Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stan wyjątkowy na granicy polsko-białoruskiej powinien być przedłużony o 60 dni – taką rekomendację przekaże premierowi minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński. Opinię publiczną poinformował o tym w poniedziałek na konferencji prasowej, ramię w ramię z ministrem obrony Mariuszem Błaszczakiem i komendantem Straży Granicznej Tomaszem Pragą.

Była to konferencja prasowa w czystej postaci zbudowana na najpodlejszych, znanych z historii wzorcach propagandy.

Jak podano, w ośrodkach dla cudzoziemców jest ok. 1200 osób zatrzymanych przez służby graniczne, zweryfikowano tożsamość kilkuset z nich. W tej grupie według służb kilkadziesiąt osób może być niebezpiecznych. To im poświęcili czas ministrowie.

Pokazali zdjęcia i materiały dotyczące osób, które przekroczyły nielegalnie granicę. Twierdzą, że mogą one dokumentować powiązania tych osób z organizacjami terrorystycznymi albo z Rosją.

Zobaczyliśmy zestaw zdjęć z telefonów zatrzymanych, na których byli oni np. w wojskowych mundurach. Na koniec pokazano fotografię mężczyzny wciągającego przez nos biały proszek oraz zdjęcia, które mają wskazywać na „zaburzenia seksualne w kierunku pedofilii i zoofilii" niektórych zatrzymanych.

Dokąd doszliśmy?

W 2015 r. Jarosław Kaczyński na spotkaniu z wyborcami straszył, że uchodźcy mogą roznosić pasożyty i pierwotniaki. Była to jedna z najbardziej haniebnych wypowiedzi, jakie padły w przestrzeni publicznej, ale pomogła PiS osiągnąć cel polityczny.

Dziś Kaczyński i jego ludzie wiedzą, że w czarnej propagandzie mogą się posunąć znacznie dalej. Można pokazać zdjęcia przedstawiające akty pedofilskie i zoofilskie, aby mieć argumenty za swoimi decyzjami politycznymi.

Odczłowieczyć i zohydzić uchodźców – taki był cel tej pokazówki. Ma nie być współczucia i prób pomocy zziębniętym, błąkającym się po przygranicznych lasach ludziom. Ma nie być zbiórek koców, termosów i obuwia dla wycieńczonych. Ma nie być oburzenia, apeli o opamiętanie po informacjach o znalezieniu kolejnych ciał. I ma nie być merytorycznej dyskusji o bezpieczeństwie, granicach, prawach człowieka.

Ma być nienawiść. Jeszcze więcej nienawiści. Do „zboczeńców", „narkomanów", „terrorystów" i „agentów". Taki przekaz o sytuacji na granicy mamy bezkrytycznie przyswoić. Tym łatwiej będzie to osiągnąć, gdy przez kolejne dwa miesiące na granicę nie wpuści się dziennikarzy i organizacji charytatywnych. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.