Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

LIST OTWARTY DO PREMIERA DONALDA TUSKA

Szanowny Panie!

Zwracam się do Pana z apelem i prośbą o uwzględnianie opinii mojego środowiska w prowadzonej przez Pana polityce. Wyjaśniam, że należę do licznego grona reprezentantów tzw. opozycji ulicznej.

Powodem mojej troski jest Pańska reakcja na sytuację graniczną w Usnarzu. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja jest złożona politycznie i nie jest łatwo ją tak zdefiniować i tak się z nią rozprawić, by pozostając w zgodzie z prawdą i elementarnymi wartościami etycznymi, nie budować sobie wrogów wśród potencjalnych wyborców i sympatyków Koalicji Obywatelskiej.

Pozostaję zatem pełen szacunku zarówno dla Pańskich deklaracji, że uchodźcom afgańskim należy się pomoc humanitarna (użył Pan słów o przysłowiowej kanapce), jak i zrozumienia dla dołączenia do niej przekonania o zapewnieniu przez państwo bezpieczeństwa granic. Obie te kwestie nie budzą wątpliwości ani kontrowersji.

Wiemy ponadto, że w związku z tak, a nie inaczej prowadzoną polityką obozu władzy w tym kontekście poparcie w sondażach opinii publicznej znów niebezpiecznie podskoczyło Kaczyńskiemu. Zadawać sobie można zatem pytanie o to, czy ludzie akceptują nieludzkie traktowanie uchodźców aresztowanych na granicy, czy otaczanie Polski zasiekami z drutu kolczastego, czy też oba te działania naraz.

Żeby nie kręcić się wokół własnego ogona i jedynie nie utyskiwać ani też nie pałać świętym oburzeniem, pragnę zwrócić Pańską łaskawą uwagę na pewne znamiona tej sytuacji, które stanowią jej istotę, starannie ukrywane przed społeczeństwem dzięki demagogicznej retoryce PiS.

Zgodzimy się na początek, że do Usnarza peregrynowali politycy i działacze społeczni z bardzo różnych środowisk: byli tam posłowie, w tym Michał Szczerba, Dariusz Joński, Franciszek Sterczewski, byli duchowni Wojciech Lemański i Michał Jabłoński, była wreszcie Marta Lempart. Co łączy tych wszystkich wymienionych poza potrzebą serca, by wesprzeć ludzi w potrzebie? To przede wszystkim potrzeba respektowania konwencji genewskiej dotyczącej statusu uchodźców, ale też szereg innych aktów prawnych, w tym krajowych ustaw, które są wymienione na stronie Domu Otwartego.

Tomasz Piątek, dziennikarz śledczy opisujący matactwa i szemrane związki złej władzy z mafią i agenturą putinowską, zaprosił do Radia „Reset Obywatelski" posła Franka Sterczewskiego, o którym niektórzy politycy Pańskiego ugrupowania wypowiadają się niepochlebnie, przypisując mu próby „prowadzenia polityki zagranicznej na własną rękę". Dowiaduję się też, że zaprosił Pan Sterczewskiego „na dywanik", jak rozumiem, w celu udzielenia reprymendy za akcję w Usnarzu.

Tymczasem w moim najgłębszym przekonaniu sprawa wydaje się zupełnie prosta i niewymagająca ani zaniechania, ani radykalizmu. Mówimy bowiem o dwóch różnych kwestiach, co należy wyborcom jasno uświadamiać.

Czym innym jest pomoc humanitarna, a czym innym zapewnienie bezpieczeństwa granic Polsce i Europie, i obie te kwestie nie są wzajemnie sprzeczne, choć z pozoru tak się wydaje i tak próbuje to nam wmówić Kaczyński.

Uchodźcy na granicy padają ofiarą złej polityki zarówno strony białoruskiej, jak i polskiej. To nie tylko prowokacja Łukaszenki, która jest ewidentna, ale to także stan kunktatorski PiS, którego celem jest „ostateczne rozwiązanie" kwestii uchodźczej. Nie leczy się dżumy cholerą. Ludzie cierpiący na granicy nie są prowokacją, podobnie jak środowisko LGBT+ nie jest ideologią, chyba zgodzi się Pan ze mną?

Uchodźcom trzeba pomóc, mało tego, należy wszcząć procedury związane z przyznaniem statusu uchodźczego, tyle tylko, że obecna władza nie ma pojęcia i nie ma odpowiedniego instrumentarium, z pomocą którego mogłaby zweryfikować wszystkich występujących o azyl. Ponieważ właściwie Polska pisowska nie dysponuje służbami, które zdewastowała, nie potrafi ocenić właściwie, czy wśród uchodźców nie ma przypadkiem terrorystów lub przestępców. Dlatego na wszelki wypadek odmawia wszczęcia jakichkolwiek cywilizowanych procedur.

Skoro Łukaszenka przewozi uchodźców na granice Unii Europejskiej, należy zagrozić mu restrykcjami finansowymi, czyli sankcjami. Przykładowo, blokadą importu i transportów tranzytowych do UE. Tego PiS nie czyni, co w naszej opinii najlepiej świadczy o tym, że owa prowokacja nie jest wymierzona w rządy Kaczyńskiego, lecz przeciwnie – pomaga mu wręcz w odbudowie społecznego poparcia. Bo ludzie na ogół wspierają władzę wobec zagrożenia, choćby nawet wyimaginowanego.

Szanowny Panie,

piszę o tym wszystkim, choć wiem, że Pan to wszystko wie. Szkopuł w tym, że nie wiedzą o tym Polki i Polacy.

I uważam, że do Pana i Pańskiego ugrupowania należy obowiązek uświadomienia tych aspektów sytuacji granicznej skołowanym polskim obywatelkom i obywatelom. Naprzeciw oficjalnej propagandzie złej władzy, która cynicznie wykorzystuje nasze lęki i emocje do wzmocnienia postaw posłusznych i biernych.

Dlatego apeluję do Pana i Pańskiego ugrupowania o podjęcie wszelkich wysiłków, by tę sytuację Polakom wyjaśnić, nie traktując nas jak bezrozumne stado baranów prowadzonych na rzeź. Wiem, że z Pańskim politycznym doświadczeniem, kompetencjami i talentem, ten postulat nie jest nierealny.

Z nadzieją i oczekiwaniem

Przemysław Wiszniewski

Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.