Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do napisania tego listu skłonił mnie list nauczycielki Mamy XXI wiek, a w szkole Czarnka trwa wiek XIX! Pruskie nauczanie, ławka, tablica, kreda, zeszyt i pióro.

Nie zgadzam się jednak ze zdaniem, że mamy PRL-bis.

Ze swojej edukacji w PRL pamiętam między innymi:

  •  przeczytaną obowiązującą klasykę – jakoś znalazł się czas, choć nie wszystko się podobało, niektóre utwory są zbyt poważne, przynajmniej w podstawówce;
  • częstą samodzielną pracę w czytelni i nabywanie umiejętności wyszukiwania informacji oraz sporządzania notatek;
  • wizyty klasowe w teatrze dosłownie na każdym nowym spektaklu w obu szczecińskich teatrach, potem pisanie recenzji – szkoła dopłacała do biletów. Do dziś charakterystyczny zapach teatru kojarzy mi się z młodością;
  • obowiązkowo przynajmniej raz na dwa tygodnie obszerna praca pisemna z polskiego przez całe liceum – podziw dla nauczyciela, który to musiał sprawdzać. Pisaliśmy na papierze podaniowym i oswajaliśmy się z przyszłą formą maturalnej wypowiedzi;
  •  4-godzinna matura pisemna z polskiego i matematyki – tyle było potrzeba, żeby napisać przyzwoitą pracę;
  • tematy maturalne przekrojowe – trzeba było naprawdę znać epokę, której dotyczył temat;
  • biologia, chemia, fizyka co najmniej dwie godziny tygodniowo dla wszystkich – nie było powodu, żeby zainteresowani humanistyką mieli nie wiedzieć, na jakim świecie żyją. Dawali radę. Kto już się do liceum dostał, był sprawny intelektualnie;
  • zgodne z hasłem "matematyka królową nauk" – humaniści też musieli uczyć się dzięki niej logicznego myślenia. Przydaje się zwłaszcza historykom;
  • nawet czasopisma były prenumerowane, i to już w podstawówce, oraz omawiane na lekcji, żebyśmy mieli nawyk czytania o świecie i potrzebę wiedzy o nim. Jak nauczyciele z tym wszystkim zdążyli? – do dziś podziwiam;
  • religia w salce katechetycznej, w podstawówce chodziło 100 proc. uczniów z własnej woli, nikt o tym nie dyskutował, nie zabraniał, nie nakazywał. W liceum rzadko kto.

Oczywiście, była zakłamana historia, ale "polityka historyczna" już w starożytnym Egipcie wymazywała niewygodne w danym czasie nazwiska i ukrywała wydarzenia. Z tym problemem boryka się każde pokolenie. Mimo to jakoś tak jest, że jednak nic się w końcu nie ukryje.

Więc nie PRL-bis, to zupełnie inny system. Nie oceniam, który gorszy.

Przez rok studiowałam pedagogikę (potem los pchnął mnie na szczęście w inną stronę) i miałam historię wychowania – nie poznałam dobrego systemu edukacji. Mam wrażenie, że każdy grzeszy nienadążaniem za zmianami w świecie i społeczeństwie. A zmiany gonią coraz prędzej.

Mam dwunastoletnią wnuczkę – jej jest trudno i jej edukatorom też. A na jej buntownicze pytanie: – A po co mi to wiedzieć? – mogę odpowiedzieć tylko: – Żebyś nie była głupia.

Ale czy to wystarczający argument?

PS. W PRL rodzice siedzieli na wywiadówkach jak przysłowiowe "trusie", nie bronili swoich dzieci, kiedy działa się jakaś niesprawiedliwość. Nie buntowali się przeciw głupim zarządzeniom. Bali się zemsty nauczycieli na dzieciach. To było charakterystyczne dla PRL. Teraz? Nie wiem. Na szczęście jestem już poza systemem.

czytelniczka

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.