Zastępca komendanta Straży Granicznej w Michałowie stwierdził, że znajdowane przez nich dzieci migrantów nie mają butów, bo dla wzbudzenia litości funkcjonariuszy ściągają je im rodzice. Chciałabym zebrać te wszystkie buty, czy raczej strzępy butów, które widziałam podczas moich spotkań z zatrzymanymi, i pokazać je komendantowi - mówi zastępczyni RPO dr Hanna Machińska
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z dr Hanną Machińską, zastępczynią rzecznika praw obywatelskich

ANITA KARWOWSKA: Już kilka razy była pani w strefie stanu wyjątkowego i rozmawiała z zatrzymywanymi tam cudzoziemcami. Jest pani świadkiem tego, czego nie mają widzieć dziennikarze i reszta odciętego od informacji znad granicy społeczeństwa. Co wszyscy dziś powinni wiedzieć o tym, co się tam dzieje?

DR HANNA MACHIŃSKA: Wraz z przedstawicielami Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur, Zespołu ds. Równego Traktowania oraz przedstawicielami RPO zajmującymi się służbami mundurowymi odbywaliśmy wiele wizytacji. Ostatnie dwie miały miejsce w strefie objętej stanem wyjątkowym, ale również poza tą strefą. Niestety nie mogę przekazać opinii publicznej wszystkich informacji, ponieważ nie pozwalają na to przepisy o stanie wyjątkowym.

Podpisuje pani klauzule poufności?

- Nie, po prostu takie jest prawo.

To o czym możemy rozmawiać?

- Możemy rozmawiać o wielu problemach związanych np. z traktowaniem migrantów, ale zacznijmy od odkłamania pojawiających się w oficjalnym przekazie informacji. Np. o tym, że zatrzymywane osoby to migranci ekonomiczni.

My usłyszeliśmy od nich o prześladowaniach, których doznawali w swoich krajach. Mówili o konieczności podjęcia tak ryzykownego wyzwania, bojąc się o życie swoje i swoich dzieci. Zapewne część z nich decyduje się na ucieczkę z powodów biedy, która ich dotyka. A przecież dopóki nie rozpoczną procedury, prosząc o udzielenie ochrony międzynarodowej, to funkcjonariusze Straży Granicznej nie mogą określić statusu tych osób, ich sytuacji.

Jakie to przypadki?

- Mężczyzna z Konga uciekał z powodu działalności politycznej. Schronienia szukają w Polsce prześladowani Kurdowie, Irańczycy, Somalijczycy, migranci z wielu państw afrykańskich. Spotkaliśmy osoby, które mówiły, że przeszły z islamu na inną religię, co równoznaczne jest w ich krajach z wyrokiem śmierci.

Sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna, ponieważ bardzo często uciekają całe rodziny. W czwartek rozmawialiśmy z rodzicami i ich pięciorgiem dzieci z Iraku, najmłodsze z nich miało cztery miesiące. To są obrazy, których się nie zapomina. I wciąż są ze mną zdjęcia dzieci i ich rodzin z Michałowa. To było skierowane przeciwko nim działanie bezprawne, pozbawione elementarnej empatii, pozbawione człowieczeństwa.

Jakie przepisy prawa polskiego i międzynarodowego są obecnie naruszane na granicy?

- Przede wszystkim polska konstytucja w art. 56 ust.1 gwarantuje cudzoziemcom możliwość skorzystania z azylu. Dalej czytamy, że cudzoziemcowi poszukującemu ochrony przed prześladowaniem może być przyznany status uchodźcy, zgodnie z umowami międzynarodowymi. Złamano wiele przepisów konstytucji.

Sięgnijmy do konwencji genewskiej dotyczącej statusu uchodźców z 1951r., która stanowi, że państwa nie będą nakładały kar za nielegalny wjazd i pobyt uchodźców, jeśli przybywają z terytorium niebezpiecznego dla ich życia. Obowiązkiem jest bezzwłoczne zgłoszenie do władz.

