Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorka jest nauczycielką

Rozpoczęliśmy rok szkolny. Co będzie? Być może, dzięki wysokiej szczepiennej świadomości dorosłych, uda się zostać w trybie nauki stacjonarnej.

Ale rośnie poważne zagrożenie. Polska znalazła się na krawędzi wyboru pomiędzy demokratyczną wolnością a wolnością dyktowaną przez rządzących w Polsce narodowych ideologów.

Rządy Prawa i Sprawiedliwości stały się po prostu groźne dla naszego wolnościowego, humanistycznego, opartego na sprawiedliwości bytu. Krok po kroku, podstępnie i bezkompromisowo dotyka to również polskiej edukacji.

Jarosław Kaczyński od początku swojej władzy zapowiedział ideologiczne przejęcie szkół. I właśnie rękami Przemysława Czarnka, zadufanego w swoim katolicko-narodowym fanatyzmie ministra edukacji, szkoły przechodzą pod bezpośredni nadzór państwa. Nad całością akcji „szkoła dla narodu i PiS-u" czuwają sprawdzeni w posłuszeństwie kuratorzy. Naczelnym zadaniem tej strukturalnej przemocy ma być drobiazgowa kontrola placówek oświatowych, a zakres inwigilacji dotyczy każdej cząstki szkoły (być może rozciągnie się to na rodziny uczniów i uczennic).

Jeśli na przykład dyrektor szkoły w zderzeniu z machiną państwowego dyktatu spróbuje bronić standardu demokratycznych wartości placówki, może zostać odwołany w ciągu trzech dni bez podania przyczyn. Wszelkie spotkania z gośćmi spoza szkół wzbogacające uczniów i uczennice o wiedzę niedostępną w programie PiS będą weryfikowane i zatwierdzane aż przez dwa miesiące. Tyle ma trwać kuratoryjna lustracja. Wykluwa się więc model szkoły spójny tylko z polityką państwa.

A jednak ten plan nie powiedzie się. Politycy PiS-u zapomnieli, że w doświadczeniu Polaków są już wolność (osobista i społeczna), samorządność, współistnienie obywateli różnych kultur i religii, jak również możliwość samorealizacji własnej drogi życiowej.

Tak więc niemożliwa jest szkoła i społeczeństwo przykrojone do mizernych fantazmatów wodza PiS-u i spiskowych teorii o konieczności wybawienia państwa z domniemanej niewoli Unii Europejskiej.

W opowieściach o modelowaniu społeczności uczniowskiej przez PiS ciągle krąży opowieść o Pawle  Skrzydlewskim, doradcy oświatowym ministra i jego „ugruntowaniu dziewcząt do cnót niewieścich". Śmiech jest tu najlepszą detonacją tego banału, czemu głośno dali wyraz uczennice i uczniowie. Ale jeszcze większą plątaniną myśli była próba wytłumaczenia przez ministra Czarnka sensu tych słów za pomocą teorii cnót (arete) Platona, gdzie owe cnoty (sprawiedliwość, mądrość, męstwo i umiarkowanie) są po prostu koncepcją innego sensu.

Im bardziej minister edukacji narodowo tłumaczy meandry wiedzy, tym bardziej wpada w pułapkę śmieszności. Ta władza próbuje przetrwać na niewiedzy, wciągając w puste oracje zdezorientowanych lub przekupionych fałszywą logiką socjalną wyznawców.

My, nauczyciele, wiemy, że politycy tej władzy będą nas niszczyć, ale jakby powiedział Blaise Pascal, mamy tego świadomość, więc w tym nasza siła. I mimo medialnych przekazów o „zastraszeniu" środowiska szkolnego, skupiamy się właśnie na mocy i otwartym dialogu. Strach zostawiamy władzy.

Uczniowie i uczennice, nauczyciele, naukowcy, artyści są wolnymi umysłami, bo inaczej edukacja stałaby się systemem przerażającej indoktrynacji, której koszmar można z dreszczem poznać w wydanej właśnie przez Wydawnictwo Znak książce amerykańskiego pedagoga i dziennikarza Gregora Ziemera („Jak wychować nazistę. Reportaż o fanatycznej edukacji", 2021), który w latach 30. miał możliwość bezpośredniego poznania całokształtu nazistowskiej edukacji niewolenia narodu od przedszkola do dorosłości. Straszna lektura.

Polska władza od 2015 roku dostarczyła tomy treści, które stały się też częścią szkolnej edukacji. Nie sposób uciec na lekcjach etyki, filozofii, WOS-u czy historii od problemów, które stały się aktualnym doświadczeniem wszystkich obywateli. Bo szkoła to nie tylko budynek i klasy, to wspaniale różni ludzie.

Dotarł do nas obraz samotnych uchodźców, znad granicy polsko-białoruskiej, proszących wedle prawa o ochronę humanitarną. My też zobaczyliśmy graniczny brutalizm. Jak można ranić kogoś, kto szuka swego miejsca do życia, nie zagrażając nikomu?

W szkole jesteśmy na co dzień z osobami z Czeczenii, Białorusi, Rumunii, Ukrainy, Indii. I nikomu nie przychodzi do głowy stawianie zasieków.

Szkoła jako instytucja nie może udawać, że lektury kardynała Wyszyńskiego, Jana Pawła II czy Zofii Kossak-Szczuckiej są ważniejsze niż tekst notorycznie łamanej przez PiS i prezydenta Dudę konstytucji, Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej czy treści konwencji stambulskiej.

Obchodzą nas wolne media, niepokoją zmiany klimatyczne, chcemy być związani z Unią Europejską na warunkach wspólnoty, nie PiS-u. Bronimy praw dzieci do szczęścia, wolnego dostępu do nauki. Jesteśmy z tymi wszystkimi, którymi władza gardzi i których straszy – z mniejszościami religijnymi, z osobami z niepełnosprawnością, z osobami LGBT. Z osobami chorymi, w zaawansowanym wieku, samotnymi, biednymi, bezdomnymi. Na tym polega edukacja wśród lektur, wzorów matematycznych, ćwiczeń fizycznych. Szkoła jest rozwojem, a nie konstruktem politycznym PiS-u, IPN-u i Ordo Iuris.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.