"Koleżanki Sąsiadki" to wolontariuszki, które będą pomagać kobietom doświadczającym przemocy w 600 miejscowościach w Polsce. Mogą towarzyszyć im podczas zeznań na komisariacie, umówić wizytę u psychologa, porozmawiać i potrzymać za rękę
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według statystyk każdego roku w Polsce ok. 100 tys. osób pada ofiarą przemocy w rodzinie – to jedynie przypadki, które zgłosiły swoją sytuację wymiarowi sprawiedliwości. Faktyczna liczba pokrzywdzonych na skutek domowej opresji według pomocowych organizacji kobiecych sięga rocznie 800 tys. 
Ogólnopolski Strajk Kobiet rozpoczął właśnie szkolenia dla wolontariuszek, które wezmą udział w antyprzemocowym projekcie "Koleżanki Sąsiadki". Uczestniczki projektu – współczesne "latarniczki" – podpowiedzą, co w kryzysowej sytuacji można zrobić, do kogo się zwrócić, gdzie znaleźć schronienie, jak egzekwować swoje prawa. Projekt "Koleżanki Sąsiadki" finansowany jest ze środków International Planned Parenthood Federation (IPPF) oraz z donacji uzyskanej z akcji gazety "Die Tageszeitung".

O projekcie opowiada jego koordynatorka Agnieszka Czerederecka z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Anita Karwowska: "Koleżanki Sąsiadki" to autorski antyprzemocowy projekt Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, realizowany wspólnie z ekspertkami między innymi z Centrum Praw Kobiet. Pogotowie, do którego po pomoc zgłaszać się będą mogły osoby doświadczające przemocy domowej. Skąd pomysł? 

Agnieszka Czerederecka: Inspiracja do tego projektu jest podwójna. Przede wszystkim to odpowiedź na wielokrotnie powracające pytania, które docierały do nas od dziewczyn aktywnych w Strajku Kobiet. Pytały o kogoś, kto może pomóc koleżance, wobec której mąż stosuje przemoc, szukały kontaktów do psychologów, organizacji zajmujących się wsparciem w takiej sytuacji. 

A druga inspiracja?

To moje osobiste doświadczenie. Koleżanka, która pracowała w fabryce w niewielkiej miejscowości pod Warszawą, opowiedziała mi o swojej współpracowniczce. Po tym, jak odszedł od niej mąż, kobieta została z dwójką małych dzieci i zmuszona była zamieszkać z teściową.

Ta stosowała wobec niej przemoc, najpierw psychiczną, potem również fizyczną. Lokalnie trudno było znaleźć pomoc, ponieważ teściowa była wysoko wyeksponowaną miejscową urzędniczką. Gdziekolwiek osoba doświadczająca przemocy zgłosiła się po pomoc, sprawie ukręcana była głowa. Pomogłyśmy jej wyjść z tej sytuacji wspólnymi, koleżeńskimi siłami. Wyprowadziła się od teściowej, znalazła inną pracę i mieszkanie. 

I taki ma być sens działań "Koleżanek Sąsiadek" - realnie, a przy tym mądrze pomagać kobietom, które doświadczają przemocy. Tym bardziej że w czasie lockdownu skala domowej przemocy się zwielokrotniła, a nie poszło za tym zwiększenie form pomocy.

W najbardziej beznadziejnej sytuacji są dziś kobiety w małych miejscowościach. Często nie mają się do kogo zwrócić. Bo takich ośrodków pomocy po prostu nie ma lub są oddalone wiele kilometrów od miejsca ich zamieszkania. Niektóre szukają pomocy w kościele, ale księża w takich sytuacjach najczęściej doradzają, by cierpliwie znosić swój "krzyż" i nie prowokować męża czy partnera.

Kobiety doświadczające przemocy z małych miasteczek i wsi często również wstydzą się o tym mówić, gdyż środowisko jest tak małe, że prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto sprawę rozgłosi albo nawet zablokuje - a to w urzędzie, w MOPS-ie albo na komisariacie.

W tych małych lokalnych społecznościach wszyscy się znają. Szwagier jest policjantem, ciotka sprząta na plebanii, a stryjenka pracuje w MOPS-ie. Kobiety będące w takiej sytuacji często również nie mają pieniędzy, aby pojechać po pomoc gdzieś dalej. Albo w ogóle nie wiedzą, gdzie mogą pojechać. 

Co zmieni wasz program?

Będziemy blisko kobiet, które doświadczają pomocy. Najpierw dokształcimy się, potem stworzymy ogólnopolską sieć kontaktów. 2 października rozpoczął się półroczny cykl warsztatów - szkoleń dla wolontariuszek. To oferta dla wszystkich, którzy mają w sobie chęć pomocy, empatię i determinację do działania. Nie stawiamy żadnych formalnych wymogów poza wiekiem - osoby w programie muszą być pełnoletnie.

Wszystkie wolontariuszki przejdą zajęcia z prawa, socjologii, psychologii. Dostarczymy praktycznej wiedzy do tego, by umiały mądrze, odpowiedzialnie i skutecznie pomagać. Wymiar naszych działań ma być bardzo praktyczny. Jeśli z taką współczesną Latarniczką skontaktuje się kobieta doświadczająca przemocy, to nasza wolontariuszka może pójść z nią na komisariat, pomóc złożyć zeznania, pojechać na obdukcję, znaleźć i umówić wizytę u psychologa, skontaktować z prawnikiem, pojechać z nią do Centrum Praw Kobiet, ale też po prostu porozmawiać, potrzymać za rękę, odebrać telefon, gdy zadzwoni. 

To pomoc nieformalna. Będziecie więc musiały pewnie nie raz zderzyć się z niechęcią policjantów do współpracy, którym nie na rękę będzie wasza obecność podczas składania zeznań. 

Nasz kurs ma za zadanie również nauczyć rozmów z policjantami, aby nie ignorowali nas. Przerobiłam to osobiście, kiedy poszłam na komendę z koleżanką, aby założyć w jej sprawie niebieską kartę. Nie było łatwo, ale nie dałam się wyrzucić i osiągnęłam cel dzięki temu, że znałam podstawy prawne, wiedziałam, jakie prawa ma osoba doświadczająca przemocy.

To ogromna zmiana w porównaniu z sytuacją, gdy z policjantem próbuje rozmawiać ktoś, kto nie zna swoich praw, a do tego jest w bardzo złym stanie psychicznym, często również w złym stanie fizycznym albo w głębokiej traumie. A do tego boi się o siebie i swoje dzieci.

Przyda się też w ośrodkach pomocy społecznej, w których działaniach jest mnóstwo rutyny. 

Jesteśmy właśnie po to, by tę rutynę przełamywać. 

Chcecie działać w 600 miejscowościach. To wielka skala. Realne?

Chwilę potrwa, zanim dojdziemy do tego. Na razie mamy prawie 200 chętnych osób z różnych części kraju. Mam u siebie w gabinecie mapę Polski, na której zaznaczam miejscowości obsadzone przez nasze wolontariuszki. Największym problemem są wschodnie województwa i Podhale, stamtąd mamy pojedyncze zgłoszenia. Bardzo chciałabym dotrzeć również tam z pomocą. 

Czy w tych rejonach przemocy jest więcej niż w innych częściach Polski?

Przemoc jest wszędzie. W podlaskich wsiach i na warszawskim Wilanowie. Wśród wolontariuszek mamy właśnie dziewczynę z tej dzielnicy. W zgłoszeniu napisała, że nie jest w stanie wytrzymać tego, że od dwóch miesięcy słyszy zza ściany jak sąsiad bije żonę. Próbowała coś z tym zrobić, rozmawiać z tą kobietą, ale nie wyszło. Dlatego chce nabyć kompetencji, by w takiej sytuacji lepiej zareagować. 

Podoba mi się język tego projektu. Wolontariuszki, które będą pomagać, nazwane są w nim właśnie Koleżankami-Sąsiadkami albo Latarniczkami. To mocno skraca dystans, buduje poczucie zaufania. 

Początkowo bałam się, że to zbyt zwykła nazwa dla projektu, ale potem stwierdziłam, że jest prawdziwa. Koleżanka-Sąsiadka to oczywisty trop, bo często właśnie tak te historie pomocy się zaczynają. Jedna dziewczyna pyta inną, czy nie zna kogoś, kto mógłby pomóc. Taka koleżeńska albo sąsiedzka droga. 

Jak będzie można do nich dotrzeć? 

Tworzymy sieci kontaktów - od lokalnej społeczności do poziomu wojewódzkiego. Dane kontaktowe można znaleźć na fanpage'u Facebookowym Koleżanki Sąsiadki . Tam będziemy wymieniać się informacjami, szukać kontaktów, zawiadamiać o konieczności interwencji. Zapraszam wszystkich, którzy potrzebują takich informacji. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Brawo! W Was nadzieja!
już oceniałe(a)ś
10
0
Brawo!!!
już oceniałe(a)ś
4
0
Fajnie. Szkoda tylko, że zmarnowano potencjał społeczny na prawdziwie lewicową, nie post-PZPRowską partię i zmianę parlamentarną, a nie "na święte nigdy" uliczną...

I zostaliśmy, z pseudo-lewicą, episkopatalną platformą i niespecjalnie wydarzonym ruchem hołowni. O sprzedawczykach z PSL czy innym badziewiu, nie wspomnę.

O kant CH potłuc wszelkie wsparcie, jeżeli policja odbierająca zeznania będzie faszystowska, a wydające orzeczenia sądy pisowskie.
już oceniałe(a)ś
1
0
Jest zdanie,, żeby iść do kościoła prosić o pomoc, ale księża każą być cierpliwą i znosić swój krzyż '' i w tym wypadku księża doradzają, żeby iść i głosować na PiS. Oto cała dorada kościoła maltretowanej kobiecie. Żeby to się zmieniło to kobiety powinny przeciwstawić się przemocy, którą popiera PiS, to było widać na protestach, gdzie kobiety bito pałkami teleskopowymi i łamano im ręce.
już oceniałe(a)ś
0
0