Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest sędzią VII Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków

Ostateczne fiasko argumentum ad tribunale

Każdy sędzia polski musi zdawać sobie sprawę, że właśnie nadszedł najważniejszy moment w jego życiu zawodowym.

To dla nas wielki czas próby. Obszar ucieczki od decyzji o ustosunkowaniu się do orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, który kurczył się od 2015 r., to jest od początku sporu o TK, przestał istnieć.

W zwykłej, codziennej pracy sędziego dotychczas można było wykonywać różnego rodzaju uniki, by w swym orzecznictwie uciec od konieczności zajęcia stanowiska, czy twory, które produkuje sąd konstytucyjny, są wyrokami i jakie jest ich oddziaływanie na porządek prawny. W dniu 7 października 2021 r. ten okres został definitywnie zamknięty.

Orzeczenie ogłoszone na zamówienie polityczne nie pozostawia już jakiegokolwiek marginesu. Stwierdzono w nim bowiem, że orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jako sprzeczne z konstytucją nie mają mocy wiążącej, jeśli wydawane są poza jego kompetencją, a za takie zostały uznane orzeczenia, które dotyczą obszaru krajowego wymiaru sprawiedliwości. Zresztą obszary te będą teraz dowolnie dobierane według politycznego klucza. Te wyroki TSUE, które nie spodobają się partii rządzącej, będą uznawane za orzeczenia ultra vires (czyli wydane poza zakresem kompetencji TS), a więc w Polsce nieobowiązujące. Zatem to politycy zdecydują, do których wyroków najważniejszego sądu europejskiego będą się stosować, a które pominą.

Każdy sędzia, bez względu na szczebel sądownictwa, na którym orzeka, jest zobowiązany na mocy konstytucji do przestrzegania wiążącego Polskę prawa międzynarodowego, w tym orzeczeń europejskich sądów i trybunałów.

Dzień przed wydaniem przez TK omawianego wyroku, który w istocie miał być odpowiedzią na wyrok TSUE z 6 października 2021, w którym uznano, że orzeczenia wydane przez neosędziego powołanego na swój urząd z rażącym naruszeniem prawa powinny być pomijane, jego wiceprezes wydała niezwykle istotne postanowienie. Oddaliła w nim wniosek rządu polskiego o zmianę środka tymczasowego orzeczonego 14 lipca skutkującego częściowym zawieszeniem aktywności Izby Dyscyplinarnej.

W uzasadnieniu tej decyzji znalazły się niezwykle istotne stwierdzenia. Otóż powołując się na wyrażoną w art. 19 Traktatu o Unii Europejskiej zasadę skutecznej ochrony prawnej, której winny udzielać sądy krajowe, podniesiono, że okoliczność, że krajowy trybunał konstytucyjny podważa skutki płynące z orzeczenia TSUE, nie ma znaczenia dla jego skuteczności.

Zgodnie bowiem z zasadą pierwszeństwa prawa unijnego, okoliczność, że państwo członkowskie powołuje się na przepisy prawa krajowego, nawet rangi konstytucyjnej, nie może naruszać jedności i skuteczności prawa wspólnotowego.

A zatem wyrok TK z dnia 7 października nie może być podstawą do ignorowania dotychczas wydanych oraz ogłoszonych w przyszłości orzeczeń TSUE. Innymi słowy: wyrok TK nie może pozbawić skutków orzeczenia luksemburskiego Trybunału Sprawiedliwości.

W tym kontekście nie można również zapominać o kontrowersjach związanych ze składem, w jakim TK wydał swe rozstrzygnięcie. W jego składzie znaleźli się bowiem sędziowie wybrani na zajęte już miejsca, co w świetle rozstrzygnięcia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 7 maja 2021 r. (sprawa Xero Flor Sp. z o.o. przeciwko Polsce) eliminuje możliwość przyjęcia, że w sprawie orzekał sąd w rozumieniu art. 6 konwencji. A tylko sąd może wydawać wiążące rozstrzygnięcia.

Pomijanie wyroków TK wydanych w nieprawidłowym składzie nie jest niczym nowym. Wystarczy przytoczyć tu przykład zarządzeń aktualnej I prezes SN Małgorzaty Manowskiej, mocą których Izba Dyscyplinarna została częściowo zamrożona, co stanowiło wykonanie orzeczenia TSUE z 14 lipca 2021 r., mimo że tego samego dnia Trybunał Konstytucyjny uznał, że środki tymczasowe wydane w tym przedmiocie jako sprzeczne z polską konstytucją nie powinny być wykonane. Także Naczelny Sąd Administracyjny w sierpniu, stosując się do rozstrzygnięć TSUE, wbrew orzeczeniu TK uchylił uchwały neo-KRS dotyczące rekomendacji na stanowiska sędziowskie w SN. Znane są również orzeczenia sądów powszechnych pomijających wyroki TK wydane w niewłaściwym składzie z udziałem dublerów (np. SR dla Wrocławia-Krzyków czy Sąd Rejonowy w Gorzowie Wielkopolskim).

Wyrok TK z 7 października 2021 r., skutkujący wyprowadzeniem Polski z unijnego porządku prawnego poprzez wypowiedzenie posłuszeństwa rozstrzygnięciom TSUE, winien być zatem pomijany w orzecznictwie sądów polskich.

Z przytoczonych przykładów wynika, że tego rodzaju decyzji nie powinno się traktować jako aktu sędziowskiej odwagi. Raczej chodzi tu o przestrzeganie elementarnych obowiązków w zakresie stosowania się do obowiązujących przepisów, zarówno krajowych, jak i europejskich, oraz orzeczeń TSUE, do którego należy monopol na interpretacje postanowień traktatów tworzących wspólnotę prawa unii europejskiej. Jestem przekonany, że sędziowie polscy znają swoje powinności w tym zakresie i będą grupą, która skutecznie powstrzyma tragiczny w skutkach dla naszej przyszłości polexit.

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.