Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mec. Kinga Dagmara Siadlak jest prezeską Stowarzyszenia Adwokackiego "Defensor Iuris", a mec. Ewa Marcjoniak kierowniczką zespołu wnioskowo-procesowego tej organizacji

Sytuacja w polskim wymiarze sprawiedliwości od 2015 r. jest coraz bardziej skomplikowana za sprawą arbitralnych, często niezgodnych z prawem orzeczeń bądź niewłaściwą, niezgodną z konstytucją interpretacją przepisów.

Od 23 stycznia 2020 r., tj. od wydania przez Sąd Najwyższy uchwały przez trzy połączone izby, sądy powszechne mają możliwość ustalania właściwej obsady sądu (pod kątem legalności nominacji na stanowisko sędziego tzw. neosędziów).

Jednocześnie przegłosowana większością parlamentarną tzw. ustawa kagańcowa wprowadziła delikt dyscyplinarny w postaci podważania statusu sędziego przez innego sędziego. W sprawie ww. uchwały Sądu Najwyższego wypowiedział się także Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu z 20.04.2020 r. (U2/20), uznając, że uchwała ta jest niezgodna z Konstytucją.

W ostatnich tygodniach sędziowie sądów okręgowych i sądów rejonowych orzekający w konkretnych, indywidualnych sprawach wniesionych do sądu, powołując się na tę uchwałę Sądu Najwyższego, a także na wyrok TSUE z 15 lipca 2021 r. (C 791/19) i postanowienie zabezpieczające TSUE z 14 lipca 2021 r. (C 204/19) oraz orzeczenie ETPC z 22 lipca 2021 r. w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce (skarga nr 42447/19), podważają status tzw. neosędziów, odmawiając orzekania w składach sędziowskich nienależycie obsadzonych albo uchylają orzeczenia wydane przez sąd w takim składzie, co zazwyczaj ma swoje konsekwencje w postaci odsunięcia ich przez Ministra Sprawiedliwości lub prezesa danego sądu od czynności orzeczniczych w trybie natychmiastowym, tj. na podstawie art. 130 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych (tak w przypadku sędziego Sądu Okręgowego w Warszawie Piotra Gąciarka, sędziego Sądu Okręgowego w Częstochowie Adama Synakiewicza czy sędzię Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie Martę Pilśnik).

Dziś (16 września 2021 r.) stanowisko w sprawie tzw. neosędziów, a także legalności Trybunału Konstytucyjnego zajął także Sąd Najwyższy.

Sąd Najwyższy w Izbie Karnej w składzie: SSN Jarosław Matras jako sędzia sprawozdawca,  SSN Tomasz Artymiuk (przewodniczący) i SSN Barbara Skoczkowska, wydał orzeczenie, w którym uchylił postanowienie Sądu Najwyższego właśnie z uwagi na to, że sąd ten był nienależycie obsadzony, co stanowi bezwzględną przyczynę odwoławczą (art. 439  § 1 pkt 2 kpk).

Sąd był nienależycie obsadzony

Niewłaściwą obsadę sądu stwierdzono, bo w składzie orzekającym zasiadał sędzia, który został wybrany w procedurze z udziałem nowej, upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa. Sąd Najwyższy w swoim uzasadnieniu wskazał, że jest związany uchwałą trzech połączonych izb Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r., mającą moc zasady prawnej, pomimo że Trybunał Konstytucyjny w dniu 20 kwietnia 2020 r. "orzekł" o niezgodności uchwały SN z Konstytucją.

Jak czytamy w uzasadnieniu postanowienia, Sąd Najwyższy po wnikliwej i głębokiej analizie stanu prawnego, opartej na pełnej chronologii wydarzeń, które doprowadziły do ukonstytuowania się TK w takim składzie, z jakim mamy do czynienia, wskazał, że orzeczenie TK to jest obarczone wadą prawną, albowiem w składzie wydającym orzeczenie zasiadali tzw. sędziowie dublerzy (czyli osoby nieuprawnione do orzekania), a sam Trybunał, rozstrzygając o zgodności spornej uchwały, działał poza własnymi kompetencjami, a więc niezgodnie z Konstytucją.

Trybunał nie może bowiem rozstrzygać w kwestii dokonanej przez SN wykładni, a tylko odnośnie do konkretnych norm prawnych (Konstytucja z 1997 r. zlikwidowała instytucję powszechnie obowiązującej wykładni ustaw).

Sąd Najwyższy ma świadomość tego, że orzeczenia Trybunału Konstytucjonalnego są ostateczne, a to na podstawie art. 190 ust. 1 Konstytucji. Wskazał jednak, że "celem przepisu art. 190 ust. 1 Konstytucji RP było zapewnienie, by to sąd konstytucyjny, organ niezależny od władzy ustawodawczej oraz wykonawczej, miał ostateczny głos co do prawnej ważności określonych aktów prawa. Przepis ten można więc określić zdaniem: Tribunal locutus, causa finita. Ta niezwykła siła, w którą wyposażono orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, wynikała zapewne z wiary (...) że to siła prawa, wzmacniana autorytetem tego Trybunału (budowanym przez osoby do niego powołane), ma zwyciężyć nad wolą polityczną i tym samym budować demokratyczne państwo prawne (art. 2 Konstytucji RP)".

