Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od 24 września trwa rejestracja na szczepienia trzecią dawką przeciwko COVID-19. Mogą z tego skorzystać osoby po 50. roku życia (po pół roku od przyjęcia drugiej dawki) oraz pracownicy ochrony zdrowia, którzy mają bezpośredni kontakt z pacjentami. 

Przyjęcie przypominającej dawki najpilniejsze jest w przypadku personelu medycznego, bo to ta grupa jako pierwsza zaczęła się szczepić już pod koniec grudnia ub. roku. A to znaczy, że odporność zaszczepionych wtedy osób dziś może być już mniejsza.

Kiedy rozpoczynała się akcja szczepień, dostęp dla tzw. grupy zero był bardzo szeroki - znaleźli się w niej lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, pracownicy szpitali, hospicjów, farmaceuci itd. 

Tym razem część pracowników ochrony zdrowia może mieć z zaszczepieniem kłopot, o czym zaalarmowali ratownicy medyczni. 

Jeszcze na początku tego tygodnia nie mieli aktywnych e-skierowań na szczepienie. W liście do "Wyborczej" położenie swojej grupy zawodowej opisał jeden z ratowników [nazwisko do wiadomości redakcji].

"Na liście [uprawnionych do szczepień] zabrakło jednego. Tzw. innego zawodu medycznego, czyli ratowników medycznych. Tak, ratownicy medyczni nie są uprawnieni według Ministerstwa Zdrowia do trzeciej dawki. Wniosek z tego, że ratownicy medyczni nie pracują bezpośrednio z pacjentami, nie są medykami, nie wiadomo, kim są. (...) A to ratownik ma kontakt z szerokim spektrum osób, które mogą być źródłem zakażenia. Nie trzeba się rozpisywać i tworzyć scenariuszy, które tworzy życie. Osoby bezdomne, nieprzytomne - jak ratownik ma ustalić, czy taka osoba jest zakażona?  Dzisiaj dzwoniłem pod numer telefonu informacji o szczepieniach 989, gdzie potwierdzono mi, że ratownicy są wykluczeni z trzeciej dawki. To jest sposób postępowania z osobami, które pracują na pierwszej linii? Nie widzę tutaj innej opcji, jak tylko zemstę ministerstwa za obecny protest" - czytamy w liście.

O zmianę przepisów zaapelowała m.in. Fundacja Wsparcia RK, która działa na rzecz podnoszenia jakości dostępnych usług ratowniczych. "Ratownicy Medyczni codziennie walczą z COVID-19 i są grupą szczególnie narażoną na ryzyko zakażenia koronawirusem. Powinni mieć oni łatwy dostęp do szczepienia. Jednak Ministerstwo Zdrowia nie wystawiło skierowań ratownikom medycznym. Lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci i inne zawody medyczne skierowania takie otrzymali. Ratownicy Medyczni zostali pominięci" - napisano w liście do ministra zdrowia. 

Ministerstwo Zdrowia naprawiło błąd i poszerzyło dostęp do trzeciej dawki. Według najnowszych wytycznych resortu grono uprawnionych do przyjęcia trzeciej dawki szczepionki nie ogranicza się wyłącznie do zawodów wymienionych w ustawie o zawodach medycznych. To znaczy, że przypominające szczepienie przysługuje również ratownikom, salowym, pracownikom administracyjnym szpitali, ale "pod warunkiem, że charakter wykonywanej przez nich pracy polega na bezpośrednich kontaktach z pacjentem lub w warunkach laboratoryjnych z materiałem zakaźnym SARS-CoV-2" - zastrzegł resort w komunikacie. 

Według ministerstwa, jeśli mimo tej zmiany ktoś uprawniony nie otrzyma e-skierowania, może zgłosić się po nie do lekarza w punkcie szczepień. Ratownicy obawiają się jednak, że system nie będzie sprawnie działał. 

Czwarta fala. Rośnie liczba zachorowań

W czwartek odnotowano 1208 nowych zakażeń koronawirusem, o jedną czwartą więcej niż przed tygodniem. Zmarło 27 osób. - To są liczby, które powinny nam, tym osobom, które są jeszcze niezaszczepione, które się wahają, czy się zaszczepić, uzmysłowić, że to może dotyczyć każdego z nas, każdego z naszych bliskich, że możemy trafić do szpitala, że możemy umrzeć. Myślę, że (...) osoby, które się wahają, powinny się udać do punktów szczepień, aby przyjąć szczepionkę, to jest jedyna broń, która może powstrzymać nas przed dużym efektem czwartej fali - przekonywał dziś rano w Polskim Radiu 24  wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. 

Medycy zaostrzają protest: minimalizujemy ilość pracy

Tymczasem medycy protestujący w białym miasteczku zapowiedzieli właśnie zaostrzenie działań. Po dzisiejszym, kolejnym spotkaniu z wiceministrem zdrowia Piotrem Bromberem ogłosili, że do do przełomu jest "wciąż bardzo daleko". Protestujący podtrzymują, że resort uporczywie zawyża koszty postulatów postawionych przez medyków. 

Namawiają innych pracowników ochrony zdrowia, by ograniczyli pracę do jednego etatu (wielu pracuje w kilku miejscach), odbierali zaległe urlopy, brali wolne na oddanie krwi i przestali zostawać w pracy po zakończonym dyżurze. W ten sposób protestujący chcą wykazać, jak duże są braki kadrowe w ochronie zdrowia. Tzw. minimalizowanie ilości pracy ma odbywać się do końca tego roku. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.