Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po ostatnich aferach z udziałem prominentnych polityków opozycji bawiących się z destruktorami państwa prawa oraz dziennikarzy łamiących bezstronność i niezależność swojej profesji świadomy wyborca demokrata ma prawo być wkurzony. To jest właśnie świat stworzony przez Kaczyńskiego, w którym etyka, przyzwoitość, honor i odpowiedzialność stają się pustosłowiem.

Ta złość i rozgoryczenie są spotęgowane wrażeniem, że jeden Donald Tusk nie zdoła zbudować tamy przeciwko dalszym rządom Kaczyńskiego. W jedności siła, a tymczasem musi karcić publicznie partyjnych kolegów za niemądre wypowiedzi i skandaliczne zachowania, które są podaną na tacy amunicją dla propagandystów z TVP. A tam strzelają nią skutecznie, dyskredytując opozycję i zdobywając kolejnych pisowskich wyznawców.

Mam coraz więcej wątpliwości, czy objazdowe partyjne wiece i spotkania opozycji w terenie odegrają swoją rolę. Ludzie niechętnie w nich uczestniczą, żyją w swoich bańkach codziennych spraw i są zmęczeni politykami.

Dlatego właśnie świadomy demokrata powinien wziąć sprawy w swoje ręce.

Wierzę w intelektualne rodzinno-towarzyskie pospolite ruszenie polegające na przekonywaniu i zachęcaniu do udziału w wyborach ludzi ze swojego najbliższego otoczenia. Każdy obywatel - niekorzystający z różnych powodów ze swojego prawa wyborczego - powinien zostać zidentyfikowany i wzięty pod skrzydła demokraty. Z autopsji wiem, że to skuteczne, jeśli podejdzie się do tego delikatnego zadania w sposób nienachalny, kulturalny i merytoryczny. Potrzeba na to czasu, konsekwencji, szczerych emocji i wiarygodności.

Afera goni aferę, ale rządy Kaczyńskiego zaimpregnowały suwerena na łamanie prawa, konstytucji i nieracjonalny, pełen buty i cynizmu polityczny język. Przykładów nie brakuje, można wybrać konkrety z każdej dziedziny życia społeczno-politycznego, by udowodnić, że Polska stacza się na dno i trzeba ten zjazd zatrzymać.

Wierzę w oddolny ruch demokratów, którzy znajdą wokół siebie politycznie obojętnych i przekonają ich do swoich racji. Wszak obojętność to przyzwolenie na traktowanie siebie jak 'ciemnego ludu'

Arytmetyka jest prosta i bezwzględna dla rządzących: jeśli większość demokratów wytłumaczy pisowskie zło niegłosującym, wkrótce wrócimy do europejskich standardów.

Z moich obserwacji wynika, że niegłosujący to są ludzie wyluzowani, skupieni na sobie, swojej pracy i rodzinie. Bieżąca polityka nie szarga im nerwów, żyją w swojej bańce obywatelskiej pasywności i dobrze im z tym. Znają kluczowe słowa demokracji i autorytaryzm rządzących zaczyna im doskwierać. Rozumieją, dlaczego wstydzę się za rodaków dokonujących złych wyborów, za akceptowanie nepotyzmu, przestępstw, hipokryzji i niekompetencji. Właściwie to wstydzę się za to, że muszę się wstydzić. I trzeba zrobić wszystko, by te miliony rodaków ruszyło do urn i pomogło przywrócić nam demokratyczną Polskę i dumę z bycia Polakiem.

Czytelniczka

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.