Dalej Sąd wskazał, że "niepodważalność orzeczenia oznacza, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie może zostać uchylone ani zmienione przez żaden organ państwa. Orzeczenia takie nie mogą być poddawane zinstytucjonalizowanej ocenie przez jakiekolwiek ciało polityczne, a także nie mogą być weryfikowane w toku postępowania sądowego. Ostateczność orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego ma rangę konstytucyjną, a w Konstytucji RP nie ma trybu na podważanie ważności lub trafności takiego orzeczenia".

Sąd w omawianym postanowieniu wskazał na niezwykle doniosły argument, że założeniem przyświecającym skonstruowaniu przepisu art. 190 Konstytucji RP  było zatem to, by orzeczenia te – o takiej mocy – wydawał Trybunał Konstytucyjny, którego skład utworzono w zgodzie z innymi normami konstytucyjnymi. Ustrojodawca nie zakładał przecież, że w przyszłości będzie dochodziło do: 

- wybierania osób na stanowiska sędziów już zajęte, 

- uchylania uchwał Sejmu poprzedniej kadencji „bez trybu" (bez podstaw prawnych),

- niepublikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego na mocy decyzji polityków pod pozorem działania w ramach art. 7 Konstytucji RP, 

- odmowy odebrania ślubowania od prawidłowo wybranych sędziów przez Prezydenta RP (strażnika Konstytucji RP). 

Nie chodziło więc o to, by dowolny organ określić mianem Trybunału Konstytucyjnego, a osoby zasiadające w składzie takiego organu nazwać sędziami Trybunału Konstytucyjnego, ale by był to organ opisany w Konstytucji jako Trybunał Konstytucyjny, a zatem spełniający wymogi Konstytucji RP także w aspekcie powołania do niego sędziów. 

W konkluzji tego wywodu Sąd Najwyższy uznał, że orzeczenie TK z dnia 20 kwietnia 2020 r. wyrokiem nie jest, a co za tym idzie, nie można uznać, że uchylone zostało obowiązywanie uchwały SN z 23 stycznia 2020 r., a zatem należy ją bezwzględnie zastosować.

Przypominamy, że zgodnie z ustawą "kagańcową" za kwestionowanie skuteczności powołania innego sędziego grozi sędziemu odpowiedzialność dyscyplinarna.

Sędziowie orzekający sprawach z udziałem tzw. neosędziów są zatem postawieni przed dylematem. Czy chronić własną pozycję? Czy jednak pozostać w zgodzie z własnym sumieniem, zapisami Konstytucji RP i uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020r. mającą moc zasady prawnej? 

Mniej więcej od roku obserwujemy proceder wszczynania postępowań dyscyplinarnych na podstawie oprotestowanej przez środowiska prawnicze (polskie i europejskie) ustawy "kagańcowej" za tzw. działalność orzeczniczą, która jest sprzeczna z interesami większości rządzącej. Pierwotnie wszczynane były postępowania dyscyplinarne, w ostatnim czasie zaś władza państwowa i jej funkcjonariusze sięgnęli do innego, szybszego instrumentu umożliwiającego natychmiastowe odsunięcie sędziego od orzekania na jeden miesiąc, na podstawie art. 130 ustawy o ustroju sądów powszechnych.  W ubiegłym i bieżącym tygodniu w ten sposób postąpiono z sędzią Sądu Okręgowego w Częstochowie Adamem Synakiewiczem oraz sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie Piotrem Gąciarkiem oraz sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie Martą Pilśnik.

Trybunały europejskie (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Europejski Trybunał Praw Człowieka) i  Sąd Najwyższy nie mają wątpliwości co do charakteru nowej Krajowej Rady Sadownictwa i wadliwości jej działania, a co za tym idzie - sędziów nominowanych przez Prezydenta na podstawie jej uchwał. Pomimo tego wyraźnego i jednoznacznego głosu najwyższych organów orzeczniczych krajowych i europejskich aparat ścigania sędziów, w osobach rzeczników dyscyplinarnych, a także samego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, nie zatrzymuje się.

Obecna sytuacja w wymiarze sprawiedliwości stawia każdego sędziego przed bodajże najważniejszym egzaminem zawodowym na drodze orzeczniczej. Niemniej, jak powiedziała kiedyś sędzia Sądu Okręgowego w Łodzi Katarzyna Wesołowska-Zbudniewek: "Sędzia nie powinien się bać. Jeżeli zacznie się bać, to przestaje być sędzią." Tym właśnie zdeterminowanym sędziom, którzy pozostają wierni Konstytucji i postępują zgodnie z zasadami państwa prawa, należy się najwyższy szacunek. Wyłącznie tacy sędziowie zagwarantują obywatelowi prawo do sądu niezależnego i niezawisłego, a nade wszystko sądu należycie obsadzonego.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.