Konwencja stanowi o zakazie wydalania i zawracania. Wybiórczo warto przywołać prawo unijne - Kartę Praw Podstawowych UE, w której zapisano prawo do azylu, kodeks graniczny Schengen o respektowaniu praw osób ubiegających się o ochronę międzynarodową, dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2013/32 w sprawie udzielania i cofania ochrony międzynarodowej. Ponadto należy zwrócić uwagę na art. 4. protokołu nr 4 europejskiej konwencji praw człowieka zakazujący zbiorowego wydalania i inne przepisy EKPC wskazane w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przywołane w wyrokach przeciwko Polsce. Trybunał orzekł, że Polska naruszyła zakaz nieludzkiego i poniżającego traktowania oraz tortur, zakaz zbiorowego wydalania, braku skutecznego środka odwoławczego. To były przypadki nieprzyjmowania wniosków od cudzoziemców i odmówienia dostępu cudzoziemcom do procedury uchodźczej.

Tak więc każda zatrzymana osoba, niezależnie od tego, czy przeszła przez punkt graniczny, czy przekroczyła granicę nielegalnie, powinna mieć możliwość złożenia wniosku o ochronę międzynarodową. Wiemy, że tak się nie dzieje, bo byliśmy świadkami takich sytuacji.

Podczas wizyt w placówkach granicznych prosiliśmy o potwierdzenie na piśmie, że funkcjonariusz przyjął wniosek o ochronę międzynarodową od danej osoby. Nasze interwencje pomagają, ale przecież nas nie ma tam na miejscu non stop.

Najnowsze dane Straży Granicznej mówią, że wnioski o ochronę międzynarodową w Polsce złożyło 44 proc. osób przebywających w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców. Co z resztą?

- To m.in. osoby, które nie wiedzą, że mają możliwość złożenia takiej deklaracji. To częste przypadki. Dopytywałam funkcjonariuszy, czy zatrzymani wiedzą, jakiej procedurze podlegają. Przyznali, że nie wiedzą i nikt ich o tym nie informuje. Funkcjonariusze nie pytają zatrzymanych, czy chcą złożyć wniosek o ochronę międzynarodową. Wychodzą z założenia, że oni sami mają wiedzieć, że to ich prawo.

Spotkałam w placówkach straży cudzoziemców, którzy dostali decyzje o deportacji, jednak nie rozumieli, co to za dokument, ponieważ był wystawiony w języku polskim. Na dole pisma była co prawda adnotacja, że dokument został przetłumaczony przez tłumacza jęz. kurdyjskiego, ale tego tłumaczenia żadna z tych osób jednak nie widziała.

Zatrzymani są więc niemymi uczestnikami stosowanych wobec nich procedur. Nie mają pojęcia, co się z nimi dzieje. To łamanie ich praw.

Aby to zmienić, walczymy, by w każdej placówce granicznej była zamieszczona w kilku językach informacjach o stosowanych w takich postępowaniach przepisach.

Ale i tak niewiele osób ma szansę taki wniosek złożyć, ponieważ zanim do tego dojdzie, strażnicy wywożą je na granicę i wypychają z Polski. Straż Graniczna działa na podstawie rozporządzenia MSWiA legalizującego pushbacki. Czy nie łamie w ten sposób prawa?

- W ten sposób funkcjonariusze i państwo polskie dopuszczają się działań niezgodnych z konwencją genewską, przepisami Unii Europejskiej, o których wspomniałam, a więc Kartą Praw Podstawowych, dyrektywą 2013/32, kodeksem Schengen i europejską konwencją praw człowieka orzecznictwa ETPC.

Rozporządzenie MSWiA zmieniające rozporządzenie w sprawie czasowego zawieszenia lub ograniczenia ruchu granicznego na określonych przejściach granicznych zostało negatywnie zaopiniowane przez RPO.

