Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kościół katolicki w Polsce 12 września uczynił pierwszy krok w kierunku wyniesienia na ołtarze Stefana Wyszyńskiego, zwanego Prymasem Tysiąclecia. To najwyższy zaszczyt dla osób godnych oddawania im czci przez wiernych katolickich.

Z nieposzlakowaną opinią o wyżej wymienionym stanowczo polemizuje profesor Jacek Leociak w przygnębiającym eseju Beatyfikacja Wyszyńskiego. „Prymas Tysiąclecia nie został poinformowany o Zagładzie" opublikowanym na łamach "Krytyki politycznej".

Beatyfikacja Wyszyńskiego stanowi legitymację obecnych rządów. Może część owej świątobliwości spłynie z beatyfikowanego na władzę, przynajmniej w oczach wiernych? 

Cóż, dla mnie – osoby bezdyskusyjnie spoza Kościoła – beatyfikacja nie powinna wzruszać kogokolwiek. Gdy jednak dowiaduję się, że minister Czarnek proponuje młodzieży szkolnej publicznych placówek wycieczki śladami Wyszyńskiego, krew się we mnie burzy. Po przeczytaniu eseju prof. Leociaka powątpiewam, by Wyszyński był postacią godną powszechnego uwielbienia i szacunku, stawianą naszej młodzieży za wzór godny naśladowania. Chyba że zastosujemy "politykę historyczną" opartą na kłamstwach, przemilczeniach i półprawdach – wówczas sprzed naszych oczu znikną skazy na biografii i spuściźnie kandydata na świętego.

W swoim miażdżącym eseju prof. Leociak polemizuje nie tylko z głupotami zdesperowanych publicystów, ale także z samym Adamem Michnikiem, któremu wypomina się panegiryki prokościelne słynnej książki "Kościół - lewica - dialog".

I na koniec refleksja, do której skłaniają mnie liczne odniesienia prof. Leociaka do współczesności w kontekście nauczania Prymasa Tysiąclecia: nie ma sensu jakikolwiek protest, skoro "słuszną linię" od dawien dawna także dzięki Wyszyńskiemu kontynuuje Kościół w Polsce, sprzymierzony jak nigdy dotąd z władzą, tu i teraz. W wynoszeniu Wyszyńskiego na ołtarze wyraża się koncepcja Kościoła polskiego, błogosławiącego nacjonalizm i antysemityzm. Beatyfikowany jest człowiek o poglądach wyraziście antysemickich, które niewątpliwie rozsiewał, a już na pewno ich nie próbował tłumić, właśnie teraz, gdy papież Franciszek przestrzega na Węgrzech przed czającym się antysemityzmem.

I żeby tego było mało, wynoszony jest na ołtarze w obecności arcybiskupa Głódzia, który wielokrotnie się zarzekał, jakoby w Polsce nigdy antysemityzmu nie było

Przemysław Wiszniewski

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.