.

Aby przekonać do siebie wyborców w sprawie praworządności, PiS sięga po trudne, abstrakcyjne dla odbiorcy argumenty, np. wskazując na rozwiązania dotyczące sądownictwa z innych państw.

To, co kiedyś działało na niekorzyść strony prodekomkratycznej - broniliśmy trudnej do zrozumienia materii, teraz działa na niekorzyść PiS - muszą tłumaczyć szczegóły, które w ogóle nie obchodzą jego elektoratu. Nie mają odpowiedzi na jasną narrację demokratów: chcemy być w Unii. A elektorat PiS nie toleruje porażek czy słabości. Nie wybacza.

Po demonstracji na placu Zamkowym pokierowała pani jeszcze marszem na Nowogrodzką.

Tak, poszliśmy na Nowogrodzką, do źródła zła. Było nas oczywiście mniej niż na Zamkowym. I to jest normalne - nie wszyscy czują się na siłach biegać po mieście i być narażonymi na przemoc policji. Po drodze policja próbowała nas spowalniać, rozbijać na mniejsze grupy, gazowała ludzi, spisywała ich. Stosowała wszystkie nielegalne taktyki, za które potem przegrywa sprawy w sądach.

Poszliśmy, bo trzeba się ćwiczyć w oporze, tak jak trzeba się ćwiczyć w wolności. I trzeba zaskakiwać. Trzeba być nieprzewidywalnymi. I trzeba robić rzeczy po swojemu. Kolejna próba już 22 października, blokujemy Warszawę w rocznicę oświadczenia mgr Przyłębskiej.

Policja podaje, że w niedzielę zatrzymała dziewięć osób, wylegitymowała 71 osób i skierowała 36 wniosków o ukaranie do sądu.   

Będę chyba miała zarzut przewodniczenia niezarejestrowanemu zgromadzeniu. A wśród zatrzymanych był m.in. Franek Broda [siostrzeniec premiera Mateusza Morawieckiego, aktywista na rzecz praw osób LGBT], podobno za odpalenie racy. Zwracam uwagę, że policja tak nie reaguje na Marszu Niepodległości, który cały płonie od rac.

Jest jeszcze jedna rzecz z policją, która nie daje mi spokoju.

Co takiego?

Chwilę przed manifestacją, kiedy byłam wraz z innymi osobami zaproszonymi na scenę w drodze na plac Zamkowy, do Agnieszki Czeredereckiej [OSK] zadzwonił jeden z dowódców wczorajszego zabezpieczenia. Poinformował, że mają informacje o groźbach zamachu na mnie. Nie mogłam wysiąść z busa, którym jechaliśmy, dopóki nie odebrał mnie wyznaczony policjant. Byłam chroniona przez cały czas.

Nie wiem, czy zagrożenie było prawdziwe. Groźby dostaję w hurtowych ilościach od dawna, a moje doświadczenie w tej sprawie jest np. takie, że kiedy w marcu zgłoszone były alarmy bombowe związane ze wspieraniem Strajku Kobiet przez różne organizacje, policja umorzyła sprawy. Więc jestem dość sceptyczna – ale dopiero za parę lat się dowiemy, czy była to prawdziwa ochrona, czy też sposób na to, bym bez oporów maszerowała z policjantem.

A może ustawka potrzebna do tego, żeby pan rzecznik KSP Sylwester Marczak mógł się chwalić, że chronią "nawet" mnie, mimo że jego zdaniem nie lubię policji. [stanowisko policji w tej sprawie pod tekstem].

Tymczasem ja nic nie mam do policji – mam dużo do osób w mundurach, które zamiast działać na podstawie prawa, działają na podstawie komunikatów płynących do Komend Głównej i Stołecznej z Nowogrodzkiej. Widać to było wczoraj, kiedy policja służyła jako prywatna ochrona Bąkiewicza przed interwencjami straży miejskiej, uprawnionej i zobowiązanej do usunięcia go z zajmowanego nielegalnie miejsca.

Czy coś niebezpiecznego się zdarzyło?

Poza atakami policji (poleciał gaz, policjanci skopali Franka Brodę) na maszerujące z nami osoby nie widziałam żadnych niebezpiecznych sytuacji. Czyli najgroźniejsza była sterowana z Nowogrodzkiej policja.

Dziś przed Trybunałem Sprawiedliwości UE w Luksemburgu rozpocznie się rozprawa dotycząca tzw. mechanizmu warunkowości, służącego ochronie budżetu UE w przypadku naruszenia praworządności w państwach członkowskich. Czego się pani spodziewa?

Nie wiem, co się stanie, ale mam nadzieję, że sędziowie TSUE nie zawahają się i nie zostawią PiS-owi żadnego pola do manipulacji, do dalszych bezczelnych kłamstw i oszustw w ich stylu. I to jest jednocześnie szkoda i wstyd, że mimo obowiązywania mechanizmu już od stycznia tego roku znów jedynym wykonującym należycie swoje obowiązki organem UE jest TSUE, podczas gdy Komisja od miesięcy chowa głowę w piasek i zasłania się – właśnie m.in. Trybunałem Sprawiedliwości, żeby usprawiedliwić własną niemoc i bezczynność.  

***

Zapytaliśmy rzecznika prasowego komendanta stołecznego policji, nadkom. Sylwestra Marczaka o groźby kierowane pod adresem Marty Lempart i działania policji podjęte w tej sprawie w niedzielę. 

- Niestety, ostatni czas to szereg gróźb dotyczących osób powszechnie znanych. Jeden z sygnałów dotyczył bezpośrednio Marty Lempart. Sprawa ta pokazuje, że jako policja zawsze działamy na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców. Nie ma dla nas znaczenia, w jaki sposób na nasz temat kto się wypowiada. Pomimo braku zawiadomienia w tej sprawie naszą szczególną uwagę skupialiśmy na jej otoczeniu, by nie doszło do niebezpiecznej sytuacji - mówi "Wyborczej" Sylwester Marczak. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.