Projekt ustawy o zmianie ustawy o cudzoziemcach umożliwiający wydalanie cudzoziemców bez właściwej procedury trafił już do Senatu. W tej sprawie alarmuje Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE, zwracając uwagę na to, że forsowane przepisy umożliwiają zostawienie wniosku o azyl bez rozpoznania i nie przewidują skutecznego środka odwoławczego. W opinii wręcz mówi się o tym, że projekt ustawy nie powinien być przyjęty, zaś przepisy rozporządzenia MSWiA "nie tylko umożliwiają przymusowe wydalenia, ale również mogą prowadzić do zbiorowych wydaleń".

Podkreśla się również, że oba akty skutkują naruszeniem prawa do skutecznego środka odwoławczego w sytuacji osoby poszukującej ochrony międzynarodowej, Mówi się wyraźnie, że projekt ustawy uniemożliwia wystąpienie z wnioskiem o azyl i dlatego nie powinien być przyjęty .

Wylicza pani tę listę naruszeń strażnikom granicznym i?

- I mówią: stosujemy się do rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych.

Kto powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności i jakiej za łamanie tak wielu praw?

- To bardzo zasadne pytanie.

Na przykład - kto powinien odpowiedzieć za sposób postępowania wobec dzieci z Michałowa ? Wywiezienie ich w nieznane nam miejsce to absolutnie haniebna i bezprawna decyzja. Nie wiemy dzisiaj, kto za nią stał. W takich sytuacjach mówimy o odpowiedzialności za narażenie drugiej osoby na utratę zdrowia lub życia.

Do tego dochodzi odpowiedzialność dyscyplinarna funkcjonariuszy. I ta ludzka, moralny wymiar działań każdej z tych osób, która uczestniczyła w procederze wypychania ludzi do granicy.

Co to za brutalność, zero poczucia człowieczeństwa. Jak ci ludzie spojrzą w oczy własnym rodzinom? 

Teraz interweniuje pani w placówkach Straży Granicznej, jesienią i zimą zeszłego roku wielokrotnie bywała pani na komisariatach, aby bronić praw osób zatrzymywanych na protestach Strajku Kobiet. Wtedy mówiła pani, że wielu policjantów jest przekonanych do swoich działań. Uważali, że pacyfikując protesty kobiet, służą bezpieczeństwu Polaków. Czy strażnicy, którzy wywożą do lasów zatrzymanych cudzoziemców, robią to z podobnym przekonaniem?

- Ta sytuacja jest bardziej złożona. Spotykaliśmy wraz z przedstawicielami Biura Rzecznika Praw Obywatelskich funkcjonariuszy, którzy byli bardzo przybici tą sytuacją. Przynoszą z domu odzież i jedzenie dla zatrzymanych. Współpracujemy ze stowarzyszeniem funkcjonariuszy Łączy nas Granica, którego jednym z celów działalności jest ochrona praw człowieka.

Razem z PCK przekazywaliśmy im dary rzeczowe, aby rozdysponowali je wśród potrzebujących osób zatrzymanych na granicy. To też nowe wyzwanie dla biura RPO, bo z instytucji skupionej na ochronie praw ludzi staliśmy się również instytucją niosącą pomoc humanitarną.

Tak, słyszałam o pogranicznikach, którzy przynosili gorące posiłki dla uchodźców, ale dzisiaj w materiałach znad granicy dominują obrazy innego zachowania funkcjonariuszy. Pełne bezwzględności wobec migrantów.

- Byłam ogromnie wzburzona słowami zastępcy komendanta Straży Granicznej w Michałowie, który relacjonował działania funkcjonariuszy. Miało to miejsce w czasie posiedzenia rady miejskiej w Michałowie. Stwierdził, że znajdowane przez nich dzieci migrantów nie mają butów, ponieważ ściągają je im rodzice. W ten sposób rzekomo chcą wzbudzić litość u funkcjonariuszy.

Chciałabym zebrać te wszystkie buty, czy raczej strzępy butów, które widziałam podczas moich spotkań z zatrzymanymi, i pokazać je komendantowi. Ci ludzie przemierzają kilometry po lasach i bagnach. Chciałabym, aby komendant zobaczył strzępy butów chłopca z Konga, którego spotkałam w czwartek. Był wycieńczony, miał lodowate stopy. Takich obrazów jest wiele.

