Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czasowe continuum 

Dwa dni temu na terenie Uniwersytetu Warszawskiego miała miejsce uroczystość upamiętniająca fatalną, osiemdziesiątą czwartą rocznicę wprowadzenia na uczelni getta ławkowego dla studentów żydowskich. Może napomknę niezorientowanym, że w 1937 roku Rzeczpospolita nie znajdowała się jeszcze pod niemiecką okupacją. Stanowiła kraj wolny i poniekąd demokratyczny. Zupełnie jak teraz.

Ktoś mógłby zadać pytanie, po co się zajmować historią sprzed niemal wieku? Otóż uważam, że nasze dzieje, lecz tylko te niezakłamane, umożliwiają nam trwanie i rozwój dzięki temu prostemu mechanizmowi, z pomocą którego na podstawie doświadczeń potrafimy wyciągać wnioski i w miarę precyzyjne przewidywanie przyszłych zdarzeń.

Podczas wspomnianej uroczyści zaprezentowano projekt tablicy, która w przyszłym roku zostanie wmurowana na jednej z uniwersyteckich ścian (zdjęcie). Przemawiał m.in. prof. Jacek Leociak, którego często cytuję z racji jego publikacji historyczno-literackich. Podkreślam, że historycznych, a jednak dojmująco aktualnych z powodu historii właśnie, która kołem się toczy. Profesor raptem pięć lat temu napisał do "Krytyki Politycznej" artykuł zatytułowany "Cały naród ratuje swoich Żydów", zaczynający się od osobliwego prologu: "Dumni dumą słuszną swą jesteśmy, dumę naszą światu dumnie pokazujemy i pokazywać będziemy, żeby świat pojął wreszcie…", który Państwa życzliwej uwadze polecam dla przypomnienia.

W naszym dyskursie publicznym pojawia się coraz częściej straszne słowo "faszyzm", choć sceptycy zaprzeczają, jakoby można było łączyć je w epitet z polskością i mówić "polski faszyzm". Faszyści bowiem ich zdaniem co do istoty byli odziani w nazistowskie mundury i mówili jedynie po niemiecku. Otóż historia getta ławkowego na Uniwersytecie Warszawskim zadaje kłam tej tezie. Faszyzm kwitł w Polsce w okresie międzywojennym, pojmowany jako zmowa populistycznej władzy z żądnymi krwi obywatelami, którym podsuwa się pod nos ofiary w charakterze zachęty, przynęty do pogromów.

Nawet prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, znany z wielce dyplomatycznego języka, użył ostatnio słowa "faszyzm", opisując działalność polskich władz. Powiedział: "Mamy do czynienia z próbą odhumanizowania uchodźców, rodem z czasów faszystowskich". Równie, jak wszyscy wiemy, wdzięczną jak Żydzi, uchodźcy grupą do siania nienawiści są geje, lesbijki i całe środowisko LGBTQ.

Gdyż w państwie faszystowskim ofiarą nieludzkiego traktowania padają jednostki i grupy słabsze, wykluczane i dyskryminowane. Chodzi o to, by społeczeństwo zbytnio się nie trudziło i nie bało wyrażania wrogości i pogardy wobec swoich ofiar.

Słupki poparcia rosną PiS-owi teraz, gdy postanowiono wydać na pewną śmierć uchodźców wraz z dziećmi. Polacy czują się silni swoją roztropnością, która nakazuje im poświęcać życie obcych i innych w imię gwarancji własnego bezpieczeństwa. Swoim aplauzem dla działań władzy Polacy umacniają w sobie przekonanie, że ich życie jest wartościowsze od cudzego, ponieważ stanowią wyjątkową rasę wyższą, która powinna plenić się na świecie jako nośnik katolickich wartości.

Przemysław Wiszniewski

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.