Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przesyłam list, który w dużych emocjach napisałem pod koniec sierpnia po spisaniu mojej córki przez policjanta w centrum Warszawy. Może to być jakiś dodatek do ostatnio opisywanych wydarzeń na komisariatach w całym kraju. A ostatnio i przy wschodniej granicy. W tym kontekście to oczywiście drobiazg, ale od takich drobiazgów zaczyna się ogromny problem, którego efekty są makabryczne. Obawiam się, że zmierzamy w tragicznym kierunku, jeżeli chodzi o jakość pracy naszych służb mundurowych.

Przypomniałem sobie o tym, gdyż właśnie spędziłem weekend w Madrycie, gdzie miałem okazję zaobserwować, w jak profesjonalny sposób hiszpańska policja ochrania (tak, ochrania!) demonstrację przeciwników badań laboratoryjnych na zwierzętach… Profesjonalizm to słowo klucz.

Moje imię i nazwisko proszę pozostawić do wiadomości redakcji.

Warszawa, 25 sierpnia 2021 r.

 List do milicjanta

Szanowny Panie Milicjancie,

Zatrzymał Pan dzisiaj na ulicy moją ukochaną córkę. Zażądał Pan od niej danych osobowych. Zapytał, czemu jest w centrum miasta bez opiekuna. Przeszukał Pan jej torebkę. Pozwolił sobie Pan również na uwagi (a może polecenia; niech Pan przyzna co to było) dotyczące ubrania, jakie miał na sobie młodszy kolega mojej córki.

Mojej córce udało się przeżyć w naszym wspólnym kraju piętnaście lat bez bezpośredniego kontaktu ze służbami mundurowymi. A tu dziś proszę: spotkała Pana na swojej drodze!

W centrum Warszawy, stolicy europejskiej.

Pan, Panie Milicjancie, uznał, że moja piętnastoletnia córka, jej koleżanka w tym samym wieku oraz kolega o rok młodszy stanowią… ano właśnie, czym są właściwie dla Pana? Czym dziś byli, sami, nieletni, w centrum Warszawy? Na ruchliwej ulicy, obok metra, otoczeni ludźmi? Czy byli dla Pana, Panie milicjancie, zagrożeniem? Czy w ten właśnie sposób przełożeni rozkazali Panu dbać o bezpieczeństwo moich dzieci?

Bo tak pokrętnie się Pan tłumaczył.  Że spisuje ich dane dla bezpieczeństwa. Ich bezpieczeństwa.  Panie Milicjancie! Jakże inaczej rozumiemy to słowo. Jakże inaczej rozumiemy inne podstawowe pojęcia.

Bezpieczeństwo, społeczeństwo, naród, Polska, wolność… Wie Pan, czym jest wolność? Wie Pan, dlaczego przyjęto Pana do służby? Po co codziennie wychodzi Pan na ulicę mojego miasta? Komu Pan służy, Panie Milicjancie?

Mam tyle pytań do Pana, Panie Milicjancie!

Jaki to przepis powoduje, że piętnastoletnie dziecko przebywające w centrum miasta za zgodą swoich rodziców ma zastanawiać się, czy może tam być? A jaka jest ta słynna podstawa prawna, którą wykorzystuje Pan do uzasadnienia tego działania?

Zagrożenie dla bezpieczeństwa, ach przecież… Ależ zaraz, chwileczkę! Przecież to nie był Strajk Kobiet! Przecież to nie był Marsz Równości! Moja córka nie ma ośmiu gwiazdek na torebce! Moja córka SZŁA po prostu PO ULICY.

Czy powinienem gratulować Panu, Panie Milicjancie, odhaczenia kolejnego celu dotyczącego liczby spisanych osób podczas służby? Czy spisanych dzieci?

Czy na przyszłość moja córka powinna mieć pisemną zgodę zezwalającą na przebywanie w centrum miasta bez dorosłego opiekuna? Ma Pan  druczek, na którym mógłbym takiej zgody udzielić? Czy lepiej załatwić to u notariusza, oprawić pismo w folię, żeby nie zamokło, i niech dzieciak nosi zawsze przy sobie? Może sam Pan, Panie Milicjancie, wyjmie jej to kiedyś z torebki?

Ironia ironią, sarkazm sarkazmem… Wie Pan, ja tak się bronię przed niesprawiedliwością, którą Pan dziś mi zafundował. I mojemu nieletniemu dziecku. Panie Milicjancie, Pan jest niewiele starszy od mojej córki. Życzę Panu, żeby Pana dzieci dorastały w lepszych czasach. W normalnych czasach.

Niech Pan zwróci uwagę, Panie Milicjancie: ja nie piszę o polityce. Ja nie piszę o swoich poglądach. Nie ma Pan nawet prawa, gdyż ja Panu tego prawa nie daję, domyślać się, jakie są moje poglądy polityczne. Co myślę o rządzie? Co myślę o polityce? Jestem obywatelem jak i Pan i mam do tego PRAWO.

Tak samo moja córka ma PRAWO chodzić po ulicy bez nękania przez Pana, Panie Milicjancie.

Jeszcze na koniec mojego wywodu chciałem Panu zaproponować prostą grę umysłową. Takie zgadywanie.

Niech Pan zgadnie, Panie Milicjancie, co myślą o polskiej policji dzieciaki legitymowane w taki sposób na ulicach. Niech Pan, a może i pańscy przełożeni pomyślą, jaki efekt wywiera to na ich przyszłe postrzeganie policji w Polsce.

Co ludzie o Was myślą. Gdyby Pan, Panie Milicjancie, znalazł chwilę, proszę poszukać statystyk dotyczących obrazu policji w społeczeństwie i zmian, jakie zaszły w nim podczas ostatnich kilku lat. I odpowiedzcie sobie wreszcie do jasnej cholery na jedno zasadnicze pytanie: CZY WARTO?

Listu swojego nie podpisuję, gdyż i Pan Milicjant z zasady nie ujawnia swojego nazwiska. Zresztą wystarczy połączyć fakty: moja córka dziś została spisana, nasze dane Pan Milicjant odnajdzie w aktach na podstawie powyższego opisu.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.