Przedstawiciele biura RPO i PCK podczas wyjazdu na granicę.
Przedstawiciele biura RPO i PCK podczas wyjazdu na granicę.  mat. RPO

Razem z przedstawicielami Biura Rzecznika Praw Obywatelskich na granicę jeżdżą przedstawiciele Polskiego Czerwonego Krzyża? To zmiana, bo mimo dramatycznych apeli PCK nie było w Usnarzu przed wprowadzeniem stany wyjątkowego.

- Rozmawiałam z nowo wybranym prezesem PCK, który zapewnił, że organizacja jest gotowa do działań humanitarnych na tych terenach. Ratownicy medyczni z PCK byli z nami na granicy 23 i 30 września. Przywieźli ze sobą ubrania, buty, ciepłe skarpety, śpiwory, koce i inne potrzebne rzeczy. Nie wszędzie zostali dopuszczeni do placówek Straży Granicznej. A przecież PCK powinno mieć taką możliwość.

Nie wpuszczając PCK, państwo łamie po raz kolejny prawo?

- Misją PCK jest m.in. niesienie pomocy humanitarnej na rzecz osób chronionych międzynarodowymi konwencjami, a w szczególności konwencjami genewskimi ofiar wojny. Wprawdzie w rozporządzeniach Rady Ministrów dotyczących stanu wyjątkowego jest mowa o tym, że ograniczenia nie stosują się do osób przemieszczających się pojazdami ratownictwa medycznego i innych służb interwencyjnych, to jednak niedopuszczenie misji PCK, która ma szerzyć zasady humanitaryzmu, działać na rzecz ochrony zdrowia i życia ludzkiego oraz nieść pomoc, gdy dobra te są zagrożone, nie jest uzasadnione. Dlaczego uniemożliwia się im wykonywanie ich obowiązków?

Uchodźcy zatrzymani na granicy w Szymkach
Uchodźcy zatrzymani na granicy w Szymkach  Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Czy pani miała problemy z działaniami na terenach objętych stanem wyjątkowym?

- Kiedy byliśmy w Usnarzu, powstał problem dopuszczenia nas do samej granicy, jednak zapadła decyzja o tym, że mamy prawo wejścia na ten teren. Umożliwiono nam rozmowę z przebywającymi tam Afgańczykami. Nie mogę jednak przekazać szczegółów.

Co wynika z państwa wizyt przy granicy? Jakie działania podejmuje RPO?

- Interweniujemy w sprawie konkretnych osób w placówkach Straży Granicznej - nasza obecność sprawiła, że funkcjonariusze przyjmują wnioski o ochronę międzynarodową przebywających tam osób. Podejmujemy też szereg działań, o których nie mogę mówić. Rzecznik praw obywatelskich wysyła do premiera i innych władz wystąpienia, w których zabiegamy o konkretne rozwiązania. Do tej pory publikowaliśmy wszystkie takie wystąpienia na naszej stronie internetowej, ale obecnie, jeśli dotyczą problemów związanych ze stanem wyjątkowym, tego nie możemy czynić.

Zapewniam, że będziemy bardzo często obecni na przejściach granicznych i będziemy dalej interweniować - bez zapowiedzi, o różnych porach dnia i nocy.

Bardzo istotne jest też dla nas utrzymywanie kontaktu z organizacjami pozarządowymi, które spełniają tam niezwykle ważną rolę. To oni często udzielają pierwszej pomocy migrantom.

Jako jedna z nielicznych instytucji w Polsce możecie obecnie działać na granicy, podczas gdy większość z nas zmuszona jest tylko się temu w przygnębieniu przyglądać. Ta wymuszona bezradność jest coraz bardziej frustrująca. Co możemy dziś zrobić jako obywatele?

- Bardzo ważną rolę mają do spełnienia media. Ubolewam, że dziennikarze nie mają dostępu do tych miejsc. Rzecznik praw obywatelskich zgłaszał propozycję premierowi, by dziennikarze w systemie przepustek mogli pracować w pasie stanu wyjątkowego.

Za pośrednictwem mediów trzeba zmieniać obraz ludzi zatrzymywanych na granicy. Dziennikarze powinni gromadzić jak najwięcej informacji, które pomogą przeciwdziałać przekazom, że przedzierają się do Polski terroryści i przestępcy.

Dziś najważniejsze, by pokazać to, co jest prawdą, czyli obraz nieszczęśliwych, zdesperowanych ludzi, którzy potrzebują pomocy. W debacie publicznej powinno powracać pytanie: jak to było z nami, Polakami, gdy jeszcze w latach 80. wyjeżdżaliśmy z komunistycznej Polski? Czy musieliśmy przedzierać się przez bagna, przez zasieki?

Każdy w Polsce ma dziś obowiązek wykazania nie tylko zainteresowania, ale też działań na rzecz tych, którzy tej pomocy potrzebują, i odwrócenia tego fatalnego obrazu Polski, który poszedł w świat m.in. za sprawą wyrzuconych dzieci i ich rodzin z Michałowa. Udowadniajmy, że społeczeństwo polskie jest solidarne, że w Polsce obowiązują procedury międzynarodowe i humanitaryzm.

Przywróćmy znaczenie konstytucji, która stanowi o przyrodzonej, niezbywalnej godności człowieka, której poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.

Zastanówmy się jakie znaczenie ma art. 72 konstytucji, który mówi o ochronie praw dziecka, stanowiąc, że każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją. Jak można w tym kontekście wytłumaczyć postępowanie wobec dzieci z Michałowa i innych wielu dzieci.

Konstytucja ustanawia zakaz tortur i okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania. Konstytucja mówi też o humanitarnym traktowaniu osób pozbawionych wolności. A przecież wiele z tych osób zostało pozbawionych wolności. Stan wyjątkowy nie może ograniczać tych praw, a więc godności człowieka, ochrony życia, humanitarnego traktowania i ochrony praw dziecka.

Jakie znaczenie ma konstytucja, traktaty międzynarodowe czy wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka? To właśnie nasza rola, by w takich dramatycznych sytuacjach przywrócić właściwą moc tym najważniejszym regulacjom prawnym i pokazać, że jesteśmy gotowi do udzielenia pomocy tym, którzy znaleźli się w tak dramatycznej sytuacji. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Jutro za te decyzje będą wyroki. Jeśli nie w Warszawie, to w Hadze.
już oceniałe(a)ś
5
0
Pushbacki nie różnią się niczym od nazistowskich marszów śmierci. I rozporządzenie nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem.
już oceniałe(a)ś
2
0
PRZEDSTAWICIELE RPO POWINNI BYĆ NA GRANICY CAŁY CZAS
@spongebob2017
Powinni, ale ich tylu nie ma.
już oceniałe(a)ś
0
0
Siat powinien postawić Łukaszenkę przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze za zbrodnie na białoruskim narodzie oraz za śmierć migrantów na białoruskiej granicy. Takie postępowanie powinno wreszcie zastopować ciemiężenie własnego narodu oraz bezzasadne aresztowania opozycjonistów w tym Andrzeja Poczobuta.
już oceniałe(a)ś
0
0
Słyszałem w TVN-ie radosną wypowiedź dziennikarki, że jak Polacy zobaczą te zdjęcia dzieci, to na pewno PiS zacznie tracić w sondażach, a ja się wtedy uśmiechnąłem, bo sobie pomyślałem, że znam na tyle moich rodaków, iż mogę z całą pewnością powiedzieć, iż nie są tacy głupi, jak się tej dziennikarce wydaje. I mogę jeszcze jedno powiedzieć: Na pewno w sondażach będą tracili, którzy tak tymi zdjęciami epatują.
już oceniałe(a)ś